Nowa brytyjska premier Theresa May spotkała się w środę z niemiecką kanclerz Angelą Merkel. Celem tego spotkania było rozpoczęcie nieformalnych rozmów na temat Brexitu. Pytanie, które należy zadać przy tej okazji, brzmi: jakie pozycje negocjacyjne mają dziś May i Merkel?

Wydaje się, że obie przywódczynie nie będą ulegały emocjom, a rozmowy będą prowadzone w imię interesów. Zobaczmy zatem, jak bardzo Wielka Brytania i Unia Europejska wzajemnie się potrzebują.

Zwolennicy Brexitu zakładają, że Unia Europejska ostatecznie pozwoli Wielkiej Brytanii na dostęp do wspólnego rynku bez wymagania nieskrępowanego przepływu pracowników. Wielka Brytania jest piątą największą na świecie gospodarką i dziewiątą największą gospodarką eksportową globu. Kto chciałby pogorszyć swoje stosunki z krajem o tak dużym znaczeniu ekonomicznym – argumentował obóz zwolenników rozwodu Londynu z Brukselą.

Można byłoby to osiągnąć, gdyby Wielka Brytania przyjęła opcję norweską, czyli członkostwo w Europejskim Obszarze Gospodarczym. Co prawda nakładałoby to na kraj pewne zasady narzucone przez UE i określone zobowiązania finansowe, ale dawałoby jednocześnie „hamulec bezpieczeństwa” jeśli chodzi o cztery wolności Unii Europejskiej – wolność przepływu osób, dóbr, usług i kapitału. Wynegocjowanie takiej umowy byłoby stosunkowo łatwe, gdyż nie wymagałoby wielu zmian wobec status quo. Zwolennicy Brexitu mogą jednak nie zaakceptować takiego rozwiązania z jednego powodu. Kraje Europejskiego Obszaru Gospodarczego, które nie są członkami UE, czyli Norwegia, Islandia i Lichtenstein, przyjmują więcej imigrantów z UE niż Wielka Brytania relatywnie do wielkości populacji.

Jeśli to gotowe rozwiązanie jest nie do zaakceptowania, wówczas UE i Wielka Brytania muszą negocjować inne warunki.

Można by pomyśleć, że deficyty handlowe Wielkiej Brytanii z największymi gospodarkami UE – Niemcami, Francją, Włochami, Hiszpanią i Polską – będą poważnym argumentem na rzecz dania Wielkiej Brytanii dobrego dostępu do ich rynków, gdyż kraje te najpewniej chciałyby zachować osiągane z tego tytułu korzyści. Pamiętajmy jednak, że nadwyżka w handlu jeśli chodzi o Niemcy, Francję, Włochy, Hiszpanię i Polskę dotyczy jedynie dóbr. Dla wielu partnerów handlowych Wielkiej Brytanii potencjalne straty z utraty brytyjskiego rynku mogłyby zostać zrekompensowane wykluczeniem Wielkiej Brytanii z rynku usług. Wielka Brytania bowiem notuje nadwyżki handlowe z większością krajów UE jeśli chodzi o sprzedaż usług (Francja i Hiszpania są tu wyjątkiem, ponieważ kraje te częstym celem odwiedzin brytyjskich turystów).

Negocjacje zatem będą prowadzone branża po branży, z wieloma kompromisami, nierzadko bolesnymi dla Wielkiej Brytanii, która prawdopodobnie ma więcej do stracenia niż Europa jeśli chodzi o bariery celne.
W ubiegłym roku think thank Open Europe podjął próbę kalkulacji wpływu Brexitu na brytyjskie branże eksportowe. Oto, co się z tego wyłania:

W niektórych branżach, takich jak motoryzacyjna, największe gospodarki Europy są narażone na straty z tytułu zmniejszenia dostępu do brytyjskiego rynku. Niemcy notują w tym obszarze nadwyżkę handlową z Wielką Brytanią wysokości 28,3 mld euro. Branża ta nie może zostać zignorowana przez Angelę Merkel, biorąc pod uwagę silne lobby motoryzacyjne w Berlinie.

Nie wiadomo, jak wprowadzenie 10-proc. cła na import samochodów wpłynęłoby na poziom sprzedaży aut. Trzeba też pamiętać, że niemieckie firmy motoryzacyjne opierają się na zintegrowanych łańcuchach produkcyjnych. Wprowadzenie dodatkowych barier zakłóciłoby ich funkcjonowanie. Niemcy, i w mniejszym stopniu Francja, która także notuje nadwyżki handlowe w branży motoryzacyjnej, są zainteresowane utrzymaniem obecnych warunków.
Prawdopodobnie jest to największy argument przetargowy dla Theresy May, ale dla innych krajów UE – poza Niemcami i Francją – nie ma aż tak dużego znaczenia. Bezcłowy import samochodów do Wielkiej Brytanii z UE nie byłby tak ważny dla Europy, jak ważny dla Wielkiej Brytanii byłby bezcłowy obrót usługami ubezpieczeniowymi i finansowymi z Europą.

Usługi stanowią ok. 40 proc. eksportu Wielkiej Brytanii, a 37 proc. z tego idzie do krajów Unii Europejskiej. Pozycja Wielkiej Brytanii może być tu zagrożona. Londyn jest tradycyjnym centrum dla międzynarodowych banków. Gdy banki zaczną rozważać inne opcje, co już po części się dzieje, Niemcy, Luksemburg czy Irlandia mogłyby przejąć część funkcji Londynu, który będzie już poza europejskim rynkiem.

Ryzyko zniszczenia brytyjskiego sektora finansowego sprawia, że pozycja negocjacyjna Theresy May jest słabsza. Wie o tym zarówno ona sama, jak i Angela Merkel. Wielka Brytania nie może przystąpić do negocjacji, nie mając specjalnego rozwiązania jeśli chodzi o Londyn. Sprawia to, że opcja norweska jest coraz bardziej prawdopodobna – niezależnie od tego, jak bardzo nie chce jej obóz zwolenników Brexitu.

>>> Czytaj też: Trump: USA nie zagwarantują automatycznej obrony sojusznikom z NATO