W piątek wieczorem 18-letni Niemiec pochodzenia irańskiego zastrzelił w centrum handlowym w Monachium dziewięć osób, a następnie popełnił samobójstwo. Ponadto w strzelaninie 21 osób doznało obrażeń. 16 z nich jest nadal hospitalizowanych. Stan trzech rannych jest nadal ciężki. Napastnik działał prawdopodobnie w pojedynkę.

"Ocena działania służb w tej sytuacji powinna być bardzo wysoka, szybko podjęto działania, zaangażowano niezwykłą ilość funkcjonariuszy wielu służb. Łącznie z tymi, które potencjalnie zapobiegają rozwojowi zdarzeń. Zdajmy sobie sprawę, że wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia ze zdarzeniem typu active shutter (pod wpływem silnych emocji, bez politycznego kontekstu-PAP) i nie znamy jeszcze w tej chwili etiologii tego postępowania, czyli powodu, dla którego sprawca podjął działanie. Oczywiście łatwo ulec kalce, że to np. działanie Państwa Islamskiego, ale to się nie potwierdza przy informacjach, które mamy" - mówił Cieślak.

Jak zaznaczył, służby już w trakcie przebiegu samego zamachu jednak są zobligowane do wzięcia pod uwagę scenariusza rozszerzenia się ataku lub ataku symultanicznego. "Więc fakt powołania tak dużej ilości funkcjonariuszy, zamknięcia miasta, które powoduje, że potencjalny sprawca nie mógłby się łatwo przemieścić, jego działanie byłoby utrudnione, jest istotny" - zaakcentował ekspert.

Podkreślił, że na to nakłada się umiejętność reagowania na panikę, która wybucha. "Bo zdajmy sobie też sprawę, że wczorajsze doniesienia o kilku sprawcach, o zajętych miejscach, zakładnikach są często efektem masowej paniki, której ulegamy przy zdarzeniach, które nas zaskakują, mają ten charakterystyczny dla zamachów terrorystycznych przebieg. W związku z czym nawet, kiedy finalnie okazuje się, że z terroryzmem klasycznym o podłożu politycznym nie mamy do czynienia, taka panika powoduje konieczność działania na wielu obszarach. Co oznacza zaangażowanie wielu funkcjonariuszy, którzy muszą każdy taki sygnał sprawdzić" - ocenił Grzegorz Cieślak.

Jego zdaniem kluczowym czynnikiem w takich sytuacjach jest też edukacja społeczeństwa i w Centrum Badań nad Terroryzmem od dawna oceniają, że w Polsce jest wiele do zrobienia w tym zakresie.

"Bo rzeczywiście fakt nauczenia się reagowania na ten skutek działania sprawcy jest nie do przeceniania. Wynika to z faktu, że tego, czy coś jest aktem terrorystycznym dowiemy się tak naprawdę dopiero z przewodu sądowego. W większości krajów europejskich fakt, czy jakieś przestępstwo ma charakter terrorystyczny jest opisany w kodeksach w takiej formule, że staje się nim, kiedy intencja sprawcy pozwala zakładać, że to terrorysta. Samo posiadanie bomby, pistoletu czy użycie substancji niebezpiecznej jeszcze nikogo nie uczyniło przestępcą terrorystycznym" - mówił ekspert.

Cieślak podkreśla, że kluczowe jest nauczenie się jak działać w momencie, kiedy jeszcze nie wiemy z czym mamy do czynienia, bo pod tym względem działanie każdej ze służb zawsze jest spóźnione. "Możemy oczywiście mówić o szerszym zaangażowaniu wywiadu, wczesnej identyfikacji czy próbach przeciwdziałania. Ale kraje, które mają niezwykle efektywne systemy bezpieczeństwa też mają do czynienia ze zdarzeniami" - zauważył.

I wówczas właśnie zaczyna - jak podkreślił - odgrywać rolę edukacja, tzn. sposób działania obywatela w miejscu zajścia. "Czy właściwie się relokuje, ewakuuje, powiadamia policję nie konfabulując, przekazuje prawidłowe dane. Czy umie zachować się w sytuacji, w której środek, którym posługuje się sprawca nas zaskakuje" - wymieniał Cieślak.

"Tu widzimy przykład tej nicejskiej ciężarówki. Nie jest to bowiem zdarzenie nowe i sposób reagowania w tych przypadkach został już opisany, ale tak naprawdę chyba poza Izraelem nie został nigdzie adaptowany. Zdajmy sobie sprawę, że wszędzie tam, gdzie w tę infrastrukturę i kompromis między oddawaniem swobód obywatelskich a działaniem służb nie zainwestowaliśmy, te luki wypełnia właśnie edukacja i znajomość sposobów reagowania na zdarzenie przez obywatela" - podsumował ekspert. (PAP)