Od kiedy w połowie marca wyczerpał się budżet programu Mieszkanie dla Młodych na 2016 r., mocno wzrosło zainteresowanie dopłatami do kredytów ze środków przewidzianych na 2017 r. W końcu kwietnia zarezerwowane już było ponad 21 proc. z przyszłorocznego budżetu opiewającego na 746 mln zł. Z danych uzyskanych od BGK wynika, że wiele wniosków dotyczy lokali gotowych, do których można się już wprowadzać. Na 5637 złożonych wniosków o dofinansowanie z MdM, które ma być wypłacone w 2017 r., aż 1030 dotyczy zakupu lokalu na rynku wtórnym.

– Wydawało się, że kupujący na rynku wtórnym po wyczerpaniu budżetu MdM na 2016 r. zostaną na jakiś czas odcięci od programu, bo właściciele mieszkań nie będą chętni do przesunięcia ostatniej wpłaty z kredytu, którą jest właśnie rządowe dofinansowanie, na przyszły rok. Okazuje się jednak, że grupa skłonna pójść na rękę kupującym, tak aby mogli skorzystać z MdM na 2017 r., jest całkiem spora – ocenia przedstawiciel jednego z ogólnokrajowych pośredników finansowych.

Z rozmów ze sprzedawcami kredytów i nieruchomości wynika jednak, że kupno mieszkania z drugiej ręki w MdM na 2017 r. jest jak na razie dość trudne. Bywa też ryzykowne. Klient jednego z pośredników już złożył wniosek na kupno używanego lokalu, ale musiał go wycofać, bo właściciel się rozmyślił i nie chciał czekać na ostatnią wpłatę i przekazanie własności mieszkania aż do przyszłego roku. – Widzimy jednak, że sytuacja powoli się zmienia. Sprzedający godzą się zaczekać z finalizacją transakcji, jeśli w zamian za to mogą otrzymać wyższą cenę za lokal – tłumaczy Adam Lorens z Metrohouse. Jego zdaniem im bardziej będzie rosło wykorzystanie MdM na 2017 r., tym większa będzie liczba takich transakcji.

Ale nie będzie rosła bez końca. Rząd wprowadził pewne ograniczenia. Jeśli wykorzystanie MdM na 2017 r. sięgnie w tym roku 50 proc., czyli 373 mln zł (do tej pory wykorzystano ponad 160 mln zł), BGK wstrzyma przyjmowanie wniosków na przyszły rok, a ich przyjmowanie ruszy ponownie dopiero w styczniu. – Do wprowadzenia blokady brakuje 212 mln zł. Biorąc pod uwagę, że w kwietniu złożono wnioski na 70 mln zł, to przy obecnym zainteresowaniu pieniędzy wystarczyłoby jeszcze na trzy miesiące. W rzeczywistości mogą się skończyć szybciej, gdyż z miesiąca na miesiąc zainteresowanie przyszłoroczną pulą rośnie – ocenia Jarosław Sadowski z firmy doradczej Expander.

Na podobne rozwiązania jak na rynku wtórnym coraz bardziej otwarci są też deweloperzy, którzy dysponują gotowymi mieszkaniami albo takimi, które zostaną oddane do użytku do końca roku. – Na razie z taką propozycją wystąpił deweloper osiedla Ostródzka na warszawskiej Białołęce. W inwestycji wolnych jest jeszcze kilka mieszkań. Mogą je kupować osoby, które z MdM będą mogły skorzystać dopiero w 2017 r. Tym samym deweloper godzi się, by wpłata ostatniej raty za mieszkanie nastąpiła w przyszłym roku. Wówczas też nastąpi notarialne przekazanie mieszkania. Przyszły właściciel może jednak wprowadzać się do lokalu już teraz – mówi Tomasz Woś, opiekujący się w imieniu firmy Emmerson inwestycją na Ostródzkiej.

Pośrednik wyjaśnia, że to na razie jedyny deweloper, który zdecydował się na taki ukłon w stronę kupujących. Nie wyklucza jednak, że już wkrótce dołączą do niego inni. Szczególnie że banki nie mają nic przeciwko takiemu rozwiązaniu. – Transakcje z przesuniętym terminem płatności na 2017 r. są przez bank akceptowane. W przypadku rynku pierwotnego jest to standardowe rozwiązanie, oczywiście warunkiem zaakceptowania jest uwzględnienie właściwych dat w harmonogramie płatności. Na rynku wtórnym także nie ma problemu z uzyskaniem kredytu MdM w sytuacji, gdy zapłata za mieszkanie będzie rozłożona na kilka miesięcy – przyznaje Michał Krajkowski z Notus Doradcy Finansowi.
Na rozmowy o przesunięciu ostatniej wpłaty i wydania lokalu na 2017 r. otwarty jest też Kalter Nieruchomości, który kończy właśnie inwestycję na warszawskich Nowodworach. Mieszkania mają być gotowe do przekazania jesienią. Taka transakcja wymaga jednak za każdym razem zgody zarządu spółki. Jak usłyszeliśmy w biurze sprzedaży firmy, jeśli chętnych nie będzie zbyt wielu, nie powinno być problemu. Gorzej, jeśli chętni na MdM będą wśród kupujących przeważać. – Trudno się dziwić. Sprzedaż mieszkań, nawet bez MdM, wciąż idzie bardzo dobrze i deweloperzy nie są pod presją potrzeb kupujących mieszkania z pomocą państwa. Praktycznie nie dysponujemy już mieszkaniami gotowymi. Tylko w przypadku jednego projektu możemy ewentualnie rozważyć przesunięcie płatności na 2017 r. Za każdym razem trzeba rozważyć, jaką część sprzedaży można odroczyć na kolejny rok, a jakie są potrzeby spółki, jeśli chodzi o generowanie gotówki na bieżącą działalność – tłumaczy członek zarządu jednego z największych krajowych deweloperów.

Podobne opinie słychać w Murapolu, który w pierwszym kwartale tego roku  zawarł 701 umów sprzedaży, wobec 553 w tym samym okresie 2015 r. i 527 w 2014 r.

– Nigdy tak naprawdę nie zaobserwowaliśmy, by możliwość skorzystania z dopłaty stanowiła ostateczny argument przy podejmowaniu decyzji o zakupie mieszkań przez naszych klientów. Program MdM był i jest traktowany jako szansa na obniżenie kosztu zakupu, z której kupujący korzystają, mając taką możliwość. Mamy jednak świadomość, że tegoroczna pula MdM się wyczerpała. W obliczu zmian oferujemy wsparcie specjalisty kredytowego, który pomaga w negocjacjach z bankiem, by wszyscy kupujący mogli uzyskać najbardziej korzystne dofinansowanie zakupu mieszkania, niezależnie od dostępności środków z MdM – tłumaczy Łukasz Kulpa ze spółki Murapol.

>>> Czytaj też: Powstaną ekspresówki z Polski do Czech i Słowacji. Co z Ukrainą?