PAP: Lata osiemdziesiąte są uważane za okres bardzo głębokiej depresji społecznej. Czy rok 1986 również odznaczał się takimi nastrojami?

Prof. Krzysztof Łabędź: Był to okres, w którym opozycja jest w defensywie, czego symbolem jest aresztowanie jednego z jej przywódców Zbigniewa Bujaka w maju 1986 r. Dominowało więc poczucie beznadziejności i świadomości, że sytuacja z lat 1980-1981 nie powtórzy się, choć trzeba pamiętać, że ludzie normalnie żyli, pracowali, uczyli się. Nie bardzo widać było również zapowiadane przez władze reformy. Nie zauważano więc jakichkolwiek perspektyw poprawy sytuacji społecznej i gospodarczej.

PAP: W całej beznadziei lat osiemdziesiątych było jeszcze jedno zjawisko obrazujące stan w jakim znalazł się PRL. Mam tu na myśli postępującą degradację środowiska naturalnego. Czy problem ten pojawiał się na łamach pism opozycji i dyskusjach działaczy podziemia?

Prof. Krzysztof Łabędź: Ten temat był obecny stosunkowo rzadko w dyskusjach w łonie opozycji. Częściowo zmieniło się to po katastrofie w Czarnobylu. W prasie podziemnej zaczęły się wówczas pojawiać głosy stwierdzające, że kraj zbliża się do katastrofy ekologicznej, a nawet iż taka katastrofa ma już miejsce. Wcześniej świadomość ekologiczna również istniała, ale była bardzo słaba. Proszę zauważyć, że nawet współcześnie nie jest ona zbyt silna. Dowodem na to jest stan polskich lasów, rzek i gór. Znam góry prawie całej Europy i żadne nie są tak zaśmiecone jak nasze.

Czarnobyl nasilił dyskusję o energetyce atomowej w Polsce. Wnioskiem z tej dyskusji był jednoznaczny sprzeciw wobec jej rozwoju. Jej uczestnicy zauważali, że planowana polska elektrownia atomowa byłaby skonstruowana tak samo jak ta w Czarnobylu.

Drugim argumentem była krytyka całego ówczesnego systemu. Uważano, że władze będą przedkładały swoje doktrynalne plany ponad uwagi ekonomistów, ekologów i specjalistów od energii jądrowej, a wykonanie planu będzie ważniejsze od zapewnienia odpowiedniej jakości prac.

W prasie opozycyjnej pojawiały się również artykuły, których autorzy stwierdzali, że władze celowo zniszczyły naturalną świadomość ekologiczną, opierającą się między innymi na zasadach etycznych uprawy ziemi przez indywidualnych rolników. Pisano o planowej polityce nieszanowania środowiska naturalnego.

PAP: Skąd autorzy prasy opozycyjnej czerpali informacje na temat kwestii ekologicznych? Czy były to obserwacje reporterskie czy raczej informacje pochodzące od władz PRL?

Prof. Krzysztof Łabędź: To jeden z ciekawszych elementów tego zagadnienia. Często czerpano informacje z prasy oficjalnej i opracowań naukowych oficjalnie opublikowanych. Warto podkreślić, że zapis cenzorski dotyczący kwestii ekologicznych zniesiono na początku lat osiemdziesiątych. Można więc było poruszać takie tematy. W 1980 r. powstał Polski Klub Ekologiczny zajmujący się takimi sprawami. Informacje czerpano więc przede wszystkim ze źródeł oficjalnych, eksperckich.

Opozycja nie dysponowała w tej sferze własnym zapleczem eksperckim, ale pamiętajmy że wielu naukowców związanych było z Solidarnością. W raporcie „Polska 5 lat po sierpniu” zamieszczono cały rozdział poświęcony ekologii. Był to pierwszy tak znaczący przejaw zainteresowania tą problematyką. Później zaowocowało to powołaniem tak zwanego podstolika ekologicznego w trakcie obrad Okrągłego Stołu.

Informacje o sprawach ekologii były więc nie tyle tajne, co dostęp do nich był utrudniony. Aby do nich dotrzeć trzeba było wykonać sporo pracy, a zainteresowanie nimi było stosunkowo ograniczone ze względu na niską świadomość ekologiczną.

PAP: Jakie były pierwsze reakcje prasy podziemnej po katastrofie w Czarnobylu? Czy była to twarda krytyka władz PRL?

Prof. Krzysztof Łabędź: Wszystkie głosy prasy opozycyjnej dotyczące ekologii były jedną wielką krytyką działań władz. W jednej z wypowiedzi Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność” stwierdzano: „Tragiczna sytuacja ekologiczna w Polsce jest następstwem doktrynalnego forsowania rozwoju przemysłu ciężkiego i surowcowego. Również z doktryny wynikają dążenia władz do likwidacji wszelkich niezależnych organizacji społecznych i do zapewnienia sobie monopolu informacyjnego”.

