statystyki

Czy innowacyjność da się zadekretować? Ostra odpowiedź pod adresem Gowina

9 września 2016, 16:58
Źródło:PAP
Uniwersytet Cambridge

Uniwersytet Cambridgeźródło: ShutterStock

Naukę trzeba dofinansować i poprawić jej współpracę z biznesem, ale innowacyjności nie da się zadekretować, a prywatnych inwestorów trudno zastąpić urzędnikami - mówią eksperci o zaprezentowanej w piątek przez ministra nauki Jarosława Gowina strategii zmian w nauce.

Reklama

Reklama

Nowa strategia rozwoju nauki zakłada m.in. partnerstwo nauki i biznesu, które ma zapewnić najlepsze komercyjne wykorzystanie produktów badań i innowacyjności w celu zwiększania potencjału badawczego Polski. Przewiduje także przygotowanie ustawy o innowacyjności, mającej poprawić otoczenie prawne, instytucjonalne i organizacyjne firm i uczelni, by sprzyjało ono procesom innowacyjnym. Planuje się także przekształcenie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, wprowadzenie nowych instrumentów finansowania innowacji i utworzenie Narodowego Instytutu Technologicznego, który ma poprawić efektywność wykorzystania środków publicznych na działalność badawczo-rozwojową.

Eksperci, z którymi rozmawiała PAP, oceniają jednak, że choć dofinansowanie nauki jest konieczne, by poprawić innowacyjność, to droga wybrana przez resort nauki niekoniecznie przyniesie oczekiwane rezultaty.

"Stymulowanie innowacyjności to tworzenie systemu zachęt dla tych, którzy pracują nad nowymi rozwiązaniami, bo przecież innowacje nie powstają poprzez administrowanie tym procesem przez urzędników. Natomiast tworzenie kolejnych narodowych struktur, które mają się zajmować dofinansowaniem naukowców, niczego nowego nie wniosą. Za to zużywają środki, które można by przeznaczyć na wsparcie zdolnych studentów i zrealizowanie ich pomysłów badawczych" - zwrócił uwagę Maciej Grelowski, ekspert Business Centre Club.

Zaznaczył też, że główny ciężar finansowania badań naukowych bierze na siebie państwo, podczas gdy w krajach o największych sukcesach naukę finansuje także sektor prywatny. Dlatego według niego potrzebne jest stworzenie skutecznego systemu zachęt finansowych i podatkowych do zwiększenia wydatków na badania i rozwój.

Dodał, że nie jest zwolennikiem administrowania procesami, które są wynikiem indywidualnych postaw, zdolności i umiejętności.

"Innowacyjność to nie jest decyzja administracyjna, tylko wynik konkurencji i szukania przewagi rynkowej przez podmioty, które działają w danej dziedzinie. Cały rząd i administracja może przyjmować nieskończoną liczbę uchwał i ustaw, ale to nie tworzy innowacyjności" - podkreślił Grelowski. Choć - jak mówił - pewnymi procesami można centralnie zarządzać i wspierać je, to nie da się ich centralnie zrealizować.

"Nie mam przekonania, że urzędnik, czy nawet cała ich grupa, mianowana przez polityków, jest w stanie dokonywać właściwego wyboru, zarówno w obszarze nauki jak i gospodarki" - zaznaczył.

Podobne wątpliwości wyrażał ekspert Pracodawców RP Łukasz Kozłowski, który zwrócił uwagę, że strategia rozwoju nauki idzie równolegle do tzw. planu Morawieckiego.

"W planie wskazano obszary szczególnie ważne dla gospodarki narodowej i to na nie - także w obszarze nauki - ma iść najsilniejszy akcent, ale to podejście stwarza potencjalne zagrożenia. Nie da się precyzyjnie określić, które gałęzie gospodarki są najbardziej perspektywiczne, zwłaszcza w działalności innowacyjnej. To dzieje się na bardzo niskim poziomie, nie da się zadekretować innowacyjności w urzędzie" - ocenił Kozłowski. Zwrócił też uwagę, że państwowym instytucjom trudno będzie zastąpić sektor prywatny, np. w finansowaniu start-upów.

"Choć jesteśmy zniecierpliwieni, że sektor venture capital nie jest tak rozwinięty jak na Zachodzie, to próba zastąpienia go przez państwo może się okazać karkołomna. Wiadomo, że z samego założenia finansowanie start-upów technologicznych jest obciążone dużym ryzykiem błędu. Przy takich inicjatywach wypala może 1 na 10-20 pomysłów, tymczasem urzędy, administracja są siłą rzeczy bardziej zachowawcze od podmiotów prywatnych, bo nie chcą być oskarżane o marnowanie publicznych pieniędzy. Istnieje więc obawa, że postawią raczej na pewniejsze, choć mniej rewolucyjne rozwiązania" - dodał ekspert Pracodawców RP.

Kozłowski zaznaczył, że większe nadzieje wiąże z planowaną na wrzesień 2017 r. ustawą o szkolnictwie wyższym.

"Według zapowiedzi ustawa ma być gotowa we wrześniu 2017 r. i poprzedzona długim procesem konsultacyjnym. Na pewno dobrze, że zarezerwowano sobie trochę czasu na przedstawienie koncepcji nowej ustawy, bo problemem w szkolnictwie wyższym i strategią jego rozwoju w Polsce jest to, że ona się ciągle zmienia. Tak naprawdę dotychczas nie doprowadzano koncepcji do końca, tylko ciągle ją przekształcano. To nie jest dobre, bo konieczne generuje niepewność" - zaznaczył. (PAP)

Reklama

Reklama

  • obywatel(2016-09-10 11:46) Odpowiedz 20

    eksperci, pewnie porfesorowie tego system, który jest na dnie, polska nauka to dowcip, nie mamy żadnych profesjonalnych ośrodków liczących się na świecie. Na razie wszystkie pieniądze idą w błoto i tak dostają za dużo za te beznadziejne efekty.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze