„Szukamy ludzi od ponad dwóch miesięcy” – mówi Pimentel, partner w firmie Ackermann Beaumont Group na rynek Hiszpanii i Ameryki Łacińskiej. „Udało nam się znaleźć tylko jedną osobę w Hiszpanii. Teraz szukamy w Argentynie i innych krajach” – mówi Bloombergowi.

Doświadczenia Pimentela odzwierciedlają nietypową cechę hiszpańskiego rynku pracy, która podkopuje wysiłki władz zmierzające do odbudowania gospodarczych zniszczeń po kryzysie finansowym. Choć około 5 mln Hiszpanów to bezrobotni, na rynku brakuje rąk do pracy, a firmy mają nie lada problem ze znalezieniem odpowiednich pracowników. Przyszły premier Hiszpanii będzie musiał stawić czoła temu wyzwaniu.

Hiszpański paradoks

“To paradoks” - mówi Valentin Bote, szef działu analiz w hiszpańskim oddziale agencji rekrutacyjnej Randstad. „Stopa bezrobocia jest zbyt wysoka. Obserwujemy jednak presję na rynku pracy, bo bezrobotni Hiszpanie nie mają takich umiejętności, których oczekują pracodawcy” – dodaje.

Z problemem niedopasowania kwalifikacji zmagają się przedstawiciele niemal wszystkich zawodów, od programistów, przez matematyków, po pielęgniarki i pracowników domów opieki dla seniorów. Firmy działające w tych branżach mają trudności z wypełnieniem stanowisk, choć stopa bezrobocia w Hiszpanii sięga dziś niemal 20 proc. i jest drugą najwyższą w Europie. Tymczasem średnia dla całej UE wynosiła w maju 8,6 proc. – podaje Eurostat. Jak wynika z szacunków firmy Randstad, do 2020 roku hiszpańskie firmy mogą mieć problem ze znalezieniem kandydatów na ponad 2 mln stanowisk.

>>> Czytaj też: Ożywienie na hiszpańskim rynku pracy. Najmniej bezrobotnych od 2009 roku

Premier Mariano Rajoy, którego partia zwyciężyła w czerwcowych wyborach, zadeklarował w swojej kampanii, że będzie tworzyć pół miliona miejsc pracy rocznie. Jego obietnice skupiają się jednak na zapewnieniu pracy bezrobotnym, a nie dbaniu o dostarczanie na rynek wykwalifikowanych pracowników, którzy wesprą gospodarkę. Przeciwnicy Rajoy’a twierdzą, że polityka obniżania płac i ograniczania ochrony miejsc pracy doprowadzi głównie do tworzenia słabo opłacanych stanowisk o niskich kwalifikacjach.

Hamulec dla gospodarki

Problem z braku wykwalifikowanych pracowników na hiszpańskim rynku hamuje tutejszą gospodarkę. Niedobór talentów jest przeszkodą dla produktywności, opóźnia inwestycje i ogranicza system emerytalny, uzależniony od zarobków nowych pracowników. To właśnie oni muszą przecież utrzymać starzejące się społeczeństwo – uważa Sandalio Gomez, emerytowany profesor na the IESE Business School w Madrycie. “Siła robocza nie ma kwalifikacji, jakich wymaga rynek” – mówi. „To prawdziwy problem”.

Rajoy próbuje po wyborach zawiązać polityczne sojusze ze swoimi rywalami. Chce powołać międzypartyjną inicjatywę zmierzającą do poprawy jakości edukacji. Od 1978 roku Hiszpania już siedem razy przechodziła przez reformę systemu oświaty. Kwestie takie jak nauka regionalnego języka katalońskiego czy nauka religii, zwykle zajmowały jednak większą część debaty i przysłaniały ważniejsze problemy. Takie, jak chociażby masowe rezygnowanie przez młodych z nauki w szkole średniej. Wskaźnik ten jest w Hiszpanii dwa razy wyższy niż unijna średnia.

“Edukacja i praca to dwa alternatywne światy, które tak naprawdę się tu nie łączą” – mówi Gomez. „W innych krajach, takich jak USA, celem edukacji na wyższych szczeblach jest zapewnienie ci pracy. W Hiszpanii tak nie jest”.

>>> Czytaj też: Antyoszczędnościowe siły zawiązują koalicję w Hiszpanii

Partia Ludowa, na czele której stoi Rajoy, chce teraz zwiększyć nacisk na większą ilość technologii w szkołach i jeszcze bardziej powszechną naukę języka angielskiego. Już w czasie swojej pierwszej kadencji Rajoy zatrudniał prywatne agencje, by na równi ze związkami zawodowymi dbały o przeszkalanie i rekrutację pracowników. Obecnych problemów hiszpańskiego rynku pracy nie uda się jednak tak łatwo rozwiązać, bo kiełkowały one przez całe dekady.

Niewykwalifikowany menedżer

Nawet gdy hiszpańskim firmom uda się już znaleźć kandydatów na wyższe stanowiska, zwykle są oni mniej wykwalifikowani niż osoby na podobnych posadach w firmach z innych europejskich państw. To uderza w ich zyskowność i wytrzymałość. – wynika z raportu Banku Hiszpanii. Hiszpańscy menedżerowie są gorzej wykształceni niż ich konkurencji z Niemiec, Francji czy Włoch – wynika z danych dla 11 europejskich państw. Tylko Grecy wypadają gorzej w tym zestawieniu.

Klient Samuela Pimentela z Ackermann Beaumont Group poprosił go o listę kandydatów wyspecjalizowanych w technikach zarządzania projektami “Agile”, które wspierają firmy w zwiększaniu produktywności poprzez wykorzystanie systemów IT. Pracodawca oferował 200 tys. euro rocznie. To niemal 10 razy tyle, co średnie wynagrodzenie w Hiszpanii. Okazuje się, że w Hiszpanii takich kandydatów jest jak na lekarstwo. Nauka systemu Agile zajmuje doświadczonemu programiście mniej więcej osiem miesięcy. Potencjalni pracownicy muszą też posiadać umiejętności menedżerskie, co jeszcze bardziej zawęża krąg kandydatów.

„Społeczeństwo pilnie potrzebuje specjalistów z branży IT, ale brakuje tu miejsc, gdzie można zdobyć takie kwalifikacje. Hiszpania to kraj, który niewystarczająco inwestuje w technologię” – mówi Pimentel.

>>> Polecamy: "FT": Hiszpania zaczyna wychodzić na prostą. Główny nurt pokonał populistów