"Najpierw austriacki pomysł budowy ogrodzenia na przełęczy Brenner (na granicy z Włochami - PAP), teraz brytyjski plan postawienia muru w Calais; takie postępowanie nie może się upowszechnić" - podkreślił cytowany przez media minister sprawiedliwości Andrea Orlando.

"Włochy podejmują działania przeciw stawianiu murów, taką walkę toczymy w Europie" - dodał.

Brytyjski pomysł skrytykował również szef włoskiej dyplomacji Paolo Gentiloni. "Nie oceniam działań podejmowanych przez inne państwa, myślę jednak, że budowanie murów donikąd nas nie zaprowadzi" - podkreślił szef MSZ. Jak dodał, "rozwiązaniem są inwestycje w Afryce, inicjatywy na rzecz przezwyciężenia kryzysu w Syrii, a także rozdzielenie ciężaru migracji na szczeblu europejskim".

"Nigdy nie rozwiążemy tych problemów, jeśli każdy postawi własny mur" - zaznaczył.

Innego zdania jest prawicowa, niechętna migrantom Liga Północna, która rządzi w miastach i miejscowościach w położonych na północy Włoch regionach Lombardia i Wenecja Euganejska.

"Wielka Brytania chce budować mur w Calais, Austria przestała przyjmować uchodźców, tymczasem do Włoch po raz kolejny przybyło ponad tysiąc migrantów, uratowanych przez włoską straż przybrzeżną. Podczas gdy Wielka Brytania i Austria ryglują swoje granice, Włochy przyjmują wszystkich migrantów" - ocenił deputowany Ligi, Paolo Grimoldi.

Prace nad budową muru z betonu w Calais ruszą jeszcze we wrześniu. Będzie wysoki na 4 metry, długi na kilometr i stanie po obu stronach głównej autostrady wiodącej do portu w Calais. Lokalne władze podają, że mur będzie gotowy przed końcem roku. Jego budowa to część uzgodnionych w marcu przez Wielką Brytanię i Francję środków zwiększających zabezpieczenia połączenia obu krajów przez kanał La Manche.

Na 7-10 tys. szacuje się liczbę cudzoziemców z Azji i Afryki przebywających w nazywanym "dżunglą" obozowisku migrantów pod Calais. Niemal wszyscy pragną osiedlić się w Wielkiej Brytanii. Mieszkańcy Calais skarżą się, że obecność migrantów paraliżuje życie codzienne i gospodarcze w regionie.

>>> Czytaj też: "Financial Times": Europa nie potrzebuje kontrrewolucji Orbana i Kaczyńskiego