W tym tygodniu rosyjski miliarder Petr Aven oraz dwóch moskiewskich ekonomistów opublikowali artykuł, w którym rozprawili się z ideą „zmierzchu państw naftowych”, którą odzwierciedlają obecne obawy elit z Arabii Saudyjskiej, ale także konwencjonalne poglądy z końca lat 90., kiedy to ceny ropy również były niskie.

Nie należy lekceważyć notki autorze (Avena), która znalazła się pod artykułem. Zarobił on prawie 2 mld dol., gdy Alfa Group w której był udziałowcem, sprzedała w 2013 roku swoje udziały naftowej firmy TNK BP Rosnieftowi. Był on również rosyjskim ministrem handlu zagranicznego w 1992 roku, w czasie gdy Władimir Putin odpowiadał za handel zagraniczny w biurze burmistrza Sanki Petersburga, wobec czego obaj mężczyźni bardzo dobrze się znają. Aven ma więc dużą wiedzę na temat co najmniej jednego państwa naftowego. Równie ważne w kontekście treści artykułu jest także to, że Rosja rywalizuje z Arabią Saudyjską o miano największego producenta ropy na świecie.

Diagnoza i prognozy zawarte przez Avena i współtwórców w artykule są tragiczne. Piszą oni, że kraje naftowe, począwszy od Rosji i Wenezueli, a skończywszy na Kazachstanie i krajach Zatoki Perskiej, wykorzystały swoje surowcowe zasoby, by cieszyć się konsumpcją w zachodnim stylu, nie przyswajając jednak jego wartości, które umożliwiłyby im utrzymanie wysokich standardów życia. Obecnie stoją w obliczu ryzyka załamania dobrej koniunktury, podobnie jak producenci naturalnego kauczuku tuż po wynalezieniu syntetycznego lateksu. Kłopoty naftowych krajów wynikają z tego, że są uzależnione od surowców, które nie generują zysków, ponieważ są sprzedawane niewiele powyżej kosztów produkcji.

- Wpływ naftowego Lewiatana – garstka krajów mająca duży wpływ na ceny surowca – padnie ofiarą niewidzialnej ręki rynku, nowych form wydobycia ropy, energooszczędnych technologii oraz opartych o niezależne od ropy rozwiązania w transporcie, energetyce i petrochemii – napisano w artykule.

Wywoła to zdaniem autorów polityczne, a nawet geopolityczne przetasowanie. Ameryka Łacińska zwróci się od lewicowego do prawicowego populizmu, wpływ Arabii Saudyjskiej na Bliskim Wschodzie będzie słabł na rzecz Turcji, Izraela oraz Iranu (Iran ma obecnie nadwyżkę handlową poza sektorem naftowym i nie jest w takim stopniu jak Arabia Saudyjska uzależniony od wydobycia surowca). Irak i Syria mogą się rozpaść. Globalizacja nie powróci do stanu sprzed kryzysu naftowego:

Wraz ze zmniejszeniem się skali migracji osób pomiędzy krajami naftowymi a resztą świata, tempo globalizacji z pewnością zmniejszy się. Pełne korzystanie z zachodnich wygód i technologii nie będzie już możliwe przy negowaniu wartości i instytucji tego kręgu kulturowego. Tylko kraje modernizujące się w okresie naftowego prosperity i kontynuujące ten proces mogą mieć nadzieję, że nie staną się jedynie „historycznym przypisem”.

Tuż po tym, jak książę Arabii Saudyjskiej Mohammad bin Salman ogłosił plan reform kraju mających uniezależnić go od ropy do 2030 roku, artykuł Avena wydaje się być kolejnym objawem głębokiego niepokoju panującego w krajach będących największymi producentami ropy. To nic nowego. Za każdym razem gdy ceny spadają, na kraje te spada ostra krytyka wymierzona w korupcję, nieudolność, kumoterstwo i klientelizm. W 1999 roku Terry Lynn z Uniwersytetu Stanforda napisał:

Okresy niskich cen są najlepszą okazją do budowy politycznych i administracyjnych instytucji, które usprawniają zarządzanie państwami naftowymi. Rzeczywiście, okresy takie mogą być jedyną szansą na przejście tego typu krajów ze szkodliwej ścieżki rozwoju opartej o surowcowe cykle do pozytywnego modelu rozwoju ponieważ wymagają, by kumoterskie i klientalskie konsensusy zostały zastąpione przez merytokratyczne metody wyboru służby publicznej. Gdy ceny są niskie, otwierają się możliwości do przeprowadzenia publicznych reform.

