Chociaż Europejczycy obawiają się, że Wielka Brytania może nie być ostatnim krajem który opuści Wspólnotę, są na ogół niechętnie nastawieni do podążenia jej śladem oraz opowiadają się przeciwko zawarciu z Wielką Brytanią umowy, która uzasadniałaby wyjście Z UE.

Londyńskie gazety The Times oraz Guardian stwierdziły niedawno, że po głosowaniu ws. Brexitu wzrosły w kontynentalnej Europie prounijne nastroje. Media te cytują wyniki sondaży z Niemiec, Danii, Finlandii, Włoch, Holandii oraz Austrii, które potwierdzają tę tezę. Brytyjskie gazety były jednak zbyt selektywne w wyborze badań. Dowody potwierdzające wzrost po referendum prowspólnotowych nastrojów są pobieżne. Nie jest tak, że ludzie obserwujący panujący po głosowaniu chaos zadecydowali, że będą bezpieczniejsi, jeśli nie będą „kołysać łodzią”. Myślą raczej natomiast, że wyjście z UE to jedna z tych rzeczy, które dzieją się w innych miejscach.

W Niemczech na przykład, przeprowadzony na początku miesiąca szeroko cytowany sondaż Infratestu wskazuje na zwiększenia poparcia dla CDU Angeli Merkel z 31 do 34 proc. (w połowie czerwca) oraz spadek notowań eurosceptycznej Alternatywy dla Niemiec z 14 do 12 proc. Notowania Merkel wzrosły natomiast w czerwcu z 50 do 59 proc.

Zinterpretowano to jako skutek Brexitu. Jednak przeprowadzone w tym samym czasie przez INSA/YouGov badanie pokazuje, że poparcie dla CDU nie uległo zmianie (utrzymało się na poziomie 30 proc.), podobnie jak Alternatywy, którą popiera 14,5 proc. respondentów. Badanie Infratestu można wykorzystać do opowiedzenia lepszej historii, jednak partia Merkel ma te same problemy co jeszcze miesiąc temu.

Guardian zacytował także badanie, według którego holenderski polityk Geert Wilders, który określał UE mianem struktury przypominającej sowiecką i chciał wyjścia swojego kraju z jej szeregów, ma najniższe notowania od ostatniej jesieni. Jego Partia Wolności ma jednak identyczne poparcie jak (średnio) w poprzednich 8 miesiącach – chce na nią głosować około jedna trzecia Holendrów.

Łatwo w ten sposób dobierać sondaże, jednak głosowanie ws. Brexitu pokazało, jak można się w ten sposób wprowadzić w stan fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Doszukiwanie się w sondażach oznak wzmocnienia prounijnych partii oraz zadyszki antyunijnych ugrupowań jest kontrproduktywne.

Jednym z powodów dla których UE jest mało spójna jest to, że w każdym z jej krajów dominuje wewnętrzna agenda, a chwilowe zmiany wyników sondaży są napędzane właśnie przez te państwowe dyskursy. Poza tym niektóre polityczne siły, które są często opisywane jako eurosceptyczne mają w rzeczywistości ambiwalentny stosunek wobec Unii. Podczas gdy Wilders i Maine Le Pen z francuskiego Frontu Narodowego (których popularność po referendum nie uległa zmianie) są zdecydowanie antyunijni, austriacki kandydat na prezydenta Norbert Hofer z prawicowej Partii Wolności stara się zaznaczać, że jest zwolennikiem Wspólnoty, pomimo tego, że na podstawie retoryki jego partii można odnieść odmienne wrażenie. – Nie chcę by Austria opuściła UE – powiedział niedawno, ponieważ „byłoby to błędem”.

Wielu obywateli w Holandii chciałoby referendum ws. członkostwa w UE, jednak w przypadku jego realizacji opcja „za pozostaniem” prawdopodobnie wyraźnie by zwyciężyła.

Jedynym względnie klarownym sposobem na ocenę postaw wobec UE jest zadanie bezpośredniego pytania o chęć „wyjścia/pozostania”. Podobny sondaż przeprowadziła w kilku krajach po zakończeniu referendum pracownia YouGov. Okazało się, że dużą przewagę mają zwolennicy pozostania w UE:

Badanie Gallupa w Austrii pokazało natomiast, że za pozostaniem we Wspólnocie jest aż 60 proc. respondentów, podczas gdy przeciwko zaledwie 30 proc. Przeprowadzone we Włoszech badanie Ipsosu wskazuje na przewagę zwolenników UE w stosunku 46 do 28 proc.

Oczywiście początkowe sondaże przeprowadzone na Wyspach również wskazywały na przewagę zwolenników członkostwa. Rząd Davida Camerona przeprowadził nieudaną kampanię, która nie była w stanie przeciwdziałać prostej, emocjonalnej retoryce przeciwników, której uległa większość Brytyjczyków. Tego typu urazy występują we Francji, Holandii, Włoszech oraz innych krajach: UE oraz lokalne elity są postrzegane jako siły, które nie mają kontaktu ze zwykłymi obywatelami, z którymi konsultują się zbyt rzadko. Nieprawdopodobne jest, by politycy powtórzyli błąd Camerona. Po pierwsze, wyciągną zapewne lekcję z brytyjskiego doświadczenia. Po drugie, chwiejąca się brytyjska gospodarka nie będzie w nadchodzących miesiącach najlepszym przykładem. Po trzecie wreszcie, odbierana jako „samolubna” decyzja Brytyjczyków zapewni silny emocjonalny argument przeciwko „wyjściu”.

Badania YouGov pokazują, że ludzie w Niemczech, Francji, Szwecji i Finlandii silnie sprzeciwiają się zaproponowaniu Wielkiej Brytanii hojnej umowy, która gwarantowałaby temu państwu dostęp do wspólnego rynku bez zmuszania jej do udostępnienia innym państwom dostępu do własnego.

Respondenci YouGov, którzy w większości wspierają członkostwo własnych państw w UE wierzą, że Unię mogą opuścić kolejne państwa:

To jednak tylko pozorny paradoks. Wielka Brytania zaskoczyła wynikami referendum nawet własnych obywateli. Inne europejskie nacje byłyby w jeszcze mniejszym stopniu przygotowane na taką ewentualność. Nagle uświadomiły one sobie, że nie wiedzieli, co myślą ich brytyjscy sąsiedzi. Łatwo zrozumieć, dlaczego mogą podejrzewać innych Europejczyków o nieprzewidywalność.

Brexit zasiał tego rodzaju niepewność w całej Europie. Jeśli eurosceptycy mają nadzieję na wzmocnienie tendencji odśrodkowych, jeszcze do tego nie doszło, przynajmniej na razie. Nie udało się też skłonić Europejczyków do zbliżenia się. UE pozostaje ralnym projektem, ponieważ większość należących do niej ludzi odczuwa korzyści z Europy bez granic, gdzie większość zasad jest powszechna, a nie dlatego, że Brexit jest szczególnie przerażający.

>>> Czytaj też: Grecy mimo trwającego do 6 lat kryzysu są 3 razy bogatsi od Polaków. Morawiecki tłumaczy dlaczego