Zagraniczni inwestorzy już wycofali z japońskiej giełdy akcje o wartości 46 mld dol. Benchmarkowy indeks Topix stracił  w 2016 roku już 17 proc. wartości, co jest drugim najgorszym wynikiem na świecie. Gorsze rezultaty osiąga jedynie włoska giełda.

Inwestorów odstrasza z Japonii wiele czynników, wśród których do najważniejszych należą słabe wyniki makroekonomiczne tamtejszej gospodarki, negatywne skutki polityki stymulacyjnej prowadzonej przez Bank Japonii oraz osłabienie jena, które wywiera presję na eksporterów.

Utrata zaufania zagranicznych inwestorów jest silnym ciosem dla premiera Japonii Shinzo Abe. Są oni bowiem najważniejszymi graczami na tamtejszym rynku finansowym i to na ich aktywności rząd opierał swoją strategię pobudzania wzrostu. „Japonia powraca” oraz „kup moją Abenomikę” – to hasła rzucane przez premiera w 2013 roku, gdy wartość akcji urosła do 8-letniego maksimum. Obecnie około połowa owych wzrostów już odpłynęła z japońskiego rynku. Wśród firm wycofujących się z parkietu Kraju Kwitnącej Wiśni jest między innymi Black Rock - największy na świecie koncern zajmujący się zarządzaniem inwestycjami globalnymi i ryzykiem.

Coraz więcej ludzi z branży finansowej zaczyna wątpić w Abenomikę. – Japonia mnie rozczarowała – mówi Nader Nagimi, szef australijskiego AMP Capital Investors Ltd. Był on przez długi czas wielkim zwolennikiem japońskiej giełdy, jednak obecnie szuka dobrych okazji sprzedażowych.

Wyprzedaż w Japonii jest niepokojąca, bowiem jest dokonywana w momencie, w którym inwestorzy na całym świecie skłaniają się do kupowania. Rosną obawy, że rządowy program fiskalnego i monetarnego stymulowania oraz strukturalne reformy gospodarcze prowadzą do utknięcia kraju w deflacyjnej zapaści. Abenomika potrzebuje zagranicznego kapitału. Jeśli w dalszym ciągu będzie odpływał, tamtejszy rynek ponownie utraci zaufanie rynków.

Zagraniczni inwestorzy są obecnie w posiadaniu ok. 70 proc. wszystkich akcji handlowanych na giełdzie w Tokio. Japonia miała bardzo słabe notowania u zarządzających globalnymi funduszami inwestycyjnymi w okresie 5 lat przed dojściem do władzy Abe. Ich nastawienie do tokijskiego parkietu zmieniło się wraz ze zmianami wprowadzonymi przez nowy rząd.

Ostatnią ze znaczących marek, które zmniejszają swoje zaangażowanie w Tokio jest Citigroup. Wcześniej w tym samym kierunku podążyły Credit Suisse Group oraz fundusz Capital Partners.

Przedstawiciele Black Rock argumentują swoją decyzję o sprzedaży aktywów dużą zmiennością tokijskiego parkietu. Dostrzegają na nim co prawda potencjał wzrostowy, jednak pomimo tego strategicznie unikają inwestowania na niestabilnym rynku.

Eksporterzy tacy jak Toyota, Honda oraz Fuji Heavy Industries, które w poprzednim roku były motorami rekordowych giełdowych wzrostów, w tym notują największe spadki. Równie mocno straciły banki, które silnie odczuły negatywne skutki wprowadzenia przez Bank Japonii ujemnych stóp procentowych. Ich akcje osłabiły się w tym roku już 35 proc.

- Optymistyczny scenariusz zakładany przez inwestorów rozpadł się. Flagowe firmy takie jak Toyota nie mają się najlepiej. Abenomika, której najlepszym wskaźnikiem stanu jest giełda, zawiodła – mówi Yoshihiro Ito, główny strateg Okasan Online Securities Co.

>>> Czytaj też: Nowa demokracja w Birmie oznacza napływ kapitału. Nadciąga fala inwestorów