Argumenty, które podał były jeszcze bardziej niedorzeczne niż sama teza, a mianowicie ten brytyjski pedagog stwierdził, ze taki rodzaj książek uszkadza wrazliwą podświadomość jego uczniów. „Literaturę fantasy można porównać do dawania dzieciom cukru, uzależniają się od powieści m. in. J.K Rowling, Suzanne Collins, czy Terrego Pratchett’a , a kiedy dziecko stanie się uzależnione, zacznie szukać więcej i więcej” – napisał profesor Whiting na stronie szkoły. Przemyślenia dyrektora tej angielskiej szkoły wywołały w mojej głowie burzę myśli. Dlaczego uzależnienie od książek może być złe ? Z takim podejściem skończylibyśmy jak w książce „451 stopni Fahrenheita”.

Wyobraźnia dziecka potrzebuje wolnego boiska, by móc się wybiegać i są nim właśnie książki, a w szczególności te fantasy. Noce spędzone na czytaniu o magicznych historiach, przenoszenie się do innego świata to przecież nieodłączna cześć dzieciństwa. Do dziś bardzo dokładnie pamiętam jak nie mogłam oderwać się od książki „Kroniki Spiderwick”.

Książki fantasy oprócz rozwijania wyobraźni pozwalają nam na ucieczkę od codziennych problemów. Teraz, gdy wszystko jest prostsze dzięki nowoczesnym technologiom, ludzie mają zagwozdki innego typu niż 20 lat temu. Może teraz mniej czytamy dlatego, że czujemy się wolni? Kiedyś człowiek był ograniczony w wielu sferach życia, tworzył w głowie utopijne myśli, które pozwalały mu przetrwać i zasmakować chociaż tej wyimaginowanej wolności.

Jednym z ważniejszych elementów wczesnego etapu edukacji jest kształtowanie umiejętności czytania. Dzięki czytaniu możemy samodzielnie zgłębiać różne dziedziny życia i wyszukiwać informacje. Takie sprawności językowe jak czytanie i pisanie pozwalają na rozwój osobowości dziecka, wzbogacają ją o takie cechy jak wrażliwość, pamięć, wyobraźnia.
Potrzeba czytania - nie istnieje ona sama z siebie. Jest wtórna wobec innych potrzeb psychicznych, które mogą być urzeczywistnione za pośrednictwem książki.

Dzieci nie czytają, bo nie mają takiego nawyku, ani potrzeby, nie wiedzą jakie korzyści mogą z tego wynikać. Dla wielu z nich książka przestaje być źródłem wiedzy o świecie, bo zdobywają ją z radia, telewizji i internetu. Problem może polegać też na tym, że wbrew pozorom, szkoła nie wpaja nam zamiłowania do literatury. Dzieci są zmuszane do czytania i w ramach buntu zastępują książki ich ekranizacjami.

A i bez winy nie są też rodzice. Dzieci potrzebują kogoś, kto da im dobry przykład, potrzebują kogoś, kto zainteresuje ich czytaniem i pokaże jakie książki warto czytać, w opozycji do postawy profesora Whitinga. To rodzice wskazują dziecku pierwsze wzorce zachowań i kształtują nawyki.

Często słyszę od moich rówieśników, że nie wiedzą jakie książki są ciekawe, dobre, nie mają w tym temacie przewodnika, i w związku z tym nie wiedzą co mogą lub co powinni czytać. Pewnie dobrym pomysłem byłoby zakładanie klubów dyskusyjnych w szkołach. Czy może być coś fajniejszego niż dzielenie się z przyjaciółmi wnioskami i przeżyciami ze „świeżo” przeczytanej książki? Dzieci zaczęłyby czytać , a ich rozmowy nie dotyczyłyby samych przyziemnych , mało znaczących rzeczy.

Na koniec chciałabym się zwrócić do wszystkich moli książkowych – opowiadajcie znajomym o tym, co czytacie ! Jedna rozmowa może spowodować, że zmienicie czyjeś podejście do literatury, a może tym samym zmienicie czyjeś życie. Może nawet sprawicie, że na świecie będzie o jednego egoistę mniej, … bo przecież co może lepiej nauczyć młodego człowieka altruizmu, bezinteresowności i empatii, jak nie książki ?

Autor: Julia Świstuniuk, 16 lat