To liczba bardzo ważna, bo w statystykach międzynarodowych utożsamiana jest z liczbą ludności. Na tej podstawie liczony jest na przykład PKB na mieszkańca czy eksport per capita wykorzystywany m.in. do określania poziomu rozwój naszego kraju na tle innych państw.

Jak się okazuje, ubiegłoroczna liczba rezydentów była taka sama jak przyjmowana liczba ludności Polski w statystykach międzynarodowych w… 1989 r., gdy liczono ją metodą bilansową, stosowaną także obecnie. Polega ona na przyjęciu za punkt wyjścia wyników ostatniego spisu powszechnego. Do danych z tego spisu dodawana jest liczba urodzeń, a odejmowane liczba zgonów w poszczególnych latach. W bilansie tym uwzględnia się ponadto saldo migracji zagranicznych na pobyt stały.

W tak wyliczonej liczbie ludności ujmowane są także osoby, które przebywają czasowo za granicą – zarówno kilka tygodni, jaki na przykład kilka lat, które zachowały stałe zameldowanie w Polsce. Nie uwzględnia się natomiast imigrantów przebywających u nas czasowo, którzy nie zameldowali się na pobyt stały (bo nie mieli takiego prawa).

Zgodnie z tymi wyliczeniami, w końcu ubiegłego roku liczba ludności Polski wynosiła 38 mln 437 tys. Jest ona jednak wykorzystywana głównie na potrzeby krajowe, przy obliczaniu wszelkich wskaźników demograficznych, społecznych i gospodarczych, w tym na przykład do ustalania poziomu subwencjonowania gmin.

Problem jest w tym, że liczba ludności kraju była w ubiegłym roku większa od liczby rezydentów o 470 tys. Tymczasem z szacunków GUS emigracji z Polski na pobyt czasowy wynika, że już w 2014 r. za granicą przebywało co najmniej rok 1 mln 850 tys. Polaków. Z tego by wynikało, że liczba rezydentów powinna wynosić tylko 36,6 mln, przyjmując, że ponad rok przebywa u nas stosunkowo mała grupa cudzoziemców.

Ale tak nie jest. Dlatego że, jak wyjaśnia GUS, w wykorzystywanej przez ten urząd metodologii opracowania liczby ludności rezydującej uwzględnia się tylko zarejestrowane fakty migracji czasowych, czyli zgłoszenia wyjazdu na pobyt czasowy za granicą i zameldowania na pobyt czasowy w Polsce stałych mieszkańców innych krajów. Z tego wynika, że zdecydowana większość Polaków przebywających za granicą co najmniej rok nie zgłosiła w gminie swojego wyjazdu, co nie dziwi, bo takiego obowiązku przecież nie ma.