Uchwalony w kwietniu tego roku Kodeks Przetargowy to jeden ze zbiorów przepisów, którego celem - jak zapowiadał rząd - było uproszczenie procedur i zapewnienie ich przejrzystości, a co za tym idzie - ożywienie wychodzącego z kryzysu kraju. Jednak zamiast tego, jak podkreśla gazeta, legislacyjny "bubel" wywołał chaos i doprowadził do znacznego spadku wartości realizowanych przetargów publicznych.

Publicysta mediolańskiego dziennika ocenia, że taka korekta jest "upokarzająca". W Kodeksie, który sarkastycznie nazywa "arcydziełem", znalazły się wszelkie możliwe błędy: gramatyczne, ortograficzne, interpunkcyjne, drukarskie, niewłaściwe sformułowania i dowody zwykłego niedbalstwa. Niektóre dotyczą tak istotnych i wymagającej całkowitej precyzji kwestii, jak podatki i zasady kontraktów.

I tak na przykład w jednym z artykułów zamiast "wykopalisk archeologicznych" (wł. reperti), pojawiło się sformułowanie "biegli archeologiczni" (wł. periti). Powodem pomyłki mogło być podobieństwo dźwiękowe obu słów.

Gazeta przytacza opinie ekspertów , którzy odnotowali, że korekta dotyczy 44 proc. tekstu. "To zaś oznacza, że przez trzy miesiące branża miała do czynienia z kodeksem, który nawet trudno przeczytać" - stwierdzili.

Na zakończenie artykułu jego autor pisze, że przepisy opracowali wysocy urzędnicy rządowi, którzy zarabiają znacznie więcej niż ich najwyżsi rangą koledzy w Białym Domu.(PAP)