Recesja w Chinach to na razie jednostkowy przypadek. Zebrane z regionów dane za pierwsze sześć miesięcy tego roku pokazują bowiem, że w 15 z 31 chińskich prowincji wzrost gospodarczy jest wyższy niż w pierwszym kwartale. I choć dawno już minęły czasy dwucyfrowej dynamiki wzrostu PKB w całych Chinach, trzy prowincje, na czele z miastem Chongqing, wciąż utrzymują tak imponujące wyniki.

Z analizy regionalnych danych wyłania się całościowy obraz stabilizacji gospodarczej w Państwie Środka. Odbicie na rynku nieruchomości i fiskalne wsparcie ze strony państwa pomagają równoważyć problemy związane z wyłączaniem dawnych silników wzrostu gospodarczego. Dla chińskich władz, mocne nierówności w rozwoju poszczególnych prowincji oznaczają jedno. Konieczne jest wprowadzanie takich środków fiskalnych i monetarnych, które będą lepiej dopasowane do potrzeb regionów, zamiast zasypywania rynku ogólnokrajowymi pakietami stymulacyjnymi i dostarczania nadmiernej płynności podmiotom, które radzą sobie lepiej niż inni, a w konsekwencji doprowadzania do przeinwestowania i powstawania baniek spekulacyjnych.

Ludowy Bank Chin od października utrzymuje główną stopę procentową na niezmienionym poziomie. Jednocześnie pompuje pieniądze w banki udzielające kredytów na określone, wyznaczone przez rząd cele. W tym samym czasie rząd zwiększa wydatki na projekty infrastrukturalne, by zwiększyć zatrudnienie.

>>> Czytaj też: Redukcje w największej armii świata. Co oznaczają tajemnicze odejścia w chińskim wojsku?

Ekonomiści z chińskiej Komisji Rozwoju i Reform wezwali rząd do zwiększania luzowania monetarnego jeszcze w tym roku, by pomóc obniżyć koszty prowadzenia biznesu i zwiększyć inwestycje. Eksperci nawołują też do wprowadzenia bardziej prowzrostowych środków fiskalnych i zwiększenia efektywności inwestycji, mimo presji na ograniczanie wydatków.

Wzrost inwestycji w środki trwałe w sektorze prywatnym w Chinach zwolnił do 2,8 proc. To jeden z lepszych wskaźników mierzących nastroje w biznesie, bo sygnalizuje plany ekspansji firm. Słabsze wyniki skłoniły więc władze Państwa Środka do wysłania w teren swoich urzędników, by sprawdzili w jaki sposób najlepiej wpłynąć na pobudzenie wydatków inwestycyjnych.

Rezultaty widać chociażby w północno-zachodniej prowincji Qinghai, która jest jednym z najbiedniejszych regionów Chin. Prywatne inwestycje zanurkowały tu o 13,8 proc. w pierwszej połowie roku w ujęciu rocznym. Dzięki temu jednak, że państwowe firmy zwiększyły wydatki, całkowite nakłady na środki trwałe wzrosły o 12 proc.

Podobną strategię przyjęły inne prowincje, stawiając na większą rolę państwa w lokalnych gospodarkach. Mongolia Wewnętrzna i Shandong zwiększyły wydatki na inwestycje w infrastrukturę niemal dwukrotnie bardziej niż całe Chiny. Tymczasem największą regionalną gospodarkę – Guangdong, praktycznie ominęła hojność rządu. Inwestycje infrastrukturalne wzrosły tu zaledwie o 3,2 proc., choć inwestycje prywatne i w sektorze nieruchomości rosły tu szybciej niż w innych regionach.

Jak widać na wykresie obok, ożywienie w transakcjach na rynku nieruchomości w pierwszej połowie roku nie przełożyło się bezpośrednio na ogólnokrajowe odbicie w inwestycjach nieruchomościowych. Szczególną ostrożność wykazują pod tym względem inwestorzy w Pekinie.

Władze stolicy Państwa Środka wydają się zadowolone z faktu, że gospodarka Pekinu powoli schodzi z postindustrialnej ścieżki wzrostu. Zamówienia w przemyśle wzrosły tu w pierwszym półroczu zaledwie o 1,7 proc. w porównaniu do poprzedniego roku. W Szanghaju produkcja przemysłowa skurczyła się o 4,4 proc. Obie metropolie, w których sektor usługowy odpowiada za ok. dwie trzecie ich gospodarek, zamykają wielkie fabryki, próbując walczyć z zanieczyszczeniem środowiska.

W najsłabszej gospodarczo prowincji Chin – Liaoning, produkcja przemysłowa spadła o 7,7 proc. w pierwszych sześciu miesiącach roku, napędzając tym samym exodus pracowników z branży. Regionalna państwowa telewizja próbuje patrzeć na jasną stronę problemów gospodarczych prowincji, tuszując 1-procentową recesję 3,2-procentowym wzrostem sektora usługowego, który był „o 4,2 proc. większy niż wzrost PKB”.

Na przeciwległym biegunie gospodarczej rzeczywistości znajduje się prowincja Chongqing, bezpośrednio zarządzana przez centralne władze. Region ten zanotował w pierwszym półroczu aż 10,6-procentowy wzrost gospodarczy, a produkcja przemysłowa poszybowała tu w górę o 10,2 proc.

Niektóre prowincje zaczynają stabilizować swoje gospodarki. Region Jilin, który graniczy z prowincją Liaoning i Koreą Północną, po raz pierwszy od 2013 roku zrównał się pod względem wzrostu PKB z krajową średnią. Wszystko dzięki kwitnącej branży motoryzacyjnej. Agresywna redukcja nadmiernych mocy produkcyjnych i większa efektywność państwowych spółek doprowadziły też do zwiększenia zamówień w fabrykach.

Swoich wyników gospodarczych nie podała jeszcze prowincja Heilongjiang, także granicząca z Liaoning. To niepokojący znak, bo zwykle najsłabsze regiony publikują dane najpóźniej.

>>> Czytaj też: Nieoczekiwana decyzja Wielkiej Brytanii wywołała burzę. Chiny zawieszą inwestycje na Wyspach?