Diaz-Alvarez pytany o perspektywy polskiej gospodarki powiedział, że dzięki dynamicznej konsumpcji krajowej i brakowi zależności od zewnętrznego popytu ze strony krajów strefy euro, będzie ona wciąż funkcjonowała bardzo dobrze. Według niego Polska pozostaje jednym z najszybciej rozwijających się rynków w UE, a silny popyt krajowy, w połączeniu z atrakcyjnością Polski dla zagranicznych inwestorów, powinny dobrze wspierać gospodarkę przez kilka następnych lat.

"Prognozy wzrostu kształtującego się na poziomie około 3,5 proc. przez następne dwa lata pozostają znacznie wyższe niż unijna średnia" - uważa Diaz-Alvarez.

Zauważył, że przez ostatnie kilka lat polski deficyt budżetowy jest na dobrej ścieżce do poprawy: zadłużenie spada, a deficyt względem PKB był w 2015 r. najniższy od 8 lat.

"Pomimo że pozostaje on relatywnie wysoki w porównaniu do niektórych europejskich krajów, daleko mu do alarmująco wysokiego poziomu i powinien dalej ulegać poprawie przez następnych kilka lat. Zadłużenie jako procent PKB pozostaje jednym z najniższych w Unii Europejskiej" - podkreślił.

Według niego silny wzrost gospodarczy przekraczający 3,5 proc. powinien spowodować, że deficyt w odniesieniu do PKB pozostanie stosunkowo niski i przybliży w tym względzie Polskę do krajów strefy euro.

Diaz-Alvarez dostrzega jednak zagrożenia. Wskazał, że rząd musi ostrożnie równoważyć swoje działania, tak aby dotrzymać swoich obietnic i jednocześnie przestrzegać unijnych zasad budżetowych. Tym bardziej, że niski poziom inflacji może zmniejszyć wpływy do budżetu i zwiększyć deficyt.

"Stale niska lub ujemna inflacja w Polsce może stanowić ryzyko dla finansów publicznych w tym roku, biorąc pod uwagę jej wpływ na niższe dochody budżetowe rządu pochodzące z podatków. Jeśli inflacja nie powróci w 2016 r. na dodatni poziom, zauważalne będą mniejsze przychody podatkowe – jest jednak mało prawdopodobne, aby miało to istotny wpływ na finanse publiczne" - uważa dyrektor z Ebury.

Jego zdaniem zagrożeniem dla polskich banków, z których wiele ma już dziś niską rentowność, może być nałożony na nie nowy podatek. "To ryzyko stanowi hamulec dla polskiej gospodarki i może doprowadzić do wolniejszego wzrostu PKB i mniejszej zdolności kraju do absorbowania zewnętrznych wstrząsów, które obserwujemy na światowych rynkach" - zaznaczył Diaz-Alvarez.

Ekspert pytany o ocenę zasadności obniżenia polskiego ratingu przez S&P oraz o ewentualne kolejne tego typu decyzje innych agencji, ocenił, że "niemal na pewno" doprowadziłyby one do wyprzedaży złotego, podobnej do tej, której byliśmy świadkami w styczniu po decyzji S&P, "gdy złoty spadł do najniższego od czterech lat poziomu w stosunku do euro".

Zgodnie z opublikowanymi na początku kwietnia danymi, które GUS przesłał do Eurostatu, deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2015 roku stanowił 2,5 proc. PKB (wobec 3,3 proc. PKB deficytu w 2014 r.), natomiast dług sektora ukształtował się na poziomie 51,5 proc. PKB (wobec 50,5 proc. w 2014 r.).

GUS zastrzegł, że dane te mają charakter wstępny i mogą ulec zmianie.

Na początku kwietnia agencja ratingowa Moody’s poinformowała, że utrzymujący się polityczny spór wokół Trybunału Konstytucyjnego może negatywnie zaważyć na ocenie ratingu. Jego rewizja ma zostać przeprowadzona 13 maja br. W styczniu agencja ratingowa S&P obniżyła rating Polski o jeden stopień: z negatywną perspektywą.