„Nie wymaga zgody prezesa urzędu (rejestracji – red.) przywóz z zagranicy produktu leczniczego na własne potrzeby lecznicze w liczbie nieprzekraczającej pięciu najmniejszych opakowań” – tak brzmi art. 68 ust. 5 ustawy – Prawo farmaceutyczne (t.j. Dz.U. z 2008 r. nr 45, poz. 271 ze zm.), który jest ostatnią deską ratunku dla wielu osób chorujących na rzadkie schorzenia. A w zasadzie był ostatnią deską ratunku, gdyż główny inspektor farmaceutyczny wespół z Ministerstwem Zdrowia i resortem finansów zmienili właśnie jego interpretację. Mówiąc najprościej – przepis nie uległ zmianie, ale jeśli do tej pory jedno zdanie prawa farmaceutycznego było dla chorych wybawieniem, teraz stało się przekleństwem.

Sklep w Vanuatu

Adwokat Ilona Nowakowska-Góra zmianę postrzegania art. 68 ust. 5 prawa farmaceutycznego odczuła na własnej skórze. Od wielu lat kupuje w kanadyjskiej aptece lek kardiologiczny niedostępny w Polsce. Dostaje na jego zakup receptę. Teraz okazało się, że to nie wystarcza. Paczka dla niej została zatrzymana przez celników. Najprawdopodobniej lada dzień zostanie zniszczona.

Powód? Zdaniem GIF oraz celników przywóz z zagranicy musi być dokonany osobiście. Wskazując prościej – nic nie stoi na przeszkodzie, aby Polak wracający z podróży do Francji przywiózł ze sobą leki, które są mu potrzebne. Ale już kurier mu ich dostarczyć nie może.

– To prawda, tak teraz interpretujemy ten przepis – przyznaje rzecznik GIF Paweł Trzciński. Dlaczego? Otóż inspekcja wypowiedziała wojnę sklepom z lekami o szemranej opinii funkcjonującym w niektórych państwach.

– Jesteśmy przerażeni tempem, w jakim powstają np. sklepy internetowe w Vanuatu, które sprzedają Polakom nieprzebadane produkty – wskazuje Trzciński. I dopowiada, że w związku z tym trzeba było zaostrzyć interpretację. W przeciwnym razie za tydzień czy miesiąc mógłby się zdarzyć nieszczęśliwy wypadek, gdy ktoś umarłby wskutek przyjmowania niesprawdzonego leku. Wtedy wszyscy mieliby pretensje właśnie do GIF, że dopuścił do takiej sytuacji.

Wygodny automatyzm

Eksperci na decyzji urzędników nie pozostawiają suchej nitki. – Tłumaczenie, że chodzi o rozwiązanie problemu kupowania leków w sklepach internetowych zarejestrowanych w Vanuatu to popadanie w absolutną skrajność – twierdzi adwokat, dr Magdalena Matusiak-Frącczak. Prawniczka podkreśla, że działanie GIF uderza bowiem przede wszystkim w ludzi kupujących od lat za granicą leki recepturowe, których nie można dostać w Polsce.

Podobnie uważa adwokat Hoa Dessoulavy-Śliwińska, zastępca przewodniczącego sekcji prawa medycznego i farmaceutycznego w Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie.

– Nowa interpretacja powoduje, że wiele osób znajdzie się w sytuacji podbramkowej, co w praktyce może oznaczać, że będzie ona zagrażać zdrowiu i życiu wielu pacjentów, dla których liczy się każdy dzień – wskazuje mec. Dessoulavy-Śliwińska.

Zarazem ekspertki zwracają uwagę na absurd w interpretacji przepisu ustawy. Czy mogło bowiem ustawodawcy chodzić o to, że pacjent, który potrzebuje ściągnąć leki np. z Kanady, powinien do niej regularnie podróżować?

W ocenie dr Matusiak-Frącczak cel, który przyświecał urzędnikom, jest jasny. – GIF postanowił zastosować automatyzm. Celnik nie musi już przeglądać dokumentów, sprawdzać, czy leki są z kanadyjskiej apteki i są niezbędne do funkcjonowania pacjentowi, czy też chodzi o środek na potencję ściągnięty od nie wiadomo kogo – mówi prawniczka. A powinien. Nic nie stoi przecież na przeszkodzie, aby pozwolić pacjentom, którzy koniecznie potrzebują pewnych środków, zamawiać je za granicą, a zablokować przywóz tych, które urzędnicy uznają za niebezpieczne lub niepotrzebne zamawiającemu.

– Ułatwianie życia urzędnikom nie może odbywać się kosztem pozbawiania zdrowia, a być może nawet życia Polaków – podkreśla stanowczo dr Magdalena Matusiak-Frącczak.

Paweł Trzciński z GIF stara się tonować nastroje. Jak zaznacza, mimo bardziej rygorystycznej interpretacji nikt przecież nie likwiduje możliwości uzyskania zgody na import docelowy leków. Pacjenci, którzy zmagają się z naprawdę poważnymi schorzeniami, powinni przejść sformalizowaną procedurę, a wtedy dostaną zgodę ministra zdrowia na sprowadzanie medykamentów z zagranicy.

Tyle że wiele osób zostało bez leków już teraz. A uzyskanie pozwolenia na import docelowy zajmuje nawet do pół roku. – Przez ten czas pacjenci mają nie brać leków, które trzeba przyjmować regularnie? – zastanawia się dr Matusiak-Frączak.