Innowacje w Izraelu zdają się jak ulał ilustrować model diamentu opracowany przez harvardzkiego profesora Michaela Portera. Są one z jednej strony wynikiem reakcji na deficyty w postaci niesprzyjającego klimatu, wrogiego otoczenia i braku surowców naturalnych (poza niedawno odkrytymi złożami gazu), z drugiej zaś obfitości talentów i zasobów finansowych rekompensujących z nadwyżką te niedobory.

To izraelska firma Netafim (przychody 0,8 mld dol.) jest globalnym liderem oszczędzającego wodę systemu nawadniania kropelkowego, a izraelskie firmy przodują w rozwiązaniach w zakresie cyberbezpieczeństwa.

W Izraelu udało się stworzyć ekosystem innowacji gdzie inkubatory przedsiębiorczości, młode firmy, instytucje, naukowcy i inwestorzy podejmują synergiczne działania, choć regulacje państwowe nie zawsze są pomocne.

Co roku powoływanych jest tam do życia kilkaset startup-ów, a rokiem rekordowym był 2014, kiedy pojawiło się prawie 1000 młodych firm. Najwięcej rozpoczynało działalność w obszarze komunikacji (28 proc.), rozwiązań w sieci (32 proc.) i IT (19 proc.). A więc gros startup-ów to przedsięwzięcia z zakresu zaawansowanych technologii, co jest zdecydowanie specyfiką tego kraju.

Inwestycje venture capital w około 700 izraelskich spółek technologicznych osiągnęły w zeszłym roku sumę 4,4 mld dolarów, czyli 30 proc. więcej niż rok wcześniej i 20 razy więcej niż w Australii. Suma ta wg IVC Research Centre, nie obejmuje wydatków Google, Facebooka, Oracle, Intela i innych międzynarodowych korporacji posiadających centra badawcze w Izraelu.

Mimo wzrostu liczby i wartości inwestycji nie rośnie jednak zatrudnienie – spółki technologiczne dają pracę 12 proc. czynnych zawodowo osób, a istotną barierą wzrostu jest podaż inżynierów i informatyków, których w 50 proc. zagarnęli technologiczni potentaci.

Izrael, państwo z populacją mniejszą niż Nowy Jork (8,5 mln), ma na technologicznej giełdzie Nasdaq najwięcej po USA i Chinach własnych spółek. W przeliczeniu per capita kraj może się pochwalić największą na świecie wartością inwestycji technologicznych, największa liczbą startup-ów, naukowców, specjalistów i patentów, a sektor technologiczny tworzy aż 18 proc. rocznego dochodu narodowego i 30 proc. wartości eksportu. Nic dziwnego, że przylgnęła do Izraela etykieta „Startup Nation”, do czego w dużym stopniu przyczyniła się książka – bestseller opublikowana pod właśnie takim tytułem w 2009 roku.

Udział wydatków na badania i rozwój w PKB ŁRPaństwo nad Jordanem na badania i rozwój (R&D) wydaje nieproporcjonalnie dużo w porównaniu ze średnią krajów OECD – 4,2 proc. wobec 2,2 proc. PKB), a wysokością dorównuje mu tylko Korea Południowa.

Izraelski rząd każdego roku przeznacza równowartość pół miliarda dolarów na startupy wspierające firmy w obszarze badań, rozwoju i technicznych innowacji, dokładając aż 7 dolarów do każdego wyłożonego przez prywatnych inwestorów. Działa to jak magnes dla firm technologicznych, badaczy i inwestorów.

Efektywność pracujących w instytutach i uniwersytetach naukowców nie jest, co bywa światowym standardem, mierzona ilością publikacji i cytowań, ale uzyskanych patentów.

Co więcej, mimo że te ostatnie pozostają własnością uczelni czy ośrodków naukowych badacze i twórcy patentów otrzymują 60 proc. dochodów z nich płynących.

Nic dziwnego, że takie wyróżnienie obszaru technologicznego ponad inne dziedziny przyciąga do tej sfery nieproporcjonalnie dużo talentów, które skupiają się na kreowaniu użytecznych rozwiązań i produktów. Dodatkowo w każdej jednostce naukowej powołano do życia Biuro Transferu Technologii, które wspiera naukowców w uzyskiwaniu patentów oraz komercjalizacji wynalazków i innowacji.

Taka polityka przyczynia się też do promowania edukacji – 45 proc. populacji Izraela ma przynajmniej stopień licencjata, co stawia państwo wśród najbardziej wykształconych krajów naszego globu.

Fakt, że wspieranie technologicznych startup-ów opłaci się państwu udowadnia zainicjowany w latach 90-tych program Yozma, który utworzył w oparciu o 100 mln dolarów fundusze venture capital inwestujące w innowacyjne firmy, przyciągając drugie tyle od prywatnych i zagranicznych inwestorów dzięki państwowym gwarancjom. Po kilku latach państwo odsprzedało swoje udziały w inwestycji z 50 proc. zyskiem, ale program funkcjonował dalej. OECD oceniło go jako najbardziej oryginalny i trwały mechanizm wspierania innowacji.

Jeden tylko cień kładzie się na rządzie – regulacje. W międzynarodowych rankingach jak np. 2015 World Bank “Doing Business” Report Izrael wypada słabo pod względem przyjaznych rozwiązań dla prowadzenia biznesu.

Jerozolimski Kohelet Economic Forum w raporcie podaje z kolei: złożoność procedur, państwową kontrolę, obciążenia administracyjne i wewnętrzny protekcjonizm tzn. ochronę dużych, często państwowych lub rodzinnych konglomeratów jako bariery lokujące Izrael na szarym końcu spośród krajów OECD. Dochodzą do tego utrudnienia wizowe przy ściąganiu pracowników z zagranicy, pozostające w mocy mimo lobbyingu dużych firm.

Ważnym czynnikiem rozwoju firm technologicznych jest armia, w której służy każdy Izraelczyk. Szczególną rolę odgrywają jednostki wywiadu nasycone wysoką technologią. Ważne miejsce zajmuje owiana tajemnicą jednostka oznaczona numerem 8200. Forbes szacuje, że na bazie jej ekspertów powstało dotąd około 1000 firm technologicznych.

Ważnym czynnikiem rozwoju firm technologicznych jest armia (podobnie jak w USA), w której służy każdy Izraelczyk. Ten staż wyrabia w młodych ludziach umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach i współdziałania, odporność na stres i porażki – cechy, które przydają się w cywilnym i biznesowym życiu.

Szczególną rolę odgrywają jednak jednostki wywiadu nasycone wysoką technologią, która pomagała wygrywać wojny z teoretycznie silniejszymi przeciwnikami. W tym kontekście ważne miejsce zajmuje owiana tajemnicą jednostka oznaczona numerem 8200.

Według magazynu Forbes zatrudnia ona ok. 5000 specjalistów pracujących nad najnowocześniejszymi rozwiązaniami technologicznymi. To oznacza, że jej „weteranami” jest co najmniej kilkadziesiąt tysięcy wysoko wykwalifikowanych osób z wysokimi kompetencjami technicznymi i cyfrowymi (wśród nich najwyższej klasy hakerzy). Forbes szacuje, że na ich bazie powstało dotąd około 1000 firm technologicznych.

źródło: Inne

Kilka przykładów: CyberArk, firma, która na Nasdaq wyceniana jest na 1,5 mld dol., CheckPoint specjalizująca się w oprogramowaniu typu firewall z kapitalizacją rynkową na poziomie 14 mld dol., Wix o wartośći 1 mld dol. tworzący narzędzia do samodzielnej budowy programów i stron w sieci.

Znaczący jest przykład Kiry Radinsky, 29 latki, która uhonorowana została przez ministerstwo obrony medalem za dokonania w dziedzinie bezpieczeństwa. Opracowała algorytm, który identyfikuje w sieci sygnały wczesnego ostrzegania o zamachach, epidemiach, zamieszkach i innych działaniach o charakterze terrorystycznym. Obecnie w cywilu prowadzi ona firmę SalesPredict, gdzie tworzy modele predyktywne zachowań klientów dla wielu firm.

Były dowódca jednostki 8200 Nadav Zafrir poszedł o krok dalej i sam założył inkubator firm związanych z cyberbezpieczeństwem – Team8. Obecnie prowadzi firmę Indegy dostarczającą oprogramowanie dla ochrony infrastruktury przemysłowej.

Wiele izraelskich startup-ów zostało kupionych za setki milionów dolarów przez takich gigantów jak Microsoft, Facebook czy PayPal, który przecież zupełnie niedawno sam był startup-em.

Izraelski sektor technologii finansowych (fintech) wywodzi się również z wojskowych rozwiązań w dziedzinie bezpieczeństwa. Funkcjonuje w nim ponad 400 firm. Skupiają się one głównie na aplikacjach IT dotyczących big data, zarządzania ryzykiem, bezpieczeństwem i przeciwdziałania wyłudzeniom.

Wyzwaniem dla fintechów jest chroniony przez ustawodawstwo duopol bankowy Leumi i Hapoalim, co w połączeniu z niewielkim rynkiem wewnętrznym skutkuje umiędzynarodowieniem firm lub ich przenosinami głównie do USA. Tam mogą być przedmiotem przejęcia, jak to się stało na przykład z BillGuard wykupionym przez innego gracza branży pożyczek społecznościowych ProsperMarketplace. Siła sektora przyciąga inwestorów – w roku 2015 inwestycje w fintechy stanowiły 12 proc. całkowitej wartości inwestycji w Izraelu.

Wiele izraelskich fintechów stało się światowymi liderami w swojej dziedzinie, np.:

– Actimize – walka z wyłudzeniami w sieci,

– FundTech – bankowość transakcyjna (przejęty przez Kanadyjski D+H za 1,2 mld dolarów),

– Trusteer – walka z cyberprzestepczością,

– Sapiens – ubezpieczenia.

Niebagatelną rolę w „narodzie startup-ów” odgrywa jego imigracyjna struktura. Napływ Rosjan oraz przedstawicieli diaspory z Azji i Afryki (28 proc. społeczeństwa) tworzy dobrą glebę do innowacji.

W najmniejszym stopniu niestety włączeni są w to Arabowie, którzy stanowią 20 proc. ludności Izraela i tylko 3 proc. pracowników sektora technologicznego. Pojawiają się postulaty, żeby poprzez zatrudnienie ich zmniejszyć niedobory specjalistów w branży – szkopuł w tym, że Arabowie nie służą w izraelskiej armii i rzadko studiują matematykę.

Wielu Izraelczyków studiuje natomiast i prowadzi firmy w USA czy Wielkiej Brytanii, nie mają więc trudności w poruszaniu się na globalnym rynku – CyberArk pierwotnie miała siedzibę w Bostonie.

Czy izraelski ekosystem startup-ów można więc uznać za sukces? Jeśli mierzyć ten fenomen miarą liczby powołanych do życia firm to nie ma żadnej wątpliwości. Studium izraelskiego IVC Research Center i Reversexit dowodzi jednak czego innego. Jedynie działalność 4 proc. startup-ów można uznać za rynkowy sukces. Aby tego dowieść przebadano w latach 1999-2014 10 tys. młodych firm.

  • 46 proc. firm zakończyło działalność, z czego 14 proc. zostało przejętych, ale tylko polowa z nich dała zwrot inwestorom.
  • Średni czas funkcjonowania firmy do upadku to nieco ponad 3 lata.
  • Z ponad 5000 firm, które działały dalej tylko 2,5 proc., czyli 135, uznano za udane przedsięwzięcie

W badaniach poprzeczkę ustawiono wysoko – za sukces uznano osiągnięcie przychodów w wysokości 100 mln dolarów i zatrudnienia co najmniej 100 osób. Gdyby kryterium obniżyć do 50 mln dolarów, 6 proc. firm osiągnęłoby sukces. Oczywiście wskaźnik sukcesu w odczuciu bardzo wielu przedsiębiorców wygląda inaczej, jeśli zarobili na swoich startup-ach milionowe fortuny. Autorzy raportu przyjmują jednak za punkt odniesienia korzyści dla całej gospodarki (zatrudnienie, eksport, podatki).

Tylko 9 proc. startup-ów w Izraelu staje się spółkami publicznymi. W USA to 20 proc.

Badania Milken Institute z 2012 r. zwracają uwagę, że izraelscy przedsiębiorcy szybko próbują monetyzować swoje innowacje sprzedając firmy – tylko 9 proc. startup-ów staje się spółkami publicznymi osiągając średnią wartość 32 mln dol. na pierwszej sesji giełdowej – to tak jakby zrywać niedojrzałe jeszcze owoce. W USA to odpowiednio 20 proc. i 237 mln dol.

To się może zmienić jeśli rząd zliberalizuje sztywne regulacje i obniży bariery wchodzenia na giełdę (na której dominują firmy krajowe o niskiej światowej zdolności konkurencyjnej) oraz zacznie bardziej wspierać generowanie innowacji poza sektorem wojskowym (poprzez fundusz majątku narodowego oparty o sektor gazowy). Wtedy jest szansa, że z obfitego grona startup-ów wyrośnie kilku Goliatów, którzy zaliczeni zostaną do największych firm globu 500 Fortune.

Na razie znacznie większą liczbą globalnych firm mogą pochwalić się porównywalne pod względem potencjału ludnościowego i innowacji Dania, Szwecja oraz Szwajcaria. W państwie Dawida nadszedł więc czas, aby ze startup nation przeistoczyć się w scale-up nation – gospodarkę skali.