Nadwyżka ropy na rynkach znów wywołała zjazd cen surowca. W ciągu niecałych dwóch miesięcy ropa staniała o jedną piątą. We wtorek z jedną baryłkę ropy typu WTI płacono 40,78 dol., a za ropę Brent – 43,01 dol. Spadek cen surowca uderza w marże i zyski naftowych gigantów, takich jak Exxon Mobile czy Royal Dutch Shell. Zdaniem ekonomistów, przyszły rok przyniesie jednak wyraźne odbicie cen na rynku. Średnia prognoza 20 analityków ankietowanych przez Bloomberga zakłada, że w 2017 roku baryłka ropy będzie kosztować ok. 57 dol.

Wzrost cen będzie jednak przebiegać bardzo wolno, bo nie da się w krótkim czasie zlikwidować nadwyżki surowca na rynku. „Oznacza to stopniowy wzrost cen ropy WTI do 49,50 dol. w czwartym kwartale i przebicie bariery 50 dol. w przyszłym roku” – ocenia Michael Hsueh, analityk Deutsche Bank.

>>> Czytaj też: Raport PKN Orlen: gwałtowny wzrost cen ropy od 2018 roku?

“Obserwujemy rynek, który jest w trakcie powolnego procesu równoważenia i nie spodziewamy się znaczącego deficytu ropy przed drugim kwartałem 2017 roku. Takie niedobory surowca są konieczne, by zmniejszyć globalne zapasy ropy, ale wydaje się, że nie nastąpi to przed końcem 2018 roku” – mówi Hsueh.

Ceny ropy typu WTI spadły od czerwca o 22 proc. W teorii 20-procentowy spadek oznacza, że surowiec ten wszedł w rynek „niedźwiedzia”, kończąc tym samym cenowy rajd, w trakcie którego ropa podrożała niemal dwukrotnie od minimów notowanych w lutym tego roku.

Choć zapasy ropy w USA są niższe niż podczas kwietniowego szczytu, wciąż pozostają na poziomach nienotowanych o tej porze roku od co najmniej trzech dekad. Rekordy biją też zapasy benzyny – według danych Departamentu Energii wynoszą już 241,5 mln baryłek. To o 12 proc. więcej niż rok temu.

>>> Czytaj więcej: Tak dużo ropy na rynku nie było od 100 lat