Odział Boeinga zmniejszy tym samym swoje zatrudnienie o 4,8 proc. i będzie szukał oszczędności począwszy od łańcucha dostaw, a skończywszy na halach produkcyjnych. Około 1,6 tys. osób odejdzie w ramach uzgodnionego z załogą w zeszłym miesiącu dobrowolnego programu zwolnień. Pozostałe 2,4 tys. pracowników  ma zostać dopiero wytypowanych.

Odział w którym ma dojść do cięć wygenerował w 2015 roku 61 proc. całkowitego zysku Boeinga. Dojdzie w nim też do zwolnień urzędników oraz spłaszczenia struktury zarządzania. Ma to uprościć zasady działania firmy oraz poprawić jej zdolności do reagowania na potrzeby rynku.

Zadanie restrukturyzacji znajdującego się w kłopotach oddziału spoczywa na barkach nowego dyrektora wykonawczego Dennisa Muilenburga. Poprzednio pracował jako szef oddziału obronnego i zasłynął tym, że ograniczył jego roczne koszty o 3 mld dol.

Airbus zajął w zeszłym roku pozycję rynkowego lidera zajmowaną wcześniej przez Boeinga. Stało się tak za sprawą dużego popytu na samolot A321neo, a także huśtawki kursów walut, które obniżyły koszty funkcjonowania znajdujących się w Europie fabryk. W 2015 roku Airbus otrzymał 1036 zamówień na pasażerskie samoloty odrzutowe, podczas gdy Boeing 868.

Boeing reaguje więc wyraźnie na silną rynkową konkurencję ze strony Airbusa, który stara się zwiększać swoje udziały w rynku, między innymi poprzez stosowanie agresywnej polityki cenowej.

Zmiany w strukturze Boeinga pozwoliłyby mu także na ograniczenie zdecydowanie zbyt wysokich kosztów produkcji Dreamlinera 787.

Boeing szuka oszczędności także poza cięciem zatrudnienia. Firma renegocjuje w tej chwili kontrakty z dostawcami, ogranicza liczbę służbowych połączeń, pracuje nad zwiększeniem jakości oraz efektywności pracy oraz redukuje nadmiar zapasów.

>>> Polecamy: LOT szuka nowych samolotów. Oto maszyny, które mogą trafić pod skrzydła przewoźnika