Spółka potwierdziła to oficjalnie. – Aktualnie stacje ZDF i Das Erste nie są dostępne na naszej liście kanałów. Stacje te nie są częścią naszej oferty – mówiła Olga Zomer, rzeczniczka Cyfrowego Polsatu, tłumacząc to, co niewytłumaczalne – to, że Polsat zachował się jak medialny cinkciarz, a osoby decydujące o takim ruchu w stosunku do własnych klientów jak chytre buraki.

Marcin Hadaj

Marcin Hadaj

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Oficjalnie stacja nie wyjaśniła, dlaczego wycięła albo ukryła kanały, które za darmo pokazują wszystkie mecze mistrzostw Europy w piłce nożnej. Co ciekawe, dotąd nie miała takich planów, ale urzeczywistniła je dopiero, kiedy tysiące jej abonentów, którzy nie wykupili drogiej usługi dostępu do wszystkich spotkań, wpadły na to, że można piłkarskie emocje tak samo dobrze przeżywać za pośrednictwem zagranicznych kanałów. W końcu mamy globalizację.

Teoretycznie klienci Cyfrowego Polsatu, którzy chcą oglądać niemieckie kanały Das Erste i ZDF, muszą wyszukać je ręcznie w dekoderze. W Polsce prawa do pokazywania meczów mistrzostw Europy w piłce nożnej ma telewizja Polsat, która udzieliła sublicencji TVP na 11 spotkań. Jednak by zobaczyć wszystkie mecze Euro 2016, trzeba wykupić płatne telewizje Polsat Sport 2 i Polsat Sport 3.

Dla przypomnienia: w 2015 r . Grupa Cyfrowy Polsat zanotowała wzrosty przychodów ze sprzedaży i zysku netto – odpowiednio do 9,82 mld zł i 1,16 mld zł. Zysk operacyjny firmy wyniósł w ub.r. 1,98 mld zł (wobec 1,44 mld zł rok wcześniej). Z kolei wynik EBITDA spółki wzrósł rok do roku z 2,74 mld zł do 3,68 mld zł.

Co ciekawe, główny konkurent operatora z ul. Ostrobramskiej w Warszawie, czyli NC+, nie wpadł na równie niedorzeczny pomysł. Żadnych kanałów swoim klientom nie blokuje, bo i niby dlaczego miałby to robić. Zresztą tego operatora sporo nauczył niedawny kryzys wizerunkowy, który zmiótł dużą część menedżerów tuż po połączeniu platform N oraz Cyfry+. Wtedy też podejmowano decyzje bez konsultacji z klientami, nie pozostawiano im wyboru, a do tego oferowano gorsze usługi za większe pieniądze. Podręcznikowy przykład antyzarządzania. Trochę jak dzisiaj w Polsacie.

W przypadku Polsatu mamy dzisiaj bowiem do czynienia z działaniem skrajnie antykonsumenckim (miejmy nadzieję, że lada chwila zajmie się nim UOKiK i nałoży na Solorza wielomilionową karę), szkodliwym, niesprawiedliwym i dziwnym. Wynika ono niestety z najniższych pobudek, jakimi można kierować się w biznesie. Jest spowodowane niczym innym jak zemstą za niespełnienie oczekiwań, a nawet żądzy milionowych zysków z kieszeni własnych abonentów, którzy jednak, wbrew zapowiedziom stacji, nie rzucili się wielką kupą na dobra reglamentowane przez najbogatszego Polaka i jego supertelewizję. A skoro się nie rzucili, nie chcieli swoich ciężko zarobionych pieniędzy oddać Solorzowi i nie zgodzili się na skomercjalizowanie najważniejszego dla polskiej reprezentacji turnieju piłkarskiego od niemal 40 l at, to Janusze biznesu z Pragi-Południe postanowili im dokopać. Bezinteresownie zaszkodzić, utrudnić życie, pokazać, kto tu rządzi i decyduje, a kto ma jedynie płacić i nie zadawać pytań.

Problem tylko w tym – oczywiście to problem Polsatu, który będzie teraz stawał na głowie, aby zakwestionować stanowisko urzędu antymonopolowego – że zmiana warunków umowy, także tej na świadczenie usług telewizyjnych, jest podstawą do jej rozwiązania. Urząd Ochrony Konsumentów i Konkurencji w jednym ze stanowisk stwierdził, że „wyłączenie kanału telewizyjnego z oferty danego operatora, bez względu na przyczyny (np. zakończenie nadawania kanału, nieprzedłużenie umowy nadawcy z operatorem), powoduje niekorzystne zmiany w warunkach oferty, z której korzysta klient. To z kolei oznacza, że konsument bez konsekwencji (kary) może rozwiązać umowę z operatorem, jeśli korzysta z pakietu, w którym znajduje się wycofywany kanał. Dodatkowo operator ma obowiązek poinformowania z wyprzedzeniem swoich klientów o planowanym wyłączeniu kanału”.

W opinii UOKiK pakiet programów telewizyjnych oferowany przez danego operatora stanowi jeden z podstawowych czynników branych przez konsumenta pod uwagę przy wyborze danej oferty. Z tego względu wycofanie przez operatora określonego programu telewizyjnego z oferty programowej w trakcie trwania umowy może być niekiedy równoznaczne z ustaniem dla konsumenta celu, dla którego zawarł umowę. W związku z tym określony zestaw programów telewizyjnych stanowi jedno z zasadniczych postanowień umowy o świadczenie usług telewizji kablowej. Podobne stanowisko zajął Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w wyroku z 6 grudnia 2000 r .

W tej sytuacji wypada życzyć pierwszej polskiej prywatnej telewizji, słynącej m.in. z ambitnych programów z mięsnymi jeżami i gwiazdami niewyszukanej muzyki oraz produkcji przetrawionych i wyplutych już przez inne stacje, by jak najwięcej abonentów wykorzystało to, co stwierdził UOKiK, i w atmosferze wielkiej serdeczności pokazało państwu z Polsatu środkowy palec. Ja osobiście miałem nieszczęście być abonentem tej pseudousługi jakiś czas temu. Jakoś tak się dziwnie składało, że ciągle coś nie działało. Rozwiązanie umowy było najlepszą rzeczą, jaką mogłem sobie tamtego dnia zapewnić. Czego życzę wszystkim aktualnym (jeszcze) abonentom.

>>> Czytaj też: UOKiK interesuje się Iplą. Na Cyfrowy Polsat stoczyła się lawina skarg