Według Lute'a Sojusz Północnoatlantycki jest w krytycznym punkcie i stoi w obliczu niepokojów, którym dorównywały tylko okoliczności z końca zimnej wojny. NATO nie chce potęgować wewnętrznej słabości Rosji.

"W praktyce nie widzę możliwości by w najbliższym czasie, być może w następnych kilku latach, a może i dłużej, doszło do rozszerzenia NATO" - powiedział Lute w Londynie, gdzie brał udział w forum dotyczącym kwestii bezpieczeństwa.

"Myślę, że Rosja odgrywa ważną rolę w strategicznym środowisku i rozszerzenie NATO zahamuje to strategiczne środowisko" - dodał ambasador USA przy NATO.

"Jeśli przyjmiemy przesłanki (...) na temat wewnętrznej słabości Rosji i być może na temat jej trwałego upadku, to nie ma sensu teraz tego forsować, być może przyspieszając ten upadek lub destabilizację" - ocenił ambasador.

W grudniu ub.r. NATO zaprosiło do Sojuszu Czarnogórę; będzie to pierwsze rozszerzenie od 2009 roku. Krok ten zirytował Moskwę, która sprzeciwia się rozszerzeniu NATO na dawne państwa komunistyczne we wschodniej i południowo-wschodniej Europie.

Na szczycie NATO w kwietniu 2008 roku w Bukareszcie przed Gruzją otwarto perspektywy wejścia do Sojuszu. Chętne do członkostwa są inne kraje bałkańskie, np. Macedonia i Bośnia. Ukraina, która od 2014 roku walczy z prorosyjskimi separatystami na wschodzie, także stawia sobie za cel wejście do NATO.

Lute powiedział, że kurs polityczny w stronę nowych członków jest wciąż aktualny, ale zaznaczył, że na zaproszenie nowych członków muszą wyrazić zgodę wszystkie kraje NATO, a prawdopodobieństwo tego jest niewielkie.

"Nie ma mowy, że w jakimkolwiek momencie w najbliższej przyszłości uzyskamy zgodę na przyjęcie (...) Gruzji czy Ukrainy" - zastrzegł ambasador USA.