Istniejący od 2009 roku Uber wcale nie jest największym światowym przewoźnikiem na żądanie, mimo, że należy do najszybciej rosnących firm na świecie. Pod koniec 2015 roku ogłosił realizację miliardowej usługi – londyński pasażer obdarowany został rocznym bonusem darmowych przejażdżek do wartości 10 tys. funtów. Dynamika wzrostu firmy porównywalna jest z szybkością zdobycia rynku przez smartfony, którym osiągnięcie miliarda użytkowników zajęło 5 lat.

Facebook dokonał tego w 8 lat od debiutu. Największy konkurent Ubera chiński Didi Kuadi (obecnie Didi Chuxing) przekroczył już jednak liczbę półtora miliarda pasażerów realizując 7 milionów przewozów dzienne w 400 miastach Państwa Środka. Do inwestorów firmy należą m.in. potentat e-commerce Alibaba i Apple. W Azji firma z San Francisco ma też innych konkurentów. W Indiach jest to Ola w ponad 100 miastach (4 razy więcej niż Uber) z flotą 40 tys. aut, w Malezji, Singapurze, Tajlandii, Wietnamie, Indonezji i Filipinach operuje Grab. W USA najgroźniejszym konkurentem Ubera jest Lyft, który zrealizował w kwietniu ponad 11 milionów zleceń, a na początku roku pozyskał miliard dolarów od inwestorów, z czego połowę od General Motors.

Mimo to jeśli chodzi o wartość giełdową jest on co najmniej 10-krotnie mniej wart niż Uber (ponad 60 mld dol). Siła Lyfta wynika więc bardziej z sojuszu jaki zawarł on na świecie z wymienionymi wyżej firmami. Na mocy porozumienia na każdej aplikacji użytkownicy będą mogli zamawiać samochody wszystkich uczestników sojuszu, a trzeba wiedzieć, że teren ich działania obejmuje prawie połowę ziemskiej populacji.

Konkurentem Ubera jest też izraelski Gett z siedzibą w Nowym Yorku, podwożący pasażerów głównie w USA i Europie. W firmę parę miesięcy temu 300 mln dolarów zainwestował Volkswagen. Mamy więc do czynienia z szeroką współpracą producentów samochodów z dostawcami aplikacji bazujących na ekonomii współdzielenia. Sam Uber działa z Toyotą, w zakresie leasingu aut dla kierowców jeżdżących dla Ubera, ale nie tylko.

Firma naciskana przez konkurentów i regulatorów w wielu krajach na rynkach na których operuje dociera do nowych segmentów klientów. Ponad 20% przychodów zapewnia kontrowersyjna usługa UberPool czyli wożenie kliku pasażerów w jednym samochodzie – w kwietniu zrealizowano ponad 100 mln takich łączonych jazd. A firma rozwija ją pod ekologicznym sztandarem ochrony środowiska i zmniejszania drogowych korków. W Amsterdamie można zamówić poprzez Uberbike samochód z bagażnikiem na rowery. W Bangkoku natomiast taksówki Ubera są … skuterami – jeśli przeprowadzany test rynkowy uberMOTO się powiedzie otworzy to firmie perspektywy rozwoju dwukołowego serwisu w innych przepełnionych azjatyckich miastach, tym bardziej, że usługę taką wdrożył już Grab.

Duży potencjał widzi też firma w rozwiązaniach problemu ostatniej mili w wielu branżach. Najpierw w kanadyjskim Toronto, a teraz również w USA wdrożono aplikację UberEats, umożliwiającą zamawianie posiłków z barów i restauracji. Program pokazuje czas oczekiwania na realizację dostawy i działa jako osobna aplikacja, która rzecz jasna daje pełny podgląd do karty dań. Kierowcy mogą każdego dnia zgłaszać swój akces do przewozu osób lub gastronomii, nie mogą jednak jednocześnie występować w dwóch rolach, bo filozofia usług i czas ich realizacji jest inny. Oczywiście Uber zarabia zarówno na dostawcach jak i odbiorcach posiłków.

Symptomy wkraczania firmy na rynek dostaw, a w przyszłości może także kurierski wynikają z umowy z Walmartem – największą światową siecią detaliczną. Co prawda dotyczy to na razie mniejszych placówek sieci – Sam’s Club, a sam Uber musi konkurować z firmami Lyft i Deliv to krok ku nowym usługom jest znaczący. Wyniki współzawodnictwa firm nie są jeszcze przesądzone, bo Wal-Mart po okresie testowym wybierze finalnego partnera – klienci zamawiając dostawę zakupów do domu będą też korzystać z aplikacji sieci detalicznej, a nie firmy dowozowej.

Kolejnym generatorem przychodów dla firmy ma być reklama. Na ekranie smartfona w czasie oczekiwania na auto Ubera i podczas jazdy klienci zachęcani są do oglądania reklam firm ulokowanych blisko celu ich podróży – jeśli klient dokona zakupu posługując się kartą Visa-Uber u reklamującego się dostawcy otrzyma rabat na następną podróż, a Uber pobierze od sprzedawcy prowizję od transakcji. Szacunki firmy mówią o zakupach klientów idących w dziesiątki milionów dolarów w samych Stanach Zjednoczonych.

Wszystko wskazuje na to, że firma będzie coraz śmielej monetyzować dane jakie posiada o swoich klientach, ich podróżach i zakupach, co uczyni ją podobną do Google. Trasy pasażerów, ich miejsca pracy i zamieszkania, upodobania związane z celami podróży, w tym kulinarne, korzystanie z hoteli i rozrywek stanowić będą ogromny kapitał umożliwiający budowę profili klientów, a to doskonały wehikuł do współpracy z dostawcami wielu towarów i usług, chociażby w zakresie budowy ofert promocyjnych pod klienta – w zeszłym roku firma weszła w sojusz z siecią hotelową Starwoood Hotels&Resorts oferująca usługi w 290 miastach w USA. Dane posiadane przez Ubera służyć też mogą wyższym społecznym celom – miasto Boston wykorzystuje je do planowania przestrzennego, sterowania ruchem ulicznym i transportem publicznym. Firma bierze tez udział w programie poszukiwania zaginionych i wykorzystywanych dzieci (NCMEC) – kierowcy i pasażerowie dostają rysopisy poszukiwanych, co z pewnością wpływa pozytywnie na wizerunek przewoźnika.

Współpraca z Toyotą przygotowuje firmę do ery samochodów bez kierowcy. Nastanie takich możliwości uwolni firmę od konfliktu z przedsiębiorstwami taksówkowymi na całym świecie, skończą się oskarżenia o pogwałcenia praw pracowniczych i unikanie płacenia podatków i ubezpieczeń. Z pewnością firma sama nie będzie inwestowała w samochody, ale zaproponuje ich nabycie prywatnym inwestorom w leasingu lub systemie condo, który do tej pory dotyczył rynku apartamentów hotelowych. Zanim to nastąpi na pewno usłyszymy o podboju przez Ubera nowych branż. Uberyzacja zatacza nowe kręgi – strach się bać!