„Hiszpania jest bliżej posiadania rządu. Nie możemy pozwolić sobie na kolejne wybory, to bardzo odległa perspektywa. Jest poczucie, że wyborcy tego nie chcą” – powiedział PAP dziennikarz portalu Politicon i wykładowca akademicki z Gerony Kiko Llaneras.

Przypomniał, że w niedzielę Hiszpanie wybierali deputowanych drugi raz w ciągu pół roku. Jak dodał, większość partii jest świadoma, że w następnym głosowaniu raczej nie poprawiłaby swych rezultatów.

Jedynym ugrupowaniem, która może uważać, że następne wybory byłyby dla niej korzystne, jest Partia Ludowa (PP) Mariano Rajoya, gdyż jako jedyna w niedzielę poprawiła swój wynik, w porównaniu do wyborów z grudnia ub.r. „Inaczej myśli Podemos. W grudniu była moralnym zwycięzcą, odniosła lepszy wynik niż dawały jej sondaże. Ale dziś jest inaczej - nie ma szans na poprawę rezultatu. Kolejne wybory nie byłyby też w interesie Ciudadanos i PSOE” – dodaje Llaneras.

Według dziennikarza, PP, która zwyciężyła w niedzielnych przedterminowych wyborach i zdobyła 33 proc. głosów, jako pierwsza będzie próbowała utworzyć rząd. „Ale jej problemem jest to, że nie ma sojuszników” – zauważa.

Jeśli PP poniesie porażkę, to próby sformowania rządu podejmą socjaliści. „Mogą próbować porozumieć się z lewicową koalicją Unidos Podemos i nacjonalistami, ale będą potrzebować wielu głosów. Mogą też odnowić pakt z liberalną Ciudadanos, a następnie dążyć do tego, by PP lub Unidos Podemos poparły ich w głosowaniu w sprawie wotum zaufania, lub wstrzymały się od głosu. Postawa Ciudadanos będzie tu kluczowa” – twierdzi Llaneras.

Z Madrytu Julia Potocka (PAP)