>>> Czytaj też: Pożary pustoszą Kanadę. Żywioł blisko terenów wydobycia ropy naftowej

Różnica pomiędzy byłym a obecnym załamaniem cen na rynku ropy polega na tym, że poprzednio założono, że surowiec doświadczy szybkiego odbicia. Okno do przeprowadzenia zmian było więc wąsko otwarte. Obecna retoryka jest znacznie bardziej fatalistyczna, niezależnie od tego czy pochodzi od Avena, czy od księcia Mohammada: dominuje przekonanie, że ceny nigdy już nie wzrosną.

Łatwo uwierzyć w takie idee, jeśli czyta się ciągle newsy na temat Tesli i przełomowych odkryć w zakresie nowej metody wydobycia surowca – szczelinowania, trudniej jednak, jeśli skupimy się na szczegółach technologii samochodowych akumulatorów elektrycznych, statystyk produkcji ropy w USA oraz wielkości inwestycji w sektor wydobywczy. Nie ma jak dotąd dowodów na to, że boom naftowy mamy definitywnie za sobą. Jak dotąd trajektoria wykresu popytu na ropę była niewątpliwie wzrostowa:

Nawet jeśli dojdzie szkodliwych dla rynku ropy zmian, jak na przykład odkrycie samochodowych baterii pozwalających na przejechanie na jednym ładowaniu 400 mil oraz zmiany konsumenckich przyzwyczajeń (nie tylko na papierze), wzrostowy trend odnoszący się do popytu na ropę nie ulegnie odwróceniu. W szczególności w krajach takich jak Indie, które obecnie napędzają wzrost popytu surowca. Niedobór inwestycji w poszukiwania i wydobycie ropy w ciągu kilku ostatnich lat może co najwyżej sprawić, że stanie się ona rzadszym dobrem. Obecny mini boom, który podniósł cenę ropy Brent ze styczniowego poziomu ok. 28 dol. do prawie 50 dol. za baryłkę ilustruje, co może się wkrótce wydarzyć.

Aven nie ocenia jednak sytuacji w branży do tego stopnia źle, by wycofać się z biznesu. Za pomocą swojego zagranicznego wehikułu inwestycyjnego LetterOne, Aven i jego partnerzy dokonali akwizycji Dea, niemieckiej firmy naftowej i gazowej. Według Bloomberg Billionaires posiada on w tej firmie udziały o wartości 811 mln dol. Jego cała fortuna to 5,2 mld dol. Sugeruje to, że branża może być skazana na klęskę, ale jeszcze nie teraz.

Artykuł pomimo tego jest nadal ważny. Aven reprezentuje niewielką grupę relatywnie wpływowych politycznych i ekonomicznych liberałów, którzy żałują antyzachodniego kursu obranego w ostatnich latach przez Rosję. Biznesmen nie wskazuje co prawda w artykule bezpośrednio na Putina, dostarcza jedynie wskazówek jak zmodernizować Rosję, odwołując się przy tym do długotrwałego uzależnienia Związku Radzieckiego od ropy, które doprowadziło w końcu do jego upadku. Putin ma do wyboru dwa modele rozwoju gospodarczego: oparty na rządowych inwestycjach i samowystarczalności albo liberalny – zbudowany na konsolidacji fiskalnej i reformach strukturalnych.

Preferencje Avena zostały jasno przedstawione w artykule (którego rosyjska wersja pojawiła się tego samego dnia), jednak jak przystało na doświadczonego dworzanina, nie wywiera nacisku. Zależy mu jedynie, by w publicznym dyskursie pojawiło się ostrzeżenie, które będzie argumentem za zmniejszeniem roli państwa w gospodarce oraz stymulowaniu wzrostu napędzanego przez inne źródła niż ropa.

Zasady debaty publicznej w Rosji znacznie się zmieniły w ostatnich latach, jednak dyskusja nie została jeszcze zakończona. Wpływowi modernizatorzy – albo raczej prozachodni reformatorzy – ciągle mogą sprawić, że ich głos zostanie usłyszany. Przyszłość Rosji zależy od tego, czy Putin będzie skłonny do ich wysłuchania, przynajmniej w niewielkim stopniu.

>>> Czytaj też: Kolejki przed stacjami paliw. Francja zaczęła racjonować benzynę