W swym telewizyjnym orędziu do narodu Maduro podkreślił, że stan wyjątkowy w gospodarce będzie obowiązywać w maju, czerwcu i w lipcu, "aż do odzyskania przez wenezuelską gospodarką pełnych mocy produkcyjnych".

Stan wyjątkowy w sferze gospodarczej, który pozwala na okresowe korzystanie z zasobów sektora prywatnego dla zapewnienia zaopatrzenia ludności, został wprowadzony w Wenezueli na podstawie dekretu prezydenckiego w styczniu b.r. na dwa miesiące. W marcu został przedłużony o kolejne 60 dni.

Aby dekret prezydenta stał się prawomocny, musi uzyskać aprobatę parlamentu, "co jest raczej mało prawdopodobne" – zaznacza agencja AFP.

W środę w kilku miastach Wenezueli odbyły się wielotysięczne demonstracje. Ich uczestnicy domagali się referendum w sprawie odwołania lewicowego prezydenta.

W ocenie wywiadu amerykańskiego istnieje duże prawdopodobieństwo, że Nicolasowi Maduro nie uda się dotrwać do końca kadencji – pisze agencja Reutera. Ryzyko, że Wenezuela pogrąży się w chaosie politycznym jest wysokie.

Spór polityczny zaostrza pogłębiający się kryzys gospodarczy. W dużej mierze jest to rezultat rekordowo niskich cen ropy, głównego towaru eksportowego Wenezueli, na światowych rynkach.

Codziennie dochodzi do przerw w dostawie energii elektrycznej, w sklepach straszą puste półki a wiele placówek służb publicznych jest otwartych tylko przez dwa dni w tygodniu. (PAP)

>>> Czytaj też: Sierra Gorda przynosi straty. Co dalej z chilijską kopalnią KGHM?