Jednym wyzwań stojących przed NATO, którego szczyt odbędzie się w piątek i sobotę w Warszawie, są zagrożenia hybrydowe. Jak tłumaczy Zybertowicz, żeby lepiej zrozumieć pojęcie wojny hybrydowej, warto wyjaśnić, czym jest wojna kulturowa i wojna informacyjna.

"O wojnach kulturowych mówimy w sytuacjach, gdy jedna grupa chce narzucić swój obraz świata i związany z nim ład społeczny całym społeczeństwom. To jest pewien kontekst, w ramach którego toczą się wojny informacyjne. Polegają one na tym, żeby u potencjalnego przeciwnika wywołać chaos pojęciowy, utrudnić racjonalną ocenę sytuacji, wywołać lub podtrzymać dezorganizację, utrudnić opór, gdy pojawia się już fizyczna agresja" – powiedział PAP.

Jak dodał, według licznych ekspertów krajem, który doprowadził do mistrzostwa sztukę posługiwania się informacją jako orężem, jest Rosja. "Zdaniem części analityków – i ja się z tym zgadzam – dzisiejsza propaganda rosyjska wyciągnęła wnioski z kultury postmodernistycznej, z kultury zgiełku i dryfu, w której informacja została zastąpiona przez infotainment. Propaganda ta działa tak, żeby wytworzyć przekonanie, że przeciętny człowiek w ogóle nie może dojść do prawdy, a nawet, że obiektywna prawda w ogóle nie istnieje" – powiedział Zybertowicz.

Jego zdaniem, jeśli prześledzić fora internetowe, to widać, że od czasu zajęcia Krymu Rosja w wojnie informacyjnej wobec Polski wykorzystuje jako narzędzie rzeczywiste problemy historyczne w relacjach polsko-ukraińskich, zwłaszcza sprawę rzezi wołyńskiej. "To podglebie jest o tyle żywotne, że to jest jeszcze krwawiąca rana. Przez lata transformacji nie mówiliśmy o tym i nie zostało to dotąd przepracowane ani w Polsce, ani na Ukrainie. Rosjanie wiedzą, że tu jest obszar, gdzie ich działania inspiracyjne mogą przynieść pewne efekty" – zwrócił uwagę Zybertowicz.

Według profesora szczególnie owocna dla rosyjskiej wojny informacyjnej może być destabilizacja wynikająca z tego, że większość Brytyjczyków zagłosowała w referendum za opuszczeniem Unii Europejskiej. "W stabilnych sytuacjach ludzkie przekonania zmieniają się bardzo powoli pod wpływem faktów i powtarzalnych impulsów informacyjnych. Natomiast w sytuacjach rozchwiania, niepewności, zwiększa się podatność na nowy rodzaj przekazu i skłonność do akceptacji skrajnych opinii" – powiedział doradca prezydenta.

Zwrócił przy tym uwagę na ostatnie incydenty wymierzone w polską społeczność w Wielkiej Brytanii. "Gdyby udało się faktycznie ożywić resentymenty Brytyjczyków wobec Polaków, to panslawistyczny wątek rosyjskiej propagandy, który dziś do Polaków nie trafia, zyskałaby argument: zobaczcie, nie chcą was na Zachodzie, a przecież jesteście Słowianami i tak naprawdę macie duszę bliższą rosyjskiej" – wyjaśnił Zybertowicz.

"Brexit może wśród rosyjskich ekspertów od operacji psychologicznych wytworzyć przekonanie, że można coś więcej niż dotąd ugrać. W takich warunkach rosyjskie operacje najpierw wojny informacyjnej, a później hybrydowej, mogą zyskać większą nośność" – uważa ekspert.

Jak tłumaczy Zybertowicz, istotą wojny hybrydowej jest prowadzenie działań zaczepnych w taki sposób, żeby przeciwnik nie wiedział, kiedy ma zareagować, by nie dostrzegał przekraczania progów tego, co dopuszczalne. Żeby osłabić jego wolę oporu, system wewnętrznej komunikacji (w tym mechanizmy cyberbezpieczeństwa) tak, by na czas nie były uruchamiane procedury przeciwdziałania i mobilizacji własnej opinii publicznej oraz sojuszników.

"Gdy na Krymie pojawiły się tzw. zielone ludziki, opinia publiczna nie miała jasnego obrazu, kto prowadzi przeciwko Ukrainie operację i czy ma ona charakter zbrojny. Nie wiedzieli, przeciwko komu mają mobilizować opinię publiczną i wojsko" – powiedział Zybertowicz.

Jego zdaniem wyzwania cywilizacyjne dla państw NATO płyną nie tylko ze wschodu, ale i z południa. "Są ideolodzy islamscy, którzy wprost mówią, że brzuchy ich kobiet i gotowość do oddania życia przez młodych mężczyzn są narzędziami wojny kulturowej. Na szczęście wśród miliarda ludzi, którzy wierzą w Allaha, to są ułamki, ale niekiedy potrafią uzyskać szerszy rezonans" – powiedział profesor.

Zauważył przy tym, że niektóre kraje arabskie wydały miliardy euro na meczety, szkoły i wydawnictwa islamskie w Europie Zachodniej. "Nawet jeśli nie sfinansowano w ten sposób żadnej grupy terrorystycznej, co wydaje mi się wątpliwe, to stworzono tkankę kulturową, która rozwija się dzięki swobodzie dostępnej w cywilizacji Zachodu, ale nie akceptuje wolnościowych podstaw tej cywilizacji" – powiedział Zybertowicz.

Jednocześnie zaznaczył, że finansowanie kultury islamskiej przez kraje arabskie nie we wszystkich kontekstach przekłada się na tworzenie podglebia dla wojny kulturowej i terroryzmu.

"Eksperci na pytanie, dlaczego w Niemczech nie było zamachów terrorystycznych, wskazują, że tam dominują te nurty islamu, które są związane z Turcją. Wielu Turków czuje się dobrze zakorzenionych w społeczeństwie niemieckim a liderzy tych zbiorowości powstrzymują ekstremistów" – powiedział profesor.

"Być może odrzuciwszy poprawność polityczną warto byłoby zrobić bardziej pogłębione studia, w jakich warunkach islam jest zdolny do koegzystencji z kulturą Zachodu i chrześcijaństwa, a w jakich nie" – uważa Zybertowicz.