– Polska nie będzie się rozwijać, jeśli nie zwiększymy stopy inwestycji. Obecnie kształtuje się ona na poziomie ok. 20 proc., co przy średniej dla OECD (ok. 21 proc.) bądź krajów rozwijających się w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (ok. 24 proc.) jest wynikiem słabym – ocenił Jerzy Kwieciński, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, podczas debaty „Kapitał dla rozwoju – kluczowy filar Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”, która odbyła się podczas XXVI Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Kapitał dla rozwoju ma jednak ten stan rzeczy zmienić. Pieniądze, które Polski Fundusz Rozwoju – instytucja strategiczna w planie Morawieckiego – zainwestuje w polskie przedsiębiorstwa, powinny pobudzić firmy do rozwoju i ekspansji, ale także prowadzić do „polonizacji produkcji”, aby jak największa część potrzebnych podzespołów i części wytwarzana była w kraju, a nie sprowadzana z zagranicy.

Klucz do silnej gospodarki

Przedstawiciel resortu rozwoju przypomniał także, że do 2025 roku stopa inwestycji ma wzrosnąć do 25 proc. – Nie uda się tego zrobić tylko wydatkami w sferze publicznej, które przecież na tle krajów Unii Europejskiej w Polsce są i tak stosunkowo wysokie (średnio dwa razy większe niż w Unii – przyp. red.). Wyzwaniem dla nas jest zaangażowanie w inwestycje kapitału prywatnego – podkreślił Kwieciński. W jego ocenie fundusze unijne powinny być wyłącznie katalizatorem, a nie głównym filarem wzrostu.

Jak jednak pobudzić firmy do inwestycji? Ministerstwo Rozwoju ma na to pomysł. – W przypadku sektora prywatnego – tam oczywiście, gdzie Skarb Państwa ma wpływy – chcielibyśmy, aby firmy inwestowały w innowacje po to, by zamiast kupować gotowe technologie i rozwiązania za granicą, poprzez prace we własnych działach B+R samodzielnie tworzyły potrzebne im produkty bądź usługi – dodaje Kwieciński.

A przecież to, jak istotne są inwestycje w strukturze wzrostu gospodarczego Polski, pokazują ostatnie odczyty PKB, które nie zachwyciły. W pierwszym kwartale gospodarka wzrosła o 3 proc., natomiast w drugim niewiele więcej, bo tylko o 3,1 proc. – Jest to spowodowane przejściem pomiędzy kolejnymi perspektywami finansowymi i związanym z tym zastojem inwestycji publicznych – tłumaczył Kwieciński.

Fundusz do zadań specjalnych

Platformą integrującą w jednym podmiocie czołowe polskie instytucje rozwojowe jest Polski Fundusz Rozwoju. To kluczowy dla planu Morawieckiego podmiot, który działa w różnych obszarach gospodarki.

Marcin Piasecki, wiceprezes PFR, przypomniał, że fundusz skupi się na inwestycjach w trzech obszarach, co ma być mechanizmem kompleksowego wsparcia dla polskiej gospodarki i działających w jej obrębie firm. Chodzi m.in. o inwestycje infrastrukturalne, ale przede wszystkim o wsparcie rozwoju krajowych przedsiębiorstw. PFR Ventures to inwestycje w bardziej ryzykowne, ale obiecujące projekty we wczesnej fazie rozwoju. Spółki, które pierwsze sukcesy mają już za sobą, ale potrzebują kapitału dla dalszego wzrostu i rozwoju, także mogą liczyć na inwestowanie PFR.

– Polskie firmy cierpią na niedobór kapitału. Do dyspozycji mają wypracowany zysk z lat wcześniejszych bądź kredyt. Dlatego rozwiązania zaproponowane w ramach PFR to odpowiedź na potrzeby polskiego biznesu. Takie narzędzie na rynku było potrzebne – ocenił zasadność tworzenia nowej instytucji Robert Świechowicz, wiceprezes firmy PESA Bydgoszcz, producenta pojazdów szynowych.

Często jest tak, że firma potrzebuje stabilnego partnera – inwestora, który pomoże przy rozwoju. – PFR to wehikuł inwestycyjny, który działa w oparciu o inne standardy niż np. fundusze private equity. Nie chce wyjść z inwestycji po 2–3 latach, może zostać dłużej. Zaletą jest to, że inwestuje w firmę i wierzy, że ta osiągnie zakładany sukces, w tym np. w zakresie rozwoju eksportu – mówił Jakub Kowalski, prezes SKB Drive Tech, firmy zajmującej się różnego rodzaju układami napędowymi.

Na rynkowych zasadach

Kwestią sporną jest to, czy ogromne pieniądze publiczne, które trafią na rynek, nie naruszą równowagi w poszczególnych sektorach, a rzeczywiście przyczynią się do pobudzenia polskich firm, a tym samym całej gospodarki. – Pieniędzy na rynku jest już sporo, ale są one niewłaściwie wydatkowane. Dlatego wehikuły jak PFR musimy tworzyć, by inwestycje były bardziej przemyślane, skoncentrowane w branżach perspektywicznych, tych najlepiej rokujących – ocenił Kwieciński.

Przedstawiciel resortu rozwoju zapytany o potencjalne naruszenie równowagi na rynku stwierdził, że inwestycje, o których mowa w planie Morawieckiego, wychodzą od sektora prywatnego, który będzie też ich głównym wykonawcą. Trudno zatem mówić o nierównowadze. – W strategii MR mowa o wydatkach rzędu 1,5 bln zł do 2020 r. Jest to kwota bliska PKB Polski (1,99 bln zł). Chcemy te pieniądze w sposób skoordynowany inwestować. Na razie stworzyliśmy wehikuł rozwoju na poziomie krajowym. Nie jest wykluczone, że w przyszłości pojawią się także regionalne – dodał Kwieciński.

Paneliści zgodzili się, że PFR musi udzielać finansowania na zasadach rynkowych, bez wyraźnego faworyzowania wybranych firm. – Istotne jest także, by dywersyfikować inwestycje, nie skupiać się tylko na firmach w początkowej fazie rozwoju. PFR powinien stabilnie zarabiać, na innych projektach znów podejmować ryzyko – ocenił Arkadiusz Kustra, adiunkt w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Natomiast wiceprezes bydgoskiej Pesy podkreślał, że podobne do PFR rozwiązania w krajach rozwiniętych z powodzeniem działają już od dawna. – Jesteśmy w sytuacji, gdy PFR jest instytucją, której w Polsce brakowało. W innych krajach inwestowanie środków publicznych jest czymś naturalnym – dodał.

Bartosz Bednarz,

Interia

PARTNER