Zlokalizowana w Kalifornii firma Jima Dehlsena – Aquantis – rozpocznie montowanie turbin morskich w 2018 roku na wodach w pobliżu Walii wokół wyspy Wight na terytorium Wielkiej Brytanii. Najbardziej ambitnym projektem firmy jest zainstalowanie pola turbin morskich o mocy 200 MW w pobliżu Florydy, gdzie płynie bardzo silny prąd morski – Prąd Zatokowy (Golfsztrom). Inwestycja według planów ma się stać operacyjna w 2019 lub 2020 roku.

Energia oceanów w stosunku do energii wiatrowej czy słonecznej pozostaje relatywnie najmniej wykorzystana. Do 2030 roku – jak uważa Dehlsen – energia z prądów morskich może zaspokajać od 8 do 9 proc. amerykańskich potrzeb. „Oceany pozostają dziś głównym potencjalnym źródłem energii odnawialnej. Wykorzystanie jej staje się coraz bardziej pilne” – dodaje. Szacuje się, że światowy potencjał energii oceanów sięga 5000 GW. 

Aby energia wiatrowa stała się efektywnym kosztowo i zdolnym do wykorzystania źródłem energii, potrzebowaliśmy 15 lat eksperymentów. Pod koniec lat 70. XX wieku, gdy naukowcy po raz pierwszy zaczęli eksperymentować z turbinami wiatrowymi, byli wyśmiewani. Uważano, że takie technologie nigdy się nie sprawdzą – wspomina Robert Thresher, badacz z Narodowego Laboratorium Energii Odnawialnych w Golden w stanie Kolorado. W latach 80. i 90. przemysł ustanowił wzór 3-skrzydłowej turbiny wiatrowej, która jest dziś standardem. Wiele rozwiązań, które mają zastosowanie w turbinach wiatrowych, może być wykorzystanych w turbinach morskich.

Aquantis pracuje obecnie nad systemami, które będą w stanie pozyskiwać energię z fal, pływów i prądów morskich. Obsesją Jima Dehlsena stał się Prąd Zatokowy. Jego siły mogą poruszać turbinami morskimi bez przerwy, co sprawia, że ten rodzaj pozyskiwania energii mógłby stać się najszybciej opłacalny.

Aquantis nie jest pierwszą firmą, która zajmuje się projektowaniem podwodnych turbin, ale jej celem jest obniżenie ceny montażu i eksploatacji tych urządzeń. Koszt montażu jednej turbiny, z transportem do morza, umieszczeniem balastu i zakotwiczeniem jej – sięga około 347 tys. dol. Dwuskrzydłowy wirnik turbiny jest w stanie znieść duży napór wody, poruszając się z prędkością 4 węzłów. Górna część turbin Aquantisa wystaje ponad powierzchnię wody. Reszta urządzenia jest zanurzona w morzu i za pomocą specjalnych lin przycumowana do dna. Sprawia to, że potencjalna naprawa i obsługa tych urządzeń jest tańsza niż konkurencyjnych turbin, które są bezpośrednio przymocowywane do dna morza. Dzięki koszt takiej turbiny jest od pięciu do siedmiu razy niższy niż innych – uważa Dehlsen.

Dehlsen chce zainstalować swoje turbiny na próbę w kilku miejscach i sprzedawać energię do sieci. Co więcej, aby uzyskać dodatkowy zysk, Dehlsen planuje wykorzystać trzon turbin morskich jako miejsce składowania serwerów technologicznych gigantów. Pozwoli to im zaoszczędzić pieniądze na klimatyzację, która musi nieustannie chłodzić serwery. W przypadku serwerów w trzonach turbin funkcję klimatyzacji spełniałaby chłodna woda. W ubiegłym roku Aquantis wybudował testową kapsułę dla centrum danych Microsoftu przy molo w San Luis Obispo w Kalifornii. Urządzenia umieszczono pod wodą na 105 dni. Test zakończył się sukcesem – potwierdził Microsoft. Teraz Aquantis chce dotrzeć ze swoją ofertą do innych gigantów, takich jak Apple, Facebook i Google.

Zagrożenie dla środowiska

Turbiny morskie mogą jednak mogą napotkać na opór ze strony tych, którzy obawiają się o ich wpływ na środowisko. Skrzydła turbiny mogą ranić wieloryby, a hałas, jaki wytwarzają wirniki, może być szkodliwy dla życia pod wodą.
Jim Dehlsen powołuje się na badania z Wielkiej Brytanii, według których tego typu urządzenia są bezpieczne dla środowiska. Większym wyzwaniem – w przekonaniu Dehlsena – jest osiągnięcie opłacalności. „Ludzie często reagują bardzo entuzjastycznie na ten pomysł, ale poniżej pewnej granicy efektywności energetycznej wytwarzanie energii w ten sposób się nie opłaci” – dodaje.

Jednym z najważniejszych argumentów na rzecz nowych turbin może być problem globalnego ocieplenia. „Czas, w jakim możemy dokonywać pewnych zmian, jest ograniczony. Za 5-10 lat może być już za późno” – uważa.

>>> Czytaj też: Chile ma tak dużo energii, że rozdaje ją za darmo