Na aferze reprywatyzacyjnej ucierpią ci, którzy odzyskali działki uczciwie. O co często walczyli latami.

Procedura reprywatyzacyjna zakłada, że po wydaniu pomyślnej decyzji zwrotowej miasto powinno stanąć do umowy notarialnej. W praktyce zazwyczaj to czysta formalność. Przynajmniej do niedawna. Jak się bowiem dowiedzieliśmy, Warszawa nie chce oddać działek następcom wywłaszczonych właścicieli, nawet jeśli wydano już odpowiednie decyzje.

O ile przypadków chodzi?

– Nie mamy takich informacji – przyznaje wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak. I dodaje, że czasowe wstrzymanie podpisywania umów jest konieczne. Powód? Urzędnicy dostrzegli nieprawidłowości w postępowaniu dotyczącym kolejnej po Chmielnej 70 warszawskiej działki – przy ul. Twardej. Tu sama decyzja zwrotowa co prawda została wydana w sposób prawidłowy, ale problemy pojawiły się później. Wyszło na jaw, że postępowanie spadkowe nie uwzględniło jednego z dziedziczących (ratusz chce teraz uchylenia własnej decyzji). Prawnicy zwracają jednak uwagę, że stołeczni urzędnicy, nie przystępując do aktów notarialnych, wypaczają przepisy prawa.

– Prezydent nie może karać setek prawowitych spadkobierców byłych właścicieli za brak należytego nadzoru nad prawidłowością decyzji wydawanych przez podległych jej urzędników – twierdzi adwokat Maciej Górski z Instytutu Badań nad Prawem Nieruchomości.

Podobnego zdania jest stołeczny adwokat Paweł Rybiński. – Czci się u nas dzieci wszystkich powstańców, natomiast dalej się je okrada. Bo kilka osób w niejasnych okolicznościach zrobiło na reprywatyzacji biznes. To jawne bezprawie – twierdzi Rybiński. ⒸⓅ