„Dear start-ups, keep calm and move to Berlin” – furgonetka z taką reklamą zachęcającą do przeniesienia biznesu do Berlina jeździła po ulicach Londynu na początku lipca. Było to krótko po referendum w sprawie Brexitu, a kampanię sfinansowali niemieccy liberałowie z partii FDP. Gdy wynajęte przez nich auto zobaczył reporter Bloomberga, umieścił zdjęcie na Twitterze z komentarzem „Sępy już krążą”.

Rozgoryczonych niemiecką akcją było znacznie więcej. Więcej jest również „sępów”, które chcą skorzystać na wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii. O technologiczne firmy z Londynu zabiegają także Paryż, Amsterdam, Dublin i inne europejskie metropolie. Ta branża jest bardzo kosmopolityczna, nie jest tajemnicą, że londyńscy start-upowcy głosowali w większości za pozostaniem w UE.

Poza kwestiami politycznymi jeszcze bardziej istotne są dla nich różnego rodzaju niepewności związane z przyszłymi relacjami Zjednoczonego Królestwa z UE. Jeśli ktoś rozwija biznes na europejską skalę, to może lepiej prowadzić go z wewnątrz Unii niż z Londynu, nawet jeśli tam płaci się niższe podatki?

– Konkurencja między państwa jest dobra – z zadowoleniem komentuje sytuację pochodzący z Estonii londyński przedsiębiorca Taavet Hinrikus, do którego zgłaszali się już Irlandczycy i Szwajcarzy z propozycjami przeprowadzki. Hinrikus jest cenny, jego firma warta jest już miliard dolarów. Nazywa się TransferWise i zajmuje się głównie międzynarodowymi transferami pieniędzy. Założył ją pięć lat temu razem z przyjacielem, po tym jak znudziła mu się praca w Spotify, którego był pierwszym pracownikiem.

Od początku siedzibą TransferWise jest Londyn, ale to może się zmienić. Czy jej nowym adresem stanie się Berlin? Stolica Niemiec sama zabiega o nowe inwestycje, ale już wcześniej stała się rzeczywiście atrakcyjna dla europejskich start-upów.

>>> Czytaj też: Uśpione firmy. W których branżach najczęściej zawiesza się działalność?

– Kocham Londyn. To miasto, do którego najczęściej przyjeżdżam. Dlatego rozumiem młodych ludzi, którzy tu pracują i głosowali za pozostaniem w UE. Tych świetnie wykształconych ludzi chcę zapewnić, że Berlin jest otwarty na wasz biznes. Jest to miasto, gdzie możecie realizować swoje marzenia – mówiła Cornelia Yzer, senator Berlina ds. gospodarki, podczas lipcowej konferencji Londyn Fintech Week.

Podała, że w ciągu miesiąca po brytyjskim referendum zgłosiło się do niej ponad 100 firm z Wysp, które rozważają relokację do Berlina. Znaczną część miały stanowić przedsiębiorstwa z branży fintech. Yzer reklamowała tam również swoje miasto jako najlepsze w Niemczech i Europie do robienia nowoczesnego biznesu.

– Berlin to talent, technologia, tolerancja – mówiła.

Berlin w ostatnich latach znacząco się zmienił. „Biedny, ale sexy” – ten slogan poprzedniego nadburmistrza miasta przez dłuższy czas najlepiej oddawał sytuację w stolicy Niemiec. Zjednoczenie kraju przyciągnęło tam urzędników i młodych ludzi oraz rozwinęło rynek nieruchomości, ale wielki biznes omijał Berlin. Z dużych niemieckich firm jedynie koleje Deutsche Bahn i koncern medialny Axel Springer przeniosły tam swoje centrale. Teraz jednak Berlin przeżywa nową erę grynderską.

Pracowników szuka prawie pięćset berlińskich start-upów, które od zaraz zatrudniłyby prawie półtora tysiąca fachowców.

– Co 20 godzin powstaje u nas nowy start-up – chwaliła się w Londynie Cornelia Yzer.

Według miejskich statystyk już 7,5 tys. firm zajmuje się rozwiązaniami cyfrowymi (w tym 70 pochodzi z branży fintech). Zatrudniają one 80 tys. osób. Aktywne w tej branży są nie tylko nowe firmy, ale również wielkie niemieckie koncerny jak Deutsche Telekom i Axel Springer. Specjalistyczne serwisy podają, że pracowników szuka prawie pięćset berlińskich start-upów, które od zaraz zatrudniłyby prawie półtora tysiąca fachowców. Poszukiwani są głównie programiści – nawet jeśli dopiero stawiają pierwsze kroki w tej profesji, to już mogą liczyć na 2900 euro miesięcznie.

Jeszcze ważniejszy jest fakt, że do Berlina ściągają również inwestorzy. Według E&Y w 2015 r. start-upy w Berlinie pozyskały ponad 2,1 mld euro ze środków venture capital (w porównaniu do 0,9 mld euro w 2014 r.). Było to ponad dwa razy więcej niż łączna wartość tego typu inwestycji w pozostałych częściach Niemczech i około 9 proc. wydatków na ten cel w Dolinie Krzemowej. Berlin jest już bezapelacyjnym liderem rankingu w Europie, a jego przewaga nad Londynem (1,7 mld euro w 2015 r.) w ostatnim roku znacząco wzrosła. Również liczba inwestycji w Berlinie była wyższa od tej w Londynie: 205 wobec 132. To, że na berlińskich i niemieckich start-upach można już wiele zarobić, dowodzą inne liczby z raportu E&Y: 75 proc. z nich otrzymało finansowanie powyżej 1 mln euro.

Mimo ostatnich sukcesów Berlina wśród niemieckich ekspertów i polityków panuje opinia, ze w dziedzinie gospodarki cyfrowej Niemcy są krajem rozwijającym się.

Niedawno szef niemieckiego oddziału Vodafone irytował się że internet w Niemczech działa dwa razy wolniej niż w Korei, a dane ciągle przesyłane są poprzez miedziane kable.

Poza Berlinem i kilkoma innymi regionami infrastruktura telekomunikacyjna w Niemczech pozostawia wiele do życzenia – odsetek sieci światłowodowych jest niższy do tego w Polsce. Co prawda liczba użytkowników tych połączeń wzrasta rocznie o około 30 proc., czyli tak jak w Polsce, ale to znacznie mniej niż na przykład w Grecji, Hiszpanii, czy Meksyku, gdzie – jak podaje OECD – ta liczba w ostatnim roku się podwoiła.

>>> Czytaj też: Zachęty podatkowe dla innowacyjnych firm. Rząd przyjął projekt ustawy

Oczywiście, Berlin nie jest jeszcze drugą Doliną Krzemową. Większa część nowo zakładanych firm rozwija się zbyt wolno. W Berlinie długo szuka się odpowiednich specjalistów, a brak dostępnych mieszkań jeszcze bardziej utrudnia rozwój branży. Być może właśnie dlatego władzom miasta tak zależy, by ściągnąć dynamiczne przedsięwzięcia z Londynu i innych miejsc w Europie.

Zakładający firmy w Berlinie, szczególnie te z gospodarki cyfrowej, mogą liczyć na tanie kredyty i poręczenia subsydiowane z niemieckich i europejskich środków publicznych. Specjalny program zainicjował również rząd federalny, który przeznaczy 10 mld euro na finansowe wsparcie startupów w Niemczech. Te pieniądze będą mogły być wykorzystywane jako uzupełnienie środków venture capital.

By to zmienić, rząd federalny ogłosił specjalny program inwestycji o wartości 100 mld, do którego chce zachęcić prywatne firmy, i na który sam przeznaczy 10 mld euro. Pieniądze te mają pochodzić m.in. z najbliższej akcji sprzedaży częstotliwości telekomunikacyjnych.

– Potrzebujemy najlepszej infrastruktury cyfrowej na świecie – zapowiadał Sigmar Gabriel (SPD), wicekanclerz Niemiec na ostatnim targach CeBIT. Berlin ma w tej ofensywie odgrywać kluczą rolę.

„Gdzie rozpoczynalibyście swój biznes, gdyby było to jeszcze raz możliwe?” – zapytali europejskich start-upowców ankieterzy projektu Startup Heatmap Europe. To pytanie zadali 700 młodym biznesmenom z 30 krajów Europy. Z analizowanych wcześniej doniesień medialnych wynikało, że miejscem pierwszego wyboru będzie Londyn, a po nim Paryż.

