Obowiązek nowelizacji ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi wymusza na Polsce dyrektywa z 29 kwietnia 2015 r. zalecająca zmniejszenie zużycia lekkich plastikowych toreb. Zgodnie z nią ich konsumpcja na osobę w 2019 r. ma wynieść 90 sztuk, a w 2025 r. – 40. Państwa członkowskie mogą jednak przyjąć drugie rozwiązanie – nałożyć na plastikowe torby opłatę od końca 2018 r.

Resort środowiska opowiada się za drugim rozwiązaniem, a handel mu wtóruje. Po pierwsze dlatego, że osiągnięcie poziomu zużycia wskazanego przez UE jest mało realne. Dziś w Polsce sięga on 470 sztuk na osobę rocznie.

– Wolimy drugie rozwiązanie, szczególnie że już w większości sklepów pobierana jest opłata za reklamówkę. Klienci są więc do niego przyzwyczajeni – tłumaczy Karol Stec z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Po drugie takie rozwiązanie sprawdza się w innych krajach. W Irlandii po nałożeniu dodatkowych opłat zużycie spadło o 90 proc.

POHiD ocenia, że ceny reklamówek pójdą w górę. Obecnie za sztukę trzeba zapłacić 10–50 gr. Będzie być może nawet złotówka, bo zgodnie z projektem resortu to górna granica ceny. Ministerstwo szacuje, że spełnienie nowych obowiązków będzie kosztowało co najmniej 20 gr od sztuki, więc o tyle na pewno wzrosną ceny siatek.

Eksperci uspokajają, że zmiany będą dotyczyły tylko reklamówek oferowanych przy kasach, czyli o grubości do 50 mikronów (czyli 0,050 mm). Nowelizacja ustawy nie dotyczy więc cienkich toreb foliowych oferowanych obecnie na działach z owocami, warzywami, piekarniczym, mięsnym i wędliniarskim.

– Zgodnie z przepisami sklepy muszą zapewnić konsumentowi higieniczne opakowanie tych towarów – podkreśla Magdalena Dziczek ze Związku Pracodawców Przemysłu Opakowań i Produktów w Opakowaniach Eko-Pak.

W przypadku sieci takich jak Auchan oraz Piotr i Paweł zmiany będą jednak poważne. To jedyne sklepy, które wciąż oferują swoim klientom reklamówki przy kasach nieodpłatnie.

– Taką mamy filozofię i tym wyróżniamy się na rynku. Mimo że sporo nas to kosztuje. Zatem zyskamy, ale tylko finansowo, bo wizerunek może trochę ucierpieć – ocenia Ewa Aleszczyk-Kalinowska z Piotra i Pawła.

>>> Czytaj też: Otwarte w święta, ale zamknięte w niedzielę. Chaos z nowym prawem zakazu handlu

Według ekspertów należy się jednak przygotować na to, że docelowo reklamówki przy kasach w sklepach znikną całkowicie.

– Opłata, która teraz stanowi dodatkowy przychód sklