W 2012 roku w jednym z raportów Banku Światowego autorstwa ekonomisty Branko Milanovica pojawił się wykres pokazujący, kto tak naprawdę jest największym wygranym procesów globalizacji. Widać na nim, jakie grupy populacji doświadczyły w latach 1988-2008 najmocniejszego wzrostu realnych dochodów.

Globalizacja stała się ogromnym szokiem dla siły roboczej. Pozwoliła wielkim korporacjom zarabiać dzięki wykorzystywaniu tańszych pracowników z państw rozwijających się. Choć konsumenci z bogatych państw korzystali dzięki temu z niższych cen produktów, ogólna sytuacja materialna klasy średniej w rozwiniętych gospodarkach nie uległa znaczącej poprawie.

„Największymi przegranymi (innymi niż 5 proc. najbiedniejszych ludzi świata) czy też ‘nie-wygranymi’ globalizacji są ci, którzy znajdują się między 75. i 90. percentylem globalnej dystrybucji dochodów. Ich realny wzrost zarobków był praktycznie zerowy” – uważa Milanovic. “Ludzi tych można nazwać globalną klasą średnią wyższą, zalicza się do nich mieszkańców byłych komunistycznych państw i Ameryki Łacińskiej, ale też obywateli bogatych krajów, których dochody stanęły w miejscu” – pisze ekonomista.

>>> Czytaj też: Stratfor: Nadchodzi koniec ery globalizacji. Oto technologie, które zrewolucjonizują światową gospodarkę [ANALIZA]

Toby Nangle, dyrektor działu alokacji aktywów w Columbia Threadneedle Asset Management porównał wykres Milanovoca do kształtu słonia i nazwał go najpotężniejszym wykresem ostatniej dekady. Dziś wykres ten znów robi karierę na Wall Street i wśród ekonomistów starających się znaleźć racjonalne wytłumaczenie dla wyników brytyjskiego referendum ws. Brexitu, sukcesu populistów w USA i wzrostu popularności separatystycznych ruchów w Europie.

“Utożsamiamy brytyjską przypadłość z tym, co się dzieje w USA i w reszcie Europy, odzwierciedlają to populistyczne skłonności elektoratu” – pisze w raporcie Dominic Konstam, analityk Deutsche Banku. „Wymaga to radykalnego przemyślenia polityki władz. W tej chwili opcje działania są ograniczone, ale ostatnie wydarzenia mają ze sobą coś wspólnego: pokazały, że istnieje potrzeba redystrybucji siły nabywczej od tych, którzy mają więcej, do tych którzy mają mniej” – czytamy w raporcie.

“Kiedy analitycy, tacy jak ci z Deutsche Banku zaczynają mówić: ‘być może kapitalizm potrzebuje jakiejś formy wynalezienia na nowo', może trzeba zacząć ich słuchać” – uważa Duncan Weldon, szef działu analiz w Resolution Group. „To nie Bernie Sanders, to globalny bank inwestycyjny” – dodaje. Jego zdaniem, łatwy dostęp do kredytów sprzed załamania amerykańskiego rynku nieruchomości pomógł przez chwilę zatuszować niepokój związany z nierówną dystrybucją dochodów w zachodnim świecie. Skala tego problemu ujawniła się jednak w całej krasie po kryzysie.

Ekonomiści z Bank of America Merrill Lynch podzielają spostrzeżenia Dominica Konstama z Deutsche Banku. W swojej ostatniej notce do klientów stwierdzili, że Brexit jest zwiastunem coraz bardziej skrajnych stanowisk rządów w rozwiniętych gospodarkach. W sowim raporcie odnieśli się właśnie do wykresu Milanovica.

“Globalizacja, imigracja i wolny rynek są wspierane przez tych, którzy na tych zjawiskach skorzystali. Według nas, plutokraci i najlepiej wykształceni zbyt nisko ocenili frustrację klasy średniej i klasy pracującej na rozwiniętych rynkach” – piszą analitycy Ajay Singh Kapur i Ritesh Samadhiya. „Uważamy, że Brexit może być początkiem niespodzianek w nowym porządku świata odchodzącego od globalizacji w stronę polityki skoncentrowanej bardziej na sobie. Dalej od Wall Street, bliżej Main Street. Z dala od reflacji (przyspieszanie inflacji – przyp. red.), w stronę większego wsparcia gromadzenia kapitału i wzrostu płac”.

“To, co teraz przykuwa uwagę intelektualistów to ‘wykres słonia’, który pokazuje, że w ciągu minionych 30 lat wygranymi globalizacji była klasa średnia na rynkach rozwijających się i 1 proc. najbogatszych w rozwiniętych gospodarkach, ale sytuacja klasy średniej w państwach uprzemysłowionych nie uległa zmianie” – pisze Conor Sen, zarządzający w funduszu New River Investments. „Myślę, że w końcu znaleźliśmy odpowiednie podstawy do rozważania wspólnego punktu polityki i trendów makroekonomicznych”.

>>> Czytaj też: Koniec globalizacji, jaką znamy. Przyszłe pokolenia będą żyć w świecie pełnym murów?