Ryanair wydał oświadczenie, w którym informuje o zmniejszeniu zaangażowania w brytyjskich portach lotniczych, a większego rozwoju tych położonych na kontynencie. Tania linia planuje też ograniczyć częstotliwość połączeń oraz wykorzystywać mniejsze samoloty na trasach do Wielkiej Brytanii. Redukcje dotkną zwłaszcza Londyn – Stansted oraz Luton i Gatwick.

Z kolei EasyJet notuje straty związane z taniejącym funtem, który od czasów decyzji o Brexicie stracił 12 proc. swojej wartości. Duża część kosztów przewoźnika musi być płacona w dolarów i euro, stąd słaba brytyjska waluta ciąży taniej linii. Mimo rosnących kosztów EasyJet nie zamierza na razie zmniejszać zaangażowania w Wielkiej Brytanii.

Obie linie lotnicze aktywnie występowały w kampanii przeciwko Brexitowi. Zgodnie twierdziły, że decyzja o wyjściu z UE spowoduje wzrost cen biletów lotniczych.

>>>Czytaj więcej: Ryanair rezygnuje z Oslo. Nowy podatek niszczy norweską turystykę?

Przed rządem w Londynie stoją obecnie wyzwania renegocjacji traktatów o transporcie lotniczym. Opuszczenie UE sprawi, że negocjacje będą konieczne, tak aby linie lotnicze mogły swobodnie latać między wyspami a Unią. Nowe ograniczenia z pewności podniosą koszty, które będą musiały ponieść linie lotnicze, a te z kolei przerzucą je na pasażerów.

W tle rozmów z UE jest jeszcze decyzja o budowie nowego pasa na lotnisku Heathrow i Gatwick. Tak duże inwestycje muszą być zatwierdzone przez brytyjski rząd, który ma decydujący głos w tej sprawie.

Jeśli ruch lotniczy znacząco spadnie, to być może takie inwestycje okażą się zbędne.

>>>Czytaj więcej: Ryanair uderza na lotnisko Chopina. Irlandczycy podbijają Warszawę

Zamachy terrorystyczne we Francji i Niemczech, słaby funt i Brexit skutecznie odstraszają brytyjskich turystów. Tanie linie zamiast podnosić ceny obniżają je, aby zachęcić do podróżowania. Same jednak odnotowują straty.