statystyki

Ekologiczne mordowanie planety. Od dawna zużywamy to, co miało być dla naszych wnuków

31 sierpnia 2016, 06:01
Źródło:obserwatorfinansowy.pl
Za mała Ziemia dla Ziemian

Za mała Ziemia dla Ziemian źródło: Materiały Prasowe

Są na Ziemi zasoby odnawialne, jak np. trawy odrastające po zimie lub króliki mnożące się ostro w Australii, ale mnóstwo takich jak surowce mineralne albo ryby łowione bez opamiętania nie odradza się wcale lub z wielkim trudem.

Reklama

Reklama

W rezultacie już od dawna zużywamy to, co miało być dla naszych wnuków.

Wyczerpywanie możliwości środowiskowych Ziemi ilustruje uniwersalny wskaźnik utworzony przez Global Footprint Network na upowszechnioną od pewnego czasu modę i modłę ustawiania jakiegoś procesu czy zjawiska w kalendarzu. Na tej zasadzie, na której mamy np. „dzień wolności podatkowej” ogłaszany jest zatem Earth Overshoot Day. Nazwa jest idiomatyczna i oznacza minięcie się Ziemi z celem (bezpieczną przystanią), tak jak przejeżdża się nieopatrznie przystanek, czy znak drogowy.

W uzupełnieniu używa się zatem określenia „dzień długu ekologicznego”, co oznacza, że do określonego dnia w roku ludzkość zużywa zasoby, które same się odnowią, jak pszenica, na następną wiosnę lub grzyby kolejnego lata, a po tym dniu zaciągamy dług środowiskowy. Borykać się z nim będziemy kiedyś sami lub zostawimy go potomnym, ale będzie on tak samo nie do spłacenia i z takimi samymi tragicznymi konsekwencjami jak piramidy „pieniędzy” kreowanych w procesach quantitative easing.

W ostatnich latach tempo trzebienia zasobów Ziemi nieco spadło. Drobne spowolnienie procesu jałowienia planety należy przypisać kryzysowi finansowemu.

W tym roku dzień długu ekologicznego wypadł 8 sierpnia – o trzy dni wcześniej niż pięć lat temu. W ostatnich latach tempo trzebienia zasobów Ziemi nieco spadło. Nie wydaje się jednak, żeby było to skutkiem przejrzenia na oczy i odpowiedzialniejszego traktowania darów natury.

Raczej słuszniej jest przypisać drobne spowolnienie procesu jałowienia planety kryzysowi finansowemu i osłabieniu tempa wzrostu począwszy od końca pierwszej dekady obecnego stulecia.

>>> Czytaj też: Energetykę wiatrową w Polsce czeka finansowa zapaść. 4 tys. miejsc pracy zagrożonych

Dzień długu ekologicznego

Dzień długu ekologicznego

źródło: Materiały Prasowe

Koncepcja Earth Overshoot pomija wydobywanie surowców, ale uwzględnia korzystanie przez ludzi z minerałów w tym znaczeniu, że spalanie i przetwarzanie wszelkich surowców zmienia warunki środowiskowe i zmniejsza zdolności regeneracyjne planety.

Związki te nie muszą być bezpośrednie, tak jak w przypadku oddziaływania CO2 na klimat. Wystarczy np., że wraz z drobnymi nawet zmianami klimatu podnosi się temperatura i zakwaszenie wód morskich, zaczynają obumierać koralowce, ginąć lub migrować ryby itd.

Miernik powstaje z porównania podaży naturalnych czynników odnawialnych takich jak lasy, ziemia orna, pastwiska, tereny zurbanizowane, wody śródlądowe i morskie oraz popytu na produkty takie jak żywność pochodzenia roślinnego i zwierzęcego, wytwory rolnictwa i leśnictwa wykorzystywane w działalności przemysłowej oraz zieleń pochłaniająca dwutlenek węgla. Szczegóły metodologiczne dostępne są na stronie Global Footprint Network. Ponieważ efektywny popyt na czynniki odnawialne jest od lat wyższy od podaży, to zaciągamy dług, którego emanacją jest m.in. pogarszające się klimat, zanieczyszczenie wód, erozja gleb, coraz mniejsza przewidywalność pogody itd.
Wierzyciel nadchodzi coraz wcześniej

Jeszcze niecałe pół wieku temu dług ekologiczny powstawał, ale był ledwo widoczny. W 1971 r. pojawił się dopiero w wigilię Bożego Narodzenia. Potem z każdym następnym pięcioleciem pojawiał się coraz szybciej. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że jest to związane z coraz większą agresją we wzroście i rozwoju gospodarczym, a także z olbrzymią ekspansją oraz emancypacją demograficzną.

