Samorządy nie ukrywają, że dekomunizacja będzie w niektórych przypadkach sporym wyzwaniem organizacyjnym. Co prawda ustawa zakłada, że zmiana nazwy ulicy nie ma wpływu na ważność dokumentów zawierających nazwę dotychczasową (czyli np. starsza wersja dowodów osobistych, które wciąż zawierają adres zameldowania), ale w grę wchodzą przecież zmiany w gminnych ewidencjach, zaś po stronie mieszkańców – konieczność aktualizacji danych w bankach, szkołach czy zakładach pracy. I tak np. Bydgoszcz spodziewa się, że dotyczyć to będzie ok. 5 tys. mieszkańców.

Nie wszyscy są jednak aż tak zdeterminowani jak np. Słupsk, by storpedować ustawę dekomunizacyjną. I to nawet jeśli sprawa sprowadza się wyłącznie do obrony kompetencji samorządów, a nie sensu samej dekomunizacji. – My ten temat szczęśliwie załatwiliśmy u siebie dawno temu, w spokojnej atmosferze – mówi nam prezydent Lublina Krzysztof Żuk. W podobnym tonie wypowiada się Jacek Krywult, prezydent Bielska-Białej.

Przedstawiciele PiS nie rozumieją argumentacji buntujących się samorządów. – Ustawa jest dobrze przygotowana, legislatorzy sejmowi, a nawet opozycja, nie mieli co do niej wątpliwości – zarzeka się Jarosław Krajewski, były warszawski radny, obecnie poseł PiS. Wtóruje mu Grzegorz Adam Woźniak (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej komisji ds. samorządów. – To nic innego jak przedłużenie politycznego sporu o Trybunał Konstytucyjny – stwierdza w rozmowie z DGP. – Może samorządom, które zapowiadają skierowanie sprawy do TK, wcale nie zależy na dekomunizacji? Większość samorządów już przygotowuje się do realizacji ustawy. Zamiast zaogniać sprawę lepiej zakończyć pewną epokę – uważa poseł Woźniak.

Zdaniem konstytucjonalisty prof. Marka Chmaja nawet po wniesieniu sprawy do TK gminy będą musiały się dostosować do nowych regulacji – czy im się to podoba, czy nie. – Istnieje domniemanie konstytucyjności przepisów. Samo złożenie ustawy do TK nie powoduje, że gmina może uchylić się od obowiązku przestrzegania obowiązujących przepisów – tłumaczy prof. Chmaj. – Należy jednak pamiętać, że samorządy będą miały rok na dokonanie zmian. Być może trybunał uzna sprawę za istotną i rozpatrzy ją przed upływem tego terminu – dodaje. Jeśli TK stwierdzi niekonstytucyjność ustawy, wówczas dopiero samorządy będą miały podstawę do nierespektowania jej postanowień.

Pytanie, czy i jak partia Jarosława Kaczyńskiego stłumi rozkręcający się samorządowy rokosz. Jak przyznaje w rozmowie z nami poseł Grzegorz Adam Woźniak z PiS, temat sankcji za niesubordynację był podnoszony w toku prac nad ustawą. – Ale stwierdziliśmy, że tak ostre działania nie mają sensu. Liczymy na współpracę i dialog z samorządami – deklaruje w rozmowie z DGP.

Jego partyjny kolega Jarosław Krajewski przypomina jednak, że nawet sprzeciw którejkolwiek z lokalnych władz przeciwko ustawie nie zahamuje procesu dekomunizacji. – Ustawa przewiduje zarządzenie zastępcze wojewody, jeśli samorząd nie podejmie żadnych działań w ciągu 12 miesięcy od jej wejścia w życie. Ale to będzie oznaczało, że samorząd na własne życzenie pozbawia się wpływu na to, jaka będzie nazwa np. ulicy czy placu – zwraca uwagę poseł Krajewski.

Samorządy odbijają piłeczkę. Związek Miast Polskich argumentuje, że jeśli dojdzie do sytuacji, w której wojewoda wyda w stosunku do gminy decyzję zastępczą dotyczącą zmiany nazewnictwa, to powinien sam ponieść koszty tej decyzji.

Interwencja wojewody jest zresztą możliwa nie tylko ze względu na zaniechanie po stronie lokalnych władz, ale także wskutek rodzących się gdzieniegdzie wątpliwości związanych z tym, co należy uznać za propagowanie ustroju totalitarnego, a co nie. Przykładowo Tychy obawiają się nawet o losy swoich budynków. „Tychy są miastem, które powstało w latach 1944–1989. Mamy w mieście zabytki z okresu socrealizmu, które posiadają wartość historyczną i artystyczną, ale jakkolwiek by patrzeć, stanowią świadectwo minionej epoki, np. na graffiti przedstawione są postaci obrazujące etos pracy, ale znajdują się tam też symbole SP (Służba Polsce) i ZMP (Związek Młodzieży Polskiej)” – wynika z opinii przygotowanej przez tamtejszego konserwatora zabytków.

Posłowie PiS twierdzą, że skuwanie elewacji nie wchodzi w grę. To jednak nie uspokaja lokalnych włodarzy obawiających się, że za chwilę ktoś zacznie grzebać w ich mapach. – A co z nazwami budzącymi kontrowersje? – pytają. Ostatnio medialną karierę zrobiła ul. Radziecka w Łomży. Choć w pierwszej chwili kojarzy się ze Związkiem Radzieckim (wobec czego podpada pod ustawę dekomunizacyjną), to jednak w rzeczywistości nie ma z nim nic wspólnego. Nazwa wywodzi się z XVI w., gdy z ulicą sąsiadował budynek, tzw. Dom Radziecki, gdzie odbywały się sądy ziemskie, na które przychodzili radni (stąd „Radziecka”). Przykłady można mnożyć. Samorządowcy zwracają nam uwagę, że w Polsce, zwłaszcza na ziemiach zachodnich, zachowały się nazwy ulic czy placów związane z dniem odbicia danej miejscowości z rąk niemieckich. – Czy to symbolizuje komunizm, czy już niekoniecznie? – pyta jeden z naszych rozmówców.

Przedstawiciele PiS ponownie uspokajają. – Instytut Pamięci Narodowej będzie wydawał pewne wskazówki dotyczące nazw. Z tego, co wiem, już teraz niektóre samorządy w nieformalny sposób podpytują IPN o te sprawy – mówi nam poseł Grzegorz Adam Woźniak z PiS.

Sprawę ostrożnie komentuje opozycja. – Ta kwestia chyba nie powinna być aż tak pryncypialnie stawiana przez samorządy, bo z ustawy nic złego nie wynika. Ale rozumiem, że samorządy obawiają się przesady ze strony PiS, że ta lista nazw do zmiany będzie bardzo długa, kontrowersyjna lub stanie się narzędziem walki politycznej. Prezes Kaczyński znany jest przecież z prób pisania historii na nowo – mówi poseł PO Jan Grabiec. ©?

>>> Czytaj też: Polaków jest coraz mniej. Znamy najnowsze dane o przyroście naturalnym