Wg Tchórzewskiego, nie dojdzie do takich działań w tym roku. Minister odpowiadał w czwartek na pytanie posłów PO o "drenowanie" spółek Skarbu Państwa.

Waldy Dzikowski (PO) mówił, że gdyby resort "systematycznie" podnosił kapitały zakładowe w spółkach Skarbu Państwa, stosując inżynierię finansową, to budżet państwa zarobiłby ok. 10 mld zł, ale podważyłoby to jednocześnie wiarygodność tych spółek na giełdzie i naraziło na procesy sądowe. Wskazał, że takie uchwały są zaskarżane do sądu.

Tchórzewski odpowiedział, że nazywanie takich działań "inżynierią finansową" jest populizmem, bowiem Kodeks spółek handlowych takie zasady zakłada i daje tego typu możliwości. "To normalny dochód państwa, którego do tej pory unikano, wpychając pieniądze na kapitał zapasowy, żeby były większe pieniądze np. na dywidendy, czy na inne rzeczy" - podkreślił. Według niego budżet na tym nie zarabia, tylko uzyskuje normalne wpływy, które słusznie mu się należą.

"Jeżeli mówimy, że będzie to kosztowało 10 mld zł, ale jednocześnie wartość nominalna spółek, która z punktu widzenia wyceny giełdowej niezwykle mocno wpływa na wartość giełdową akcji danych spółek, wzrośnie - jeżeli w przestrzeni kilku lat to zrobimy - o ponad 50 mld zł" - zaznaczył. Według niego to działanie ma doprowadzić do tego, aby spółki Skarbu Państwa "były stabilne, nie podlegały zachwianiom".

Po wypowiedzi ministra kurs spółek energetycznych skarbu państwa zaczął pikować. W niektórych przypadkach spadki sięgnęły ponad 6 proc. Na przykład Tauron, który rano był na 2 proc. plusie przed południem zaliczył spadek o ponad 8 proc.

Analityk z DM mBanku Kamil Kliszcz powiedział PAP, że ich przyczyną jest informacja od ministra Tchórzewskiego dotycząca planów ministerstwa energii wobec nadzorowanych przez niego spółek.

"Inwestorzy zaczęli dyskontować przyszły wypływ pieniędzy ze spółek w postaci podatków. To, że wzrośnie wartość nominalna spółek nie ma znaczenia z punktu widzenia wyceny giełdowej. Liczy się to ile pieniędzy jest w firmie, natomiast zapowiadane przez resort energii działania obniżają realną wartość akcji" - powiedział analityk.

Jego zdaniem trudno dokładnie wycenić ogólne informacje podane przez Tchórzewskiego o przesunięciu w najbliższych latach do kapitału zakładowego spółek 50 mld zł, bowiem nie wiadomo, z jakimi kwotami w przypadku konkretnych spółek będziemy mieli do czynienia. "Na razie to dyskontowanie samej zapowiedzi i obaw inwestorów, że wartość tych spółek będzie malała, choć na razie nie wiadomo kiedy i o ile" - dodał.

Jego zdaniem inwestorzy potencjalnie liczą się z tym, że wartość spółek energetycznych skarbu państwa spadnie o 10 mld zł, taki może być bowiem odpływ gotówki ze spółek w postaci podatku. "To będzie ciążyć na tych firmach. Kwestia perspektyw wyników schodzi na drugi plan w momencie, gdy mamy zapowiedź, że w najbliższych latach będą realizowane takie operacje. Prędzej, czy później akcjonariusze mniejszościowi zostaną zubożeni o jakąś kwotę, choć nie wiemy o jaką i w jakiej spółce" - dodał.

Także analityk z BZ WBK Paweł Puchalski uważa, że czwartkowa wyprzedaż akcji spółek energetycznych skarbu państwa to pokłosie słów ministra Tchórzewskiego. "Te 10 mld zł, o których mówi minister energii, to pieniądze, które wypłyną ze spółek energetycznych, przez co ich wartość się zmniejszy" - powiedział. Zaznaczył, że z jego wyliczeń wynika, że w przypadku spółek giełdowych może być to łącznie ok. 5,5 mld zł, reszta może pochodzić od innych spółek.

"Ten proces ma być stopniowy, ale wciąż stanowi konkretne ryzyko dla spółek notowanych na giełdzie, bowiem kwoty, które wypłyną ze spółek do skarbu państwa w postaci podatków uszczuplą możliwości finansowania nowych inwestycji. Dlatego to informacja negatywna dla spółek – świadczy o tym, że spadnie ich zdolność do inwestowania" - dodał.

