W połowie marca Rada Bezpieczeństwa zagłosowała za zaostrzeniem sankcji wobec reżimu Kim Dong Una, który naruszył rezolucje ONZ. Korea odpowiedziała zwiększeniem częstotliwości prób rakietowych. Niewielu ekspertów sądzi by Kim, który tolerował powszechny głód w swoim kraju, zaprzestał rozwijania programu nuklearnego.

Wprowadzenie gospodarczych sankcji przyniosło co prawda po 10 latach nuklearne porozumienie z Iranem. To jednak specyficzny i odosobniony przypadek. W przypadku wielu innych krajów rezultaty wprowadzenia kar nie były tak dobre.

- Sankcje nie pozwalają osiągać zamierzonych celów i nawet w przypadku sukcesu rezultaty są różnorodne. Objęte sankcjami państwa znajdują sposoby na omijanie ich – mówi Daniel Wagner, zarządzający konsultingową firmą Country Risk Solutions.

W ciągu poprzedniej dekady sankcjami zostało objętych aż 16 państw. To dwukrotnie więcej, niż w latach 90. W latach dwutysięcznych pod kontrolą ONZ znajdowało się natomiast 12 państw. Sekretarz Skarbu USA Jacob J. Lew powiedział w zeszłym miesiącu, że sankcje nie powinny być postrzegane jako „magiczny pocisk”.

- Musimy unikać impulsywnych reakcji skłaniających do pochopnego nakładania sankcji w sytuacjach, w których będą miały niewielki wpływ – mówi Lew. – Musimy być świadomi ryzyka, że nadużywanie sankcji może osłabić ich skuteczność oraz odebrać nam pozycję globalnego gospodarczego lidera – dodał.

Na przełomie lat 90. i dwutysięcznych sankcje USA wobec Iraku oraz widmo wybuchu wojny skłoniły Saddama Husajna do wpuszczenia do kraju inspektorów ONZ. Żadna broń nie została tam znaleziona, jednak pomimo tego USA uwikłało się w długotrwałą okupację.

W 2013 roku Brown University przeprowadziło badanie na temat skuteczności 22 przypadków nałożenia sankcji przez ONZ od 1991 roku na którekolwiek z państw. Okazało się, że tylko w 10 proc. przypadków były one efektywne i zmusiły lokalne rządy do zmiany polityki.

Tak duża częstotliwość tej formy nacisku jest jednak złem koniecznym. - Sankcje są stosowane do najbardziej skomplikowanych problemów, gdzie militarne interwencje nie wchodzą w grę – mówi profesor Thomas Biersteker z Graduate Institute of Geneva.