Rzecznik KE ds. zatrudnienia i spraw socjalnych Christian Wigand potwierdził, że Komisja otrzymała tzw. żółtą kartkę w sprawie projektu rewizji dyrektywy o pracownikach delegowanych. We wtorek o północy upłynął termin zgłaszania przez parlamenty narodowe krajów unijnych zastrzeżeń do propozycji przepisów, jeżeli uznają, że nie jest ona zgodna z zasadą pomocniczości. Według tej zasady UE nie powinna regulować spraw, które mogą być lepiej rozwiązane przez same kraje członkowskie.

"Uważamy, że nasza propozycja jest wyważona i zgodna z zasadą pomocniczości. Ale oczywiście uważnie przyjrzymy się opiniom parlamentów narodowych" - powiedział Wigand.

Jak dodał, KE szczegółowo przeanalizuje argumenty parlamentów narodowych i podejmie decyzję o dalszych krokach w sprawie swojej propozycji. Nie ma terminu na podjęcie decyzji, ale - jak powiedział rzecznik - dla KE jest to sprawa dość pilna.

"Dla Komisji kluczowe znaczenie ma to, by utrzymać poparcie firm i obywateli dla wspólnego rynku i nadal promować swobodę przepływu osób na zasadach, które są jasne, uczciwe dla wszystkich i przestrzegane" - powiedział Wigand.

>>> Czytaj też: Węgry idą śladem Polski. Ostry sprzeciw wobec unijnych zmian ws. pracowników delegowanych

"Od początku było jasne, że różne kraje mają odmienne opinie. Niektórzy chcą głębszych zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych, a inne mniejszych. W interesie wszystkich krajów jest to, by zasady były jasne i by były przestrzegane" - dodał.

Propozycja zmiany dyrektywy o pracownikach delegowanych przyjęta przez KE 8 marca zakłada, że pracownik wysłany przez pracodawcę do innego kraju UE na pewien czas powinien mieć prawo do takiego samego wynagrodzenia, jak pracownik lokalny, a nie tylko do płacy minimalnej. Miałby otrzymywać np. premie czy dodatki przysługujące pracownikom lokalnym. Według propozycji, gdy okres delegowania pracownika przekroczy 2 lata, powinien on być w pełni objęty przez prawo pracy kraju goszczącego.

Polskie władze uważają, że zmiany w unijnych przepisach będą niekorzystne dla polskich firm świadczących usługi w innych krajach unijnych, które konkurują przede wszystkim niższą ceną. Z Polski pochodzi najwięcej pracowników delegowanych w UE; w 2014 r. było to prawie 430 tysięcy na 1,9 mln (22,3 proc.).

"Żółtą kartkę" wobec propozycji KE zgłosiły parlamenty Polski, Bułgarii, Czech, Danii, Estonii, Chorwacji, Węgier, Łotwy, Litwy, Rumunii i Słowacji. Izby parlamentów tych krajów mają w sumie 22 głosy, przyznane przez unijny traktat. Aby uruchomić procedurę "żółtej kartki" w sprawie projektu przepisów UE, wystarczyło 19 głosów.

"Żółta kartka" od parlamentów narodowych oznacza, że Komisja Europejska podda swój projekt ponownej analizie i może podjąć decyzję o podtrzymaniu, zmianie lub wycofaniu projektu. Komisja musi uzasadnić swoją decyzję.