Dzieci łatwo oszukać i namówić, nawet mnie. Wiem, że frytki są niezdrowe i hamburgery, ale lubię jeździć do McDonalda bo to jedzenie jest pyszne, mają tablety dla dzieci do grania i dają fajne zabawki. Takie za które w sklepie kosztują dużo kaski. I niektóre dzieci jeżdżą dużo za często. To co mnie jeszcze denerwuje to reklamy lekarstw. Ciągle i ciągle w radiu, w telewizji nawet w kanałach, które są tylko dla dzieci. Lekarstwa to nie jest normalne jedzenie i nie powinno się ich ciągle jeść i namawiać ludzi. Jak byłem w przedszkolu to potem chciałem takie rzeczy z reklam gdzie były maskotki czy rysunkowi kosmici albo superbohaterowie. Syropy, miśki z witaminami. Ich jest też dużo wystawionych w aptekach, a tam dzieci chodzą z rodzicami gdy są chore. A jak są chore to nie powinny jeść witamin bo dają energię bakteriom i wirusom. Dzieci nie rozumieją i płaczą, żeby im kupić.

Dzieci za mało wiedzą o chorobach i robią czasem głupie rzeczy. Ich dziadkowie, ciocie też. Jakby wiedzieli o cukrzycy to by jedli mniej słodyczy i czipsów. Dzieciom jak jedzą za dużo słodyczy to mówi się że będzie je bolał ząb. Ale ząb można naprawić, a mleczak i tak wypadnie. Plomba boli tylko chwilę. A cukrzyca może zepsuć wzrok, nerki a nawet można umrzeć. I trzeba ciągle robić dziurkę w palcu, żeby sprawdzać ile ma się w krwi cukru. Gdyby dzieci to wiedziały to wolałyby być zdrowe i jadły mniej cukru. A nie wiedzą, nawet w szkole.

Dzieci i rodzice powinni szczepić się. To okropnie boli, ale chwilę. A choroba jest długa, boli głowa i może na zawsze popsuć jakieś organy. Gdyby dzieci np. oglądałyby „Było sobie życie” to więcej by wiedziały o zdrowiu.
Bardzo złą rzeczą jest to, że jak dziecko jedzie do szpitala to musi bardzo długo czekać w kolejce. Dzieci płaczą, nudzą się, są głodne a jak jest automat z jedzeniem to z batonami. I nie zawsze ma się monety. Jak siostra była mała i połknęła dużo gum do żucia to czekaliśmy bardzo długo. I potem lekarz powiedział że już nie można jej wypłukać żołądka bo jest za późno. Dużo dzieci płakało bo miało złamane ręce albo nos a musiało czekać choć je bolało albo leciała im krew nawet. Zamiast jednej kolejki powinni zrobić trzy albo więcej jak w sklepach jak jest dużo osób. A w szpitalu zawsze jest kolejka.

Jakby dzieci bardzo nie chciały jakiejś choroby to nie powinno się ich informować, żeby nie płakały i się nie bały. Jak raka czy AIDS. Straszne choroby lepiej mówić rodzicom, bo oni lepiej dziecko znają. A jak ktoś musi zostać w szpitalu to rodzice powinni z nim być. A teraz trzeba za to płacić i spać na podłodze, a tam jest dużo wirusów i bakterii. Jak złamałem rękę to mama spała na podłodze. Dużo dzieci było bez rodziców, jedno nawet całkiem, bo z domu dziecka. I mama pomagała mi i innym dzieciom. Bo dzieci sobie nie radzą, płaczą że chcą do domu, a lekarz nie może być z nimi cały czas. A niektórzy rodzice nie mają pieniędzy by nocować w szpitalu. Dzieci szybciej zdrowieją, nie płaczą, nie wstydzą się poprosić o pojemnik na siku, nie sikają w łóżko jak jest z nimi mama. Dla rodziców powinny być łóżka w szpitalu, bo oni pomagają dzieciom, lekarzom i pielęgniarkom jak trzeba zrobić badanie albo zmienić bandaż.

Ale niektóre rzeczy są coraz lepsze. Szpital na ul. Kopernika był zniszczony, odpadała w nim farba, wyglądał jakby ktoś tam wrzucił TNT. A teraz jest bardzo ładnie i toaleta już nie śmierdzi jakby zdechł w niej skunks.

Dobre jest też to, że mamy miłych lekarzy zwykle dla dzieci. I dają naklejki albo patyczki do gardła, a nawet robią balon z rękawicy. Choć panie u których się dzieci zapisuje często chcą żeby było cicho, a dzieci się nudzą, chcą się bawić.

Autor: Ignacy Kaczmarczyk, lat 9 (prawie)