Doszłam do wielu wniosków i ustabilizowałam swoje przekonania dotyczące tej dziedziny, którą jest edukacja. Jako gimnazjalistka, a niebawem licealistka, chciałabym przedstawiać jak to wygląda z mojego punktu widzenia.

Etapy edukacji w Polsce dzielą się na żłobek, przedszkole, szkołę podstawową, gimnazjalną, liceum lub technikum i studia. Z tego wszystkiego jedynie podstawówka i gimnazjum są obowiązkowe. Cały czas toczą się spory czy warto zlikwidować gimnazjum i wrócić do starego systemu, który zawierał osiem lat szkoły podstawowej i cztery lata liceum.

Czy warto? Zmiany na siłę nie są dobre, a ta zdecydowanie do takiej należy. Bezsensowna jest zmiana całego programu, doszkalanie nauczycieli, powiększanie placówek. Nie dość, że pochłonie to sporą część budżetu państwa, to na dodatek nie wpłynie znacząco na szkolnictwo. Każdy system ma swoje wady jak i zalety. Warto o nich dyskutować, ponieważ jest to klucz do sukcesu. Niemniej jednak, są w tym momencie ważniejsze sprawy, na które można by przeznaczyć pieniądze. Lepszym rozwiązaniem byłaby inwestycja w wyposażenie szkół czy dofinansowanie dla osób wybitnie zdolnych.

Jeśli chodzi o samo gimnazjum, to spory przeskok w porównaniu do szkoły podstawowej. To nie tylko zmiana nauczycieli i znajomych, ale również zmiana systemu nauczania i przystosowanie do nowych przedmiotów. Młodzież w tym wieku bywa różna. Nie każdemu łatwo przystosować się do nowych warunków, tym bardziej, że nakład pracy jest o wiele większy. Końcówka edukacji w szkole ponadpodstawowej jest uwieńczana egzaminem gimnazjalnym. Galowe stroje, stres, arkusze egzaminacyjne, które mają sprawdzać wiedzę. Ale czy na pewno? Uczeń rozwiązuje pięć testów, głównie z zadaniami zamkniętymi w ciągu trzech dni. Tak właśnie wyglądają „małe matury”. Nie wszyscy dobrze radzą sobie ze stresem. Nic dziwnego, że uczniowie reagują w ten sposób, bowiem wyniki testów wpływają na rekrutację do liceum. Oczywiście wszystko zależy od ucznia, ale nie ulega wątpliwościom to, że takie testy nie są wyznacznikiem oceny faktycznej wiedzy kandydata. Niektórzy mówią, że to wszystko przygotowuje młodzież mentalnie do matury. Bardzo możliwe, jednak pomyślałabym nad zmianą formuły egzaminu, bo nie jestem do końca przekonana, że ta się sprawdza.

Po testach czas na liceum. Gimnazjaliści wybierają szkoły i klasy z profilami, do których chcieliby się udać. W ten sposób decydują po części jaką drogą chcieliby w życiu podążać. Dane rozszerzenie sprawia, że licealista musi skierować swoją atencję na konkretne przedmioty. Czy to dobre rozwiązanie, aby szesnastolatkowie decydowali o swojej przyszłości? Przebywając w towarzystwie rówieśników, wiem, że niewielu z nich ma już wizję swojej przyszłej edukacji. System szkolnictwa wymaga od nas podjęcia decyzji o swojej przyszłej pracy w tak młodym wieku. Po trzech latach gimnazjum trudno zdecydować, które dziedziny nas interesują i czy są naszą mocną stroną. Jeśli chodzi o ten aspekt oświaty to myślę, że warto pomyśleć nad zmianą. Rozsądną opcją byłoby wprowadzenie bardziej ogólnych profili do szkół ponadgimnazjalnych.

Czas szybko leci i zanim uczniowie otrząsną się z gimnazjalnej sielanki, uderzy ich ogrom licealnych obowiązków. Zaczynają się przygotowania do matury. To już poważna sprawa, najważniejszy egzamin decydujący o przyszłości ucznia. Dobrze zdana matura gwarantuje dobre studia, które w sporej mierze decydują o przyszłej pracy. Osoby z wyższym wykształceniem mają większe szanse na bycie zauważonym i docenionym przez pracodawcę.

Zauważyłam, że szkoły mają tendencję do krytykowania pomysłów uczniów, którzy wychodzą poza schematy, próbują nowych rzeczy, proponują nowe, niekonwencyjne rozwiązania. Nauczyciele często demotywują takie osoby. Szkoła jest pełna szkodliwych zasad i ograniczeń. Uczą nas, że popełnianie błędów jest złe. Moim zdaniem to właśnie główny element nauki i poznawania świata-niepowodzenia. Motywują one do dalszej pracy, o ile nie jesteśmy za nie karani. Stałe poczucie strachu nie wpływa dobrze na przyswajanie wiedzy. Wyznacznikiem wiedzy są oceny. Ci, których świadectwo nie należy do najlepszych czują się gorsi. To bardzo wpływa na poczucie własnej wartości oraz demotywuje młodego człowieka.

„Za największe zło kapitalizmu uważam okaleczanie osobowości. Złem tym dotknięty jest cały nasz system edukacyjny. Uczniom nazbyt silnie wpaja się idee współzawodnictwa, kazać im uznawać żądzę odnoszenia sukcesów za podstawę przyszłej kariery.” To cytat jednego z najwybitniejszych naukowców, Alberta Einsteina. Myślę, że to idealne podsumowanie dla moich przemyśleń.

Autor: Maja Duś, 16 lat