Również Krzysztof Kubiszewski z DM Trigon nie ma wątpliwości, że inwestorzy zareagowali na wypowiedź ministra energii. Kubiszewski obliczył na podstawie skonsolidowanych sprawozdań finansowych spółek skarbu państwa, że jeżeli podwyższanie kapitałów podstawowych miałoby dotyczyć nie tylko spółek energetycznych, ale także KGHM, JSW, PGNiG, PKN Orlen, Azotów, Aliora, Pekao i PZU, to w sumie do przeniesienia w maksymalnym scenariuszu było 110 mld zł, a nie 50 mld zł.

Najwięcej do przeniesienia do kapitału podstawowego byłoby w PKO - 22,5 mld zł, w KGHM - 11,8 mld zł, w PGNiG - 17,5 mld zł, w PKN Orlen - 16 mld zł, , w PZU - 8,7 mld zł.

Kubiszewski wskazał, że efektywna stopa podatkowa w takim przypadku wynosi 23,4 proc., co potwierdza przypadek PGE. Dlatego np. w przypadku PGNiG podatek mógłby wynieść 4,1 mld zł,

co stanowi 14 proc. kapitalizacji.

"Kwota o której mówił minister Tchórzewski nie może dotyczyć tylko spółek energetycznych skarbu państwa, bowiem kwota maksymalna w ich przypadku wynosi 25 mld zł, ale energetyka nie ma 6 mld zł na podatek. Jeżeli stawiamy tezę, że z energetyki nie można wziąć za dużo, to działanie to musi pójść na kolejne spółki" - dodał Kubiszewski. Zaznaczył, że w gestii resortu energii są nie tylko spółki energetyczne, bowiem przejął on kompetencje ministerstwa skarbu.

Zdaniem analityka inwestorzy będą zastanawiać się, którą spółkę stać na to, żeby dofinansować budżet poprzez przeniesienie kapitału do podstawowego. "To forma wypłaty dywidendy z pominięciem akcjonariuszy mniejszościowych. Skarb państwa ma koszty i plany wydatkowe, więc wskazane przez ministra działania stanowią potencjalne źródło finansowania programów rządowych" - powiedział.

Tchórzewski tłumaczył w Sejmie, że obecny rząd, jeśli chodzi o kapitały spółek, zastał bałagan. "W niektórych spółkach kapitały zapasowe przewyższają kapitały zakładowe" - wyjaśnił.

Wskazał, że kapitał zapasowy jest kapitałem, który występuje na konkretne cele, a ok. 30 proc. to wielkość środków, która powinna być rezerwą stosowaną w sytuacjach trudnych. Tymczasem w spółkach nadzorowanych przez ministra energii kilkadziesiąt miliardów złotych jest ulokowanych w kapitałach zapasowych.

"Sytuacja wymaga, żeby ta rzecz była uporządkowana (...). Przyczyny są niekoniecznie związane z samą sytuacją finansów państwa, że potrzeba pieniędzy (...). One wynikają z tego, że chcę systematycznie porządkować, nie w jednym roku, nie w tej chwili. W tym roku nie ma zamiarów, żeby jakiekolwiek dodatkowe pieniądze były z tego tytułu pobierane. W zależności od sytuacji finansowej poszczególnych spółek będziemy systematycznie porządkować kapitały i to jest nieodzowne" - zapowiedział.

Zaznaczył, że podwyższenie kapitału zakładowego wiąże silniej środki finansowe spółki, poddając je tym samym dużo surowszej dyscyplinie niż wtedy, kiedy stanowią one część kapitału zapasowego.

Wyjaśnił, że spółki Skarbu Państwa, które mają zapisane działania związane z bezpieczeństwem energetycznym państwa, pracują nie tylko dla zysku i satysfakcji akcjonariuszy. "Ja uważam, że szkodliwa jest sytuacja tego typu, że w tego typu spółkach następują gwałtowne zakupy akcji przed walnym zgromadzeniem i uchwaleniem dywidendy po to, żeby potem się tych akcji pozbywać" - mówił.

"Tego typu akcjonariusze rządu PiS nie interesują. To są spółki Skarbu Państwa, które działają długofalowo i interesują nas akcjonariusze, którzy chcą na lata inwestować pieniądze i zasadniczo stawiać na to, co zyskają z punktu widzenia podniesienia wartości firmy. My będziemy dbali w naszym działaniu o to, żeby wartość firm Skarbu Państwa była podwyższana i żeby były one gwarantem, że ulokowane w nich pieniądze nie będą stracone, a przyniosą zyski. Z podwyższenia kapitału te zyski na pewno będą większe niż w sytuacji doraźnych działań" - zadeklarował.

(PAP)