Przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju projekt nakłada na sprzedawców obowiązek przesyłania online danych z kas rejestrujących. Nie oznacza to jeszcze końca paragonów. Będą one miały jednak o wiele mniejsze znaczenie dla skarbówki. Od 2018 r. fiskus ma bowiem dysponować dokładniejszym narzędziem kontroli. Zapewni je transmisja danych online z wszystkich transakcji zaewidencjonowanych na każdej kasie, która będzie podłączona do centralnego systemu.

Projekt już podzielił przedsiębiorców. Nie są zadowoleni z tego, że przyjdzie im wymienić kasy rejestracyjne na nowe lub dopasować je do nowych wymagań, co wiąże się z kosztami. Niektórzy widzą jednak szansę na wyrównanie konkurencji, którą zaburzały nieuczciwe firmy.

>>> Czytaj też: Rewolucja w handlu. Elektroniczny paragon budzi opór handlowców

Z interfejsem, kluczem i JPK

Od 1 stycznia 2018 r. każda kasa fiskalna będzie musiała zawierać interfejs komunikacyjny, czyli port łączący ją z terminalem płatniczym transmitującym dane do specjalnego repozytorium. Chodzi o centralny system teleinformatyczny, który ma odbierać dane przekazywane przez kasy i komunikować się z nimi, choćby dla celów kontroli skarbowej.

Repozytorium będzie prowadził minister finansów. Przedstawiciele firm informatycznych przypuszczają, że obsługą techniczną bazy będzie się musiała zająć specjalnie do tego powołana spółka celowa, które będzie podlegać pod ministra finansów.

To nie koniec zmian, bo ewidencja z kas fiskalnych będzie musiała być powiązana ze strukturami logicznymi jednolitego pliku kontrolnego (JPK). Ma temu służyć m.in. rozszerzenie dotychczas stosowanego schematu pliku raportowania transakcji o dane specyficzne dla kasy, takie jak np. jej numer fiskalny.

Byłby to więc kolejny krok w kierunku cyfryzacji rozliczeń z organami podatkowymi. Od 1 lipca 2016 r. ruszyło bowiem raportowanie danych w systemie JPK, na razie przez dużych przedsiębiorców (obowiązkowo - jeśli idzie o dane z ewidencji VAT, na żądanie – w pozostałym zakresie).

W związku z tym producenci kas będą musieli zapewnić klucze publiczne, czyli takie, które pozwolą urzędnikom odczytać dane z pamięci fiskalnej. Ale tylko urzędnikom, bo będą to tzw. klucze szyfrujące, zabezpieczające transmisję danych.

Niezależnie od tego obowiązkowym elementem każdego paragonu fiskalnego ma być podpis cyfrowy przy użyciu prywatnego klucza kasy. Tym kluczem będzie dysponował sprzedawca.

>>> Czytaj też: e-Papierosy przez internet? Pomogą w tym raje podatkowe

Mniej kontroli z przypadku

Janusz Diemko, prezes Polskich e-Płatności, uważa, że proponowane zmiany mogą przynieść pożądane skutki, a system z danymi centralnymi będzie efektywniejszy pod względem rozliczeń podatku VAT. – Możliwa będzie analiza poszczególnych danych i porównanie obrotów różnych podmiotów. Wyrówna to szanse na rynku na korzyść sklepów i punktów, które działają uczciwie. Niewątpliwie zmniejszy się też liczba kontroli losowych, bo organy podatkowe będą mogły skupiać się na punktach, które system wskaże jako podejrzane – mówi.

Ministerstwo Rozwoju nie kryje, że wprowadzając nowe wymogi wzoruje się właśnie na rozwiązaniach stosowanych w innych krajach. Podaje m.in. przykład Węgier, które na skutek wyposażenia kas fiskalnych w specjalne moduły służące do komunikacji z chmurą tamtejszego ministerstwa finansów odnotowały w pierwszej połowie 2014 r. wzrost wpływów VAT od sprzedawców detalicznych na poziomie 100 mln euro, czyli o 8 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Za przykład sukcesu informatyzacji resort rozwoju wskazuje również Słowenię, w której analogiczne rozwiązania zaowocowały wzrostem deklarowanych obrotów o 5,7 proc. i wpływu z VAT o 4,6 proc. To przełożyło się na dodatkową kwotę ponad 750 mln euro w okresie luty–kwiecień 2016 r.

Również Bułgaria może pochwalić się sukcesem w związku z wprowadzeniem obowiązku stosowania kas fiskalnych, które pracują w trybie on line i są połączone z państwowym systemem informatycznym. Reformy zainicjowane w 2012 r. poskutkowały wzrostem obrotu w określonych gałęziach gospodarki o 50–60 proc. – głównie w branży gastronomicznej i hotelarskiej.

Kto za to wszystko zapłaci

Z planowanych przepisów przejściowych wynika, że przedsiębiorcy, którzy mają kasy spełniające wymagania poprzedniego rozporządzenia z 27 sierpnia 2013 r. (Dz.U. z 2013 r. poz. 1076), będą mogli nadal z nich korzystać. Ustawodawca stawia jednak warunek – urządzenia te muszą zapewniać prawidłowość rozliczeń podatku. A to oznacza, że przedsiębiorcy będą musieli wyposażyć je m.in. w wymagane interfejsy zewnętrzne, które pozwolą na przesyłanie danych online.

Choć resort rozwoju podkreśla, że dostosowanie kas do nowych wymogów nie odbije się na portfelach przedsiębiorców, to zdaniem ekspertów trudno uwierzyć, aby wymiana maszyn lub dopasowanie ich do nowych wymagań przebiegło bez wydatków po stronie podatników.

Zdaniem Janusza Diemko na tym etapie trudno jeszcze określić, jakiego rzędu będą to koszty. – Na cenę sprzętu wpłynie przede wszystkim ostateczna lista wymaganych funkcji i oprogramowania – twierdzi ekspert.

Producenci kas fiskalnych mają z kolei obawy o czas. Nie jest bowiem pewne, czy standardy określone w projekcie nie ulegną zmianie. Na razie został on skierowany do konsultacji. Branża nie ma więc pewności, na jakie konkretne urządzenia będzie zapotrzebowanie. Spodziewa się, że zasadniczo będzie ogromne (obecnie zarejestrowanych jest 2,1 mln kas) i mogą być trudności, by zaspokoić popyt na nowe maszyny.

Mogą się już pojawić również inne problemy. Dla przedsiębiorców w rejonach, które nie są objęte zasięgiem dużych sieci, nowe wymogi mogą oznaczać przymus zawarcia umowy z dostawcą internetu, z którego na co dzień nie musieli do tej pory korzystać. Jak wynika z raportu Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji „Społeczeństwo informacyjne w liczbach 2015” dostęp do internetu ma 75 proc. gospodarstw domowych.

>>> Czytaj też: 60-miliardowa dziura w budżecie. Resort finansów zaplanował rekordowy deficyt