W przypadku katastrofy w Czarnobylu była to przede wszystkim krytyka władz radzieckich, które w imię interesów politycznych nie zadbały o życie i zdrowie ludzi mieszkających nie tylko w najbliższej okolicy Czarnobyla, ale w całej Europie. Sama katastrofa miała być zdaniem prasy podziemnej efektem przyjęcia doktryny, według której w tamtym systemie nie może dojść do katastrofy i zbędne są środki ostrożności, takie jak systemy alarmowe i kopuły bezpieczeństwa, które zapobiegły wielkim skażeniom w przypadku innych katastrof w elektrowniach atomowych.

Dominowało także przekonanie, że wyjaśnienia przyczyn katastrofy, które przedstawiły władze ZSRR są kłamstwem. Według nich bowiem głównym powodem katastrofy miał być błąd ludzki.

Jeśli chodzi o ocenę władz PRL to zwracano uwagę na zbyt późne poinformowanie społeczeństwa o skażeniu i podanie płynu Lugola. Pojawiły się również informacje, że większą opieką otaczano dzieci rodziców z tzw. nomenklatury oraz związanych z aparatem bezpieczeństwa, które miały szybciej niż inne otrzymać płyn Lugola.

Tematyka katastrofy czarnobylskiej pojawiała się więc w kręgach opozycyjnych głównie w ramach krytyki postaw władz. Była ona łatwa do zrozumienia i bardzo nośna. Ciężko jednak powiedzieć na ile jednak informacje o podawaniu płynu Lugola dzieciom z rodzin nomenklatury mogły być prawdziwe. Pojawiały się również plotki, na przykład, że wystąpiły pierwsze przypadki choroby popromiennej. Później w tym samym piśmie opublikowano sprostowanie podpisane przez osobę podpisaną jako „dr hab.” stwierdzające, że jest to niemożliwe, ale redakcja w dalszym ciągu obstawała przy pierwotnej wersji.

PAP: W drugiej połowie lat osiemdziesiątych pojawiają się nowe ugrupowania opozycyjne, takie jak Ruch Wolność i Pokój. Na ile Czarnobyl był katalizatorem rozwoju takich nurtów opozycji?

Prof. Krzysztof Łabędź: Czarnobyl stał się pretekstem do apeli o podejmowanie niezależnych od władzy działań związanych z ekologią. Ich zaletą był fakt, że mogły być prowadzone jawnie i ciężko było je radykalnie zwalczać. Kwestie ekologii dotyczą bowiem wszystkich, również osób związanych z władzą. Z drugiej strony nie można zabraniać protestów ludziom, którzy uważają, że są truci. W związku z tym ten obszar działalności niezależnej był bardzo atrakcyjny i Czarnobyl wpłynął na ich intensyfikację. Według szacunków z 1990 r. istniało w Polsce około 200 grup ekologicznych zajmujących się tą problematyką.

Ruch Wolność i Pokój był napędzany w większym stopniu działaniami politycznymi. Ekologia była dodatkiem do programu umożliwiającym organizowanie lub dołączanie się do protestów przeciwko szkodliwym dla środowiska działaniom władz.

PAP: Wspomniał Pan o rozmowach pomiędzy władzami a opozycją przy podstoliku ekologicznym w 1989 r. Jakie postulaty wysuwała wówczas opozycja i jak władza się do nich ustosunkowywała? Czy pojawiło się wówczas żądanie rezygnacji z rozwoju energetyki atomowej?

Prof. Krzysztof Łabędź: Ten postulat znalazł się w protokole rozbieżności na zakończenie obrad. Władze były najprawdopodobniej związane umowami z ZSRR, który we wszystkich krajach bloku wschodniego dążył do rozwoju energetyki jądrowej. Trudno więc było władzom zrezygnować z tych ustaleń.

W porozumieniu Okrągłego Stołu zgodzono się na podjęcie realizacji 28 postulatów i zapisano m.in., że „Nieodzowne jest przyjęcie koncepcji ekorozwoju i ekopolityki przy formułowaniu strategicznych planów zmiany struktury gospodarczej kraju. Dotyczy to szczególnie kompleksu paliwowo-energetycznego, gospodarki wodnej, rolnictwa, leśnictwa oraz urbanizacji”. Była więc pełna zgoda co do ogólnego kierunku w sprawie ekologii, poza wspomnianą różnicą dotyczącą energetyki atomowej.

Rozmawiał Michał Szukała (PAP)