– Wprowadzenie pięcioletniego liceum kształcącego pielęgniarki miałoby miejsce w ramach planów Ministerstwa Edukacji dotyczących nowego kształcenia branżowego – tłumaczy DGP minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Pomysł rządu nie podoba się pielęgniarkom, które uważają, że to kolejny zamach na ich niezależność. – Odbyły się nieoficjalne rozmowy, jednoznacznie odrzuciłyśmy takie rozwiązanie – podkreśla Lucyna Dargiewicz, przewodnicząca Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Związek jest zdania, że zmiana systemu nie byłaby dobra dla pacjentów. – Pielęgniarka to zawód samodzielny, wymagający wysokich kwalifikacji, które mogą zapewnić jedynie studia. To druga osoba po lekarzu, więc musi być profesjonalnie wykształcona – dodaje przewodnicząca Dargiewicz.

Od 2004 roku pielęgniarki, aby znaleźć zatrudnienie w szpitalu, muszą skończyć szkołę wyższą. Jak wyjaśnia resort zdrowia, nauczanie uniwersyteckie pielęgniarek pozostanie, tym bardziej że takie są wymogi unijne. Zdaniem Konstantego Radziwiłła licea miałyby się rozwijać równolegle do uczelni. Czy pielęgniarki z dyplomem szkoły branżowej miałyby pełnić tę samą funkcję co pielęgniarki z wyższym wykształceniem, tego minister nie wyjaśnia. Przyznaje jednak, że rozważa wprowadzenie nowej funkcji – asystenta pielęgniarki.

>>> Czytaj też: TYLKO NA FORSAL: Leki bez recepty obniżają koszty działalności? To możliwe

Pielęgniarki zgadzają się, że przydałaby im się pomoc w wykonywaniu prostych czynności, takich jak nakarmienie pacjenta, zmiana pościeli lub przewiezienia na badania itd. Jednak na tym ich ugodowość się kończy. Zauważają, że aby nakarmić pacjenta, wystarczy szkolenie, nie potrzeba liceum.

Resort przekonuje, że stworzenie edukacyjnej ścieżki licealnej dla przyszłych pielęgniarek nie umniejszałoby roli, jaką odgrywają w systemie.

W ocenie ministra powinno się w jeszcze większym stopniu wykorzystywać ich potencjał. – Warto podkreślić rolę, jaką pełni pielęgniarka w dobrze funkcjonującej służbie zdrowia. Jest nie tylko pomocnikiem lekarza, ale też samodzielnym profesjonalistą umiejącym rozwiązać wiele problemów – ocenia Konstanty Radziwiłł. I dodaje, że należałoby zmienić świadomość pacjentów, którzy zwłaszcza w dużych miastach uważają, że np. kiedy pojawia się ból po lewej stronie klatki piersiowej, to jedynym ratunkiem i rozwiązaniem jest jak najszybsze dotarcie do kardiologa.

– A to nieprawda. Pierwszym kontaktem powinni być dobrze przygotowana pielęgniarka lub lekarz rodzinny, którzy zdecydowaliby, co dalej. I dopiero potem ewentualnie lekarz specjalista – podsumowywał Radziwiłł.

Co do jednego obie strony są zgodne: brakuje nam białego personelu. W Polsce (dane Eurostatu za 2013 r.) na 100 tys. mieszkańców przypada 527 pielęgniarek, gdy średnia unijna wynosi 652. Zdaniem prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych Zofii Małas (rozmowa poniżej), która też krytykuje edukacyjny pomysł resortu, głównym problemem odpowiadającym za niedobory personelu są warunki pracy i dramatycznie niskie pensje. Jeśli się tego nie zmieni, nadal będzie brakować chętnych do tej profesji. Wiele absolwentek kończących studia pielęgniarskie nie ma zamiaru podejmować pracy w zawodzie. Połowa nie odbiera nawet uprawnień.

Te, które zamierzają nosić czepek, często wyjeżdżają pracować za granicą. Peter Carter, prezes Royal College of Nursing z Wielkiej Brytanii, podczas Europejskiego Kongresu Medycznego poświęconego kłopotom z niedoborem kadry medycznej przyznawał, że w Wielkiej Brytanii nasze siostry cieszą się świetną opinią. – Z Anglii pielęgniarki wyjeżdżają do USA lub Australii, bo tam mają lepsze warunki pracy. A nasze warunki są zachęcające dla polskiego personelu – tłumaczył Carter. Na Wyspach, zgodnie ze standardami, mają pod opieką 10 pacjentów, w Polsce od 20 do 40.

Zdaniem brytyjskiego eksperta to powinna być wskazówka dla Polski, jakie należy podjąć kroki, żeby zatrzymać na miejscu wyspecjalizowaną kadrę. W Wielkiej Brytanii w tym celu wprowadzono większe uprawnienia dla pielęgniarek – m.in. mogą wypisywać recepty i ordynować leki. – To się sprawdza, ich wykształcenie jest tańsze niż lekarzy, a dzięki temu mogą ich odciążać – mówił brytyjski ekspert.

Resort zdrowia przekonuje, że podobne zmiany stopniowo będą wchodzić w życie. Niedawno została wprowadzona możliwość wypisywania recept przez pielęgniarki. A ich pensje poszły w górę.

>>> Czytaj też: Szpitale mają za dużo lekarzy. Wywiad z Jakubem Szulcem