Spotkanie szefów MSZ odbyło się 20 maja w zamku Val-Duchesse pod Brukselą. Tematem dyskusji były skutki ewentualnego Brexitu dla UE. Spotkanie uważane było za wyjątkowo kontrowersyjne, ponieważ nikt nie chce stwarzać wrażenia, że liczy się z możliwością poparcia przez Brytyjczyków wyjścia z UE.

"W rzeczywistości w Brukseli wobec niepewnych wyników sondaży rośnie nerwowość" - pisze "Der Spiegel".

>>> Miesiąc do Brexitu. Sprawdź, co cię czeka. Pobierz darmowy raport Forsal

Ministrowie spraw zagranicznych, w tym Frank-Walter Steinmeier z Niemiec i Jean-Marc Ayrault z Francji, spodziewają się w przypadku Brexitu twardych, co najmniej dwuletnich negocjacji z Londynem. "Chodzi o duże pieniądze" - powiedział "Spieglowi" jeden z uczestników spotkania. Szefowie dyplomacji byli zgodni co do tego, że w przypadku wyjścia Wielkiej Brytanii UE będzie potrzebowała "bodźca energetycznego". Jean Asselborn z Luksemburga domagał się większej solidarności wśród Europejczyków, nie tylko w kwestii uchodźców.

Na negatywny wynik brytyjskiego referendum zaplanowanego na 23 czerwca przygotowuje się też Komisja Europejska.

W poniedziałek szef gabinetu przewodniczącego KE Jean-Claude'a Junckera, Martin Selmayr, zaprosił przedstawicieli kilku krajów unijnych do dyskretnej dyskusji podczas kolejnego spotkania. Uczestniczyli w nim przedstawiciele Niemiec, Francji, Słowacji, która w lipcu przejmie przewodnictwo w Radzie UE, oraz Malty, która będzie przewodniczyć od stycznia 2017 roku.