Ocena branży zaskoczyła – najlepszą lokalizacją dla nowoczesnego biznesu jest teraz Berlin (15 proc. wskazań). Londyn znalazł się na miejscu drugim (14 proc.), a na trzecim Amsterdam (10 proc.). Paryż zajął dopiero miejsce 13, nieznacznie wyprzedzając Warszawę (miejsce 15, 2 proc. głosów).

W ocenie branży najważniejszymi czynnikami decydującymi o rozpoczęciu biznesu w jakimś miejscu jest odpowiednia podaż wysokokwalifikowanych pracowników i tzw. ekosystem, czyli odpowiednie wsparcie oraz dostęp do biznesowych partnerów i klientów. Koszty działalności i dostęp do kapitału mają dla nich mniejsze znaczenie.

W tej europejskiej rywalizacji o najlepsze firmy technologiczne Warszawa, jak widać z badania, nie ma silnej pozycji. Branża ocenia ją lepiej niż media, ale to mało. Jak zauważają autorzy badania nawet przedsiębiorcy z Europy Środkowej i Wschodniej rzadko wskazują na Warszawę jako potencjalne miejsce na utworzenie startupu. Stolicę Polski jako potencjalne miejsce biznesu wybrałoby poniżej 20 proc. ankietowanych z regionu, co jest wynikiem słabym. Podobne notowania osiągają Praga i Wiedeń, które również zabiegają o pozycję regionalnego hubu w tej branży.

Niewykluczone, że wszystkich pogodzi Berlin – odbierając im szanse. Dziś połowę nowotworzonych tam firm zakładają cudzoziemcy, spośród których największą grupą są Polacy. Również blisko 50 proc. pracujących w berlińskich start-upach stanowią obcokrajowcy. Innowacyjne sukcesy stolicy Niemiec są w dużej części możliwe dzięki talentom z zagranicy i Berlin chce z nich jeszcze bardziej korzystać.

Warto mieć na oku

N26, firma założona przed dwóch Austriaków, mieści się w niepozornej kamienicy z czasów NRD w centrum Berlina. Lokalizacja jest naprawdę świetna – tuż nad Szprewą i niedaleko wieży telewizyjnej na Alexanderplatz. Przed 1989 r. była to jedna z siedzib Stasi, enerdowskiej służby bezpieczeństwa. Nazwa pochodzi od 26 sześcianów kostki Rubika. „Nawet najbardziej skomplikowane zadania można rozwiązać szybko i w prosty sposób” – przekonują założyciele tego finansowego startupu.

N26 to rodzaj finansowego hubu, który oferuje usługi różnych banków i z którego można korzystać poprzez aplikację w smartfonie. Jej założyciele mają wielkie ambicje i chcą zapewnić „najlepsze doświadczenia bankowe” w Europie. W czerwcu N26 uzyskała na ekspansję 40 mln dolarów od inwestorów, w tym od Zalando i Axel Springer. Niedawno zaś od niemieckiego nadzoru finansowego BaFin i Europejskiego Banku Centralnego pełną licencję bankową. Obecnie z usług firmy korzysta około 200 tysięcy klientów w ośmiu krajach UE. Niewykluczone, że wkrótce rozpocznie działalność również w Polsce.

SoundCloud – 125 mln piosenek i 175 mln użytkowników. To „dźwiękowy YouTube”, który oferuje nie tylko słuchanie utworów, ale również ich udostępnianie, czym różni się od konkurencyjnych Spotify and Apple Music. Firma działa w Berlinie, a założyło ją dwóch Szwedów już dziewięć lat temu. W czerwcu serwis pozyskał od inwestorów 100 mln dolarów, z czego 70 mln dolarów wyłożył Twitter. Teraz założyciele gotowi są sprzedać SoundCloud za miliard dolarów. Zdaniem ekspertów to wygórowana cena.

Po ostatniej rundzie inwestycyjnej specjalistyczny portal recode.net wyceniał wartość SoundCloud na 700 mln dolarów. To i tak dużo, zważywszy że w 2014 r. firma miała 40 mln euro straty, a przychody wynosiły około 17 mln euro. Od tego czasu trochę się zmieniło: spółka zawarła umowy licencyjne z największymi wytwórniami muzycznymi, wprowadziła płatne abonamenty dla użytkowników i współpracuje z producentami sprzętu audio.

>>> Polecamy: Start-up, czyli udawany biznes. Ani zysków, ani miejsc pracy

Autor: Andrzej Godlewski