Marcowe porozumienie UE-Turcja o readmisji migrantów to część większego układu o wsparciu finansowym i zniesieniu wiz dla Turków w zamian za pomoc w powstrzymaniu napływu migrantów i "nikt nie może zarzucić Ankarze, że nie wywiązuje się ze swojej części umowy" - przypomina komentator niemieckiego dziennika Reinhard Mueller.

Uważa on za zrozumiałe, że turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan domaga się teraz od UE, by i ona wywiązała się ze swoich zobowiązań wobec Ankary - zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę "silną pozycję Turcji i niezdolność Unii, zwłaszcza największych europejskich państw, do samodzielnej ochrony zewnętrznych granic i kontrolowania imigracji".

Jednak "Turcja ucieka się do gróźb, bo wydaje się jej, że może sobie na to pozwolić". "Już to pokazuje, że (UE) zbyt często i zbyt daleko wychodziła dotąd naprzeciw reżimowi w Ankarze. Tłumiąc próbę puczu, który wyraźnie był mu na rękę, Erdogan wreszcie zrzucił maskę" - podkreśla "FAZ".

Czystki przeprowadzone w krajowym wymiarze sprawiedliwości, administracji i armii pokazują, że Turcja "pali mosty łączące ją ze społecznością Zachodu" - zauważa Mueller. "Nie chodzi już nawet o populistyczne postulaty przywrócenia kary śmierci, choć już to wystarczyłoby do całkowitego zniweczenia wszelkich perspektyw na członkostwo (Turcji) w UE. Nie, chodzi o biologistyczno-patologiczną gadaninę o +ciele narodu+, które należy oczyścić, oraz o żarliwy brak poszanowania dla praw podstawowych i podziału władzy; w ten sposób Erdogan wkracza na drogę (...) despotyzmu" - zaznacza publicysta.

"FAZ" podkreśla, że w obecnej sytuacji kraj taki jak Turcja "nie może być partnerem". "Podstawą do wychodzenia sobie naprzeciw musi być powrót (Turcji) do rządów prawa. Zapowiedź Erdogana, że nie będzie obrażał się za każdą satyrę na swój temat, to zaledwie powiew nowego początku" - pisze komentator gazety.

"Porozumienie o migrantach, jak każda umowa, bazuje na wspólnym fundamencie. Gdy go zabraknie, całość staje się nieważna. Niech Erdogan grozi lub wypowiada (umowę). UE i tak musi, po raz kolejny, wziąć swój los we własne ręce" - konkluduje publicysta "Frankfurter Allgemeine Zeitung". (PAP)