Ludzi jest nie tylko znacznie, znacznie więcej niż kiedyś (pół wieku temu na świecie były „zaledwie 3 miliardy ludzi), ale też kiedyś z dobrodziejstw cywilizacji korzystało kilkanaście państw Zachodu z ludnością liczącą łącznie ok. 300 milionów, a dziś wszelkich fruktów współczesności pragną kosztować korzystać już nie 2-3 mld a 7,4 mld Ziemian.
Największe szkody czynią państwa najbogatsze hodujące najbardziej nienasyconych konsumentów. Gdyby na całą ludzkość przełożyć intensywność zużycia marnego tam środowiska przez Australijczyków, to w 2016 r. wykorzystane musiałyby być takie zasoby, jakie dostarczałaby Ziemia pomnożona przez 5,4. Gdyby zamiast Australijczyków byli to Amerykanie, na zaspokojenie potrzeb należało by mieć do dyspozycji niemal 5 planet ziemskich (4,8).

Najwięcej w stosunku do możliwości środowiskowych swojego kraju czerpią Koreańczycy z południa, zużywając 8,4 raza więcej zasobów niż mają ich u siebie.

Szkody cywilizacyjne zwane eufemistycznie śladem stopy (footprint), jaki pozostawiają ludzie po swojej działalności można też przedstawić w postaci mnożników regeneracji środowiska danego terytorium.

Najwięcej w stosunku do możliwości środowiskowych swojego kraju czerpią Koreańczycy z południa, zużywając 8,4 raza więcej zasobów niż mają ich u siebie. Zaraz za nimi są Japończycy (zużywają 7 razy więcej niż może odnowić obszar wysp japońskich). W zestawieniu tym relatywnie dobrze wypadają Stany Zjednoczone, które korzystają z zasobów ekstremalnie łapczywie, ale skutki tego łagodzi wielki obszar ze sporym tu i ówdzie potencjałem ekologicznym.

Polska jest dłużnikiem ekologicznym. Nasz negatywny ślad ekologiczny ma być wyższy o 110 proc. od potencjału odrodzeniowego przypisanego zajmowanemu przez nas środowisku. W Europie nieco lepiej od nas wypadają państwa z południowego wschodu kontynentu, a kredytodawcami są jedynie państwa skandynawskie poza Danią oraz Estonia i Łotwa, a ze względu na swą ogromną rozległość i małe zaludnienie na km kwadr. – także Rosja.

Przedstawione „dane” mają charakter wyłącznie poglądowy, bo akuratny rachunek jest dziś nie do zrobienia. Być może byłaby w stanie taki sporządzić Sztuczna Inteligencja (AI), której nadejście wieszczą wieszcze. Byłaby to wszakże praca doskonale zbędna i jałowa, bo AI, jak już przyjdzie, to obędzie się świetnie bez niesztucznej natury i błękitu nieba.

>>> Czytaj też: Rosatom stawia na OZE. To największy rosyjski projekt wiatrowy

Autor: Jan Cipiur

Reklama

Reklama

  • hipokryzja Zachodu(2016-08-31 08:19) Odpowiedz 142

    O ile CO2 może wielu irytować o tyle w kwestii drenażu środowiska naturalnego nie ma wątpliwości (efekty są namacalna) najciekawsze w tym jest że to tak zwany Zachód chce by to kraje rozwijające ograniczyły zużycie a sami najchętniej po wyeksploatowane własnych zasobów chcą jeszcze importować i to najchętniej w formie nieprzetworzone.

  • bill(2016-08-31 10:03) Odpowiedz 100

    Bo celem wszelakiego istnienia stał się już nawet nie zysk ale MAKSYMALIZACJA ZYSKU (pewnej grupy ludzi)... Przekonanie że jak owa grupa nie zarobi odpowiednio dużo, to reszta ludności umrze z głodu (bo będzie bez pracy)

  • vv322(2016-08-31 08:16) Odpowiedz 93

    spoko, coś tam się wymyśli :)

  • peter(2016-08-31 14:50) Odpowiedz 81

    Ze wstydu, że żyjemy przestaniemy się rozmnażać (co już się dzieje). W wieku przedemerytalnym przekażemy nasz majątek bankowi i popełnimy samobójstwo. Przez cały wiek produkcyjny bedziemy pracować na panów świata a potem zoptymalizujemy koszty systemu związane z naszą osobą do zera.

  • tygrys_myszowaty(2016-09-01 09:35) Odpowiedz 22

    Myślę, że argumenty przytoczone w artykule trzeba będzie zacząć traktować poważnie - oczywiście zaraz po tym, jak jego autorzy solidarnie palną sobą w łeb aby nie obciążać Matki Ziemi swoją obecnością. Więc czekam z niecierpliwością...

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze