Pracownicy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej zalewali brytyjski rynek pracy, unijne fundusze pomogły wybudować sieć autostrad w Polsce, a eksport regionu kwitł dzięki zasadom wolnego handlu. Niepewność związana z Brexitem postawiła to wszystko pod znakiem zapytania. Nie wiadomo co dalej z rzeszą 1,5 mln imigrantów z Europy Wschodniej mieszkających na Wyspach. Niepewny jest też przyszły kształt unijnego budżetu i zasady handlowe, jak zostaną przyjęte po opuszczeniu wspólnoty przez Wielką Brytanię. Wiadomo jednak, które państwa Brexit zaboli najbardziej.

“Litwa, Łotwa, Węgry i Polska to kraje najbardziej narażone na negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej” – mówi Aarti Sakhuja, analityk S&P Global Ratings. Wszystko przez dużą populację migrantów z tych państw żyjących na Wyspach, pokaźne przekazy pieniężne, powiązania handlowe i rola środków unijnych w finansowaniu inwestycji w wymienionych krajach – wymienia Sakhuja.

>>> Czytaj też: Złoty najsłabszą walutą regionu. Dlaczego inni otrząsnęli się po Brexicie, a Polska nie?

To właśnie Polacy i Rumuni stanowią najliczniejszą grupę imigrantów zarobkowych w Wielkiej Brytanii. Szukający pracy i wyższych zarobków Polacy zaczęli tu przyjeżdżać w 2004 roku, po wejściu Polski do UE. Rumunii otrzymali dostęp do brytyjskiego rynku pracy w 2014 roku. Jak na razie los imigrantów na Wyspach jest niejasny. Philip Hammond, nowy minister finansów, apeluje już do sekretarza ds. Brexitu Davida Davisa, by zadbał o zapewnienie jak najszerszego dostępu do wspólnego rynku. Cel ten prawdopodobnie będzie wymagał osiągnięcia kompromisu w sprawie utrzymania swobodnego przepływu pracowników między krajami UE.

Choć Polacy pracujący na Wyspach wysyłają do kraju najwięcej pieniędzy ze wszystkich państw regionu Europy Wschodniej, wartość przekazów stanowi tylko niewielki odsetek wartej 471 mld dol. gospodarki Polski. Przepływy pieniężne mają zdecydowanie większe znaczenie dla państw takich jak Łotwa, której PKB to mniej niż jedna dziesiąta polskiego.

W kontekście handlu, do Wielkiej Brytanii najwięcej eksportują Czechy i Łotwa - po ok. 4 proc. wartości eksportu – wynika z szacunków S&P. Analitycy Erste Group Bank twierdzą jednak, że szok handlowy w państwach tej części Europy jest mało prawdopodobny, bo kraje te w dużym stopniu polegają na transakcjach z innymi partnerami handlowymi w UE.

“Największy cios w gospodarki państw w Europie Środkowej i Wschodniej nie będzie wywołany przez możliwe pogorszenie się bezpośrednich stosunków handlowych z Wielką Brytanią” – piszą analitycy Erste w raporcie wydanym dzień po brytyjskim referendum. Według nich, większym zagrożeniem będzie spowolnienie gospodarcze w całej Unii.

Wielką niewiadomą są w końcu fundusze unijne. Pod tym względem na prowadzenie wysuwa się Polska, która z budżetu UE na lata 2014-2020 otrzymała już 114,7 mld euro dotacji. Trzeba jednak podkreślić, że Wielka Brytania będzie nadal wpłacać składki do unijnego budżetu aż do czasu zamknięcia procedury wyjścia z UE, czyli jeszcze co najmniej przez dwa lata od momentu jej rozpoczęcia. Nawet po tym czasie Londyn może zostać zobowiązany do dorzucania się do wspólnej puli, by utrzymać dostęp do unijnego rynku.

Dodatkowym czynnikiem ryzyka dla państw takich jak Polska czy Węgry jest ich nasilająca się wrogość wobec UE i pogarszające się stosunki z unijnymi instytucjami. Zwiększa to prawdopodobieństwo obniżenia transferów z budżetu UE.

„Najważniejszym czynnikiem w długim terminie będzie to, czy Unia zredukuje finansowanie regionu po wygaśnięciu obecnego budżetu. Fundusze strukturalne i fundusze spójności mogą zostać znacząco ograniczone, szczególnie jeśli główni beneficjenci będą zajmować coraz ostrzejsze stanowisko w sprawie unilateralizmu w regionie” – mówi Sakhuja.

>>> Czytaj też: Najbardziej i najmniej zadłużone państwa Europy. Zobacz najnowsze dane