Tak twierdzi prof. Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej na podstawie własnych szacunków wykonanych w oparciu o dane GUS. To efekt ogólnego spadku cen żywności, która potaniała o 1,8 proc. – Mogliśmy sobie pozwolić na uwzględnienie w naszej diecie żywności z wyższej półki – wyjaśnia prof. Świetlik.

Nie dziwi więc to, że ustabilizowała się na przykład konsumpcja kurczaków. Ale w pierwszych trzech kwartałach ubiegłego roku w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego wzrosło jednocześnie (aż o 14,3 proc.) spożycie droższego mięsa z kaczek, gęsi i indyków.

Utrzymał się spadek konsumpcji ziemniaków. Za to o 10 proc. więcej było na naszych stołach przetworów ziemniaczanych: frytek, placków, kopytek, pyz, knedli. O 2,9 proc. skurczyło się spożycie innych pospolitych warzyw. Mniej zjedliśmy m.in. kapusty, marchwi i cebuli. Wzrosło natomiast – o 7,1 proc. – spożycie warzyw mrożonych. – Wzrost popytu na mrożonki warzywne obserwujemy od dawna, ponieważ oszczędzają czas konieczny na przyrządzanie potraw – twierdzi prof. Świetlik.

Nieco częściej sięgaliśmy po owoce. Ale choć jesteśmy największym w Europie producentem jabłek, to ich spożycie spadło o 3,7 proc. Często przegrywają one konkurencję z owocami z importu.

– W tym roku możemy się spodziewać dalszych zmian w konsumpcji żywności, ponieważ jej ceny wprawdzie powoli rosną, ale przy utrzymującej się deflacji zwiększa się równocześnie siła nabywcza płac – mówi prof. Świetlik.