Rosyjska gazeta cytuje wicedyrektora Rosatomu Aleksandra Łokszyna, który utrzymuje, że incydent, do którego doszło na budowie elektrowni atomowej w Ostrowcu (biał. Astrawiec) 10 lipca, nie przyniósł szkody personelowi, sprzętowi i środowisku. Według niego "maksimum tego, co się stało, to starcie farby z powodu tarcia metalowych lin".

"Maksymalne obciążenie korpusu było wielokrotnie mniejsze niż dopuszczalne i półtora raza niższe od tego, jakie korpus wytrzymuje stale w reżimie zwykłej eksploatacji w ciągu 60 lat" - zapewniał przedstawiciel Rosatomu.

Źródła, na które powołuje się "Kommiersant", wyjaśniły, że do incydentu doszło nie przy montażu korpusu, lecz przy jego przeładunku, i że z powodu osłabienia lin korpus przechylił się i w położeniu pionowym oparł się o ziemię, toteż nie można mówić o żadnym silnym uderzeniu czy upadku z wysokości.

Tuż po incydencie niezależne media białoruskie pisały o „upuszczeniu reaktora podczas jego umieszczania w sekcji reaktorów” w ramach próbnego montażu. Według ich doniesień ważący 330 ton agregat miał spaść z wysokości 2-4 metrów.

Wiceminister energetyki Białorusi Michaił Michadziuk, który w poniedziałek powiadomił o wstrzymaniu zaraz po incydencie montażu korpusu reaktora, powiedział, że w grę wchodzą dwie możliwości: albo wykorzystanie tego korpusu po potwierdzeniu, że jest bezpieczny, albo jego wymiana. "Innych wariantów nie ma" - podkreślił. Zaznaczył, że obecnie strona białoruska zapoznaje się z ekspertyzami przeprowadzonymi przez Rosjan.

Powstająca na Białorusi elektrownia jądrowa jest budowana pod leżącym w obwodzie grodzieńskim Ostrowcem, 20 km od litewskiej granicy i ok. 50 km od zamieszkanej przez ponad pół miliona ludzi stolicy Litwy. I choć władze w Wilnie protestują oraz podkreślają, że Mińsk stawia obiekt wbrew umowom międzynarodowym, Białorusini planowali uruchomienie pierwszego bloku na rok 2018.

Po incydencie na budowie elektrowni, który oficjalny Mińsk nazwał "nieprzewidzianą sytuacją", prezydent Litwy Dalia Grybauskaite zarzuciła władzom Białorusi, że uchylają się od odpowiedzi na pytania o bezpieczeństwo i nie chcą wpuścić na teren elektrowni obserwatorów, co budzi zaniepokojenie Wilna.(PAP)

mmp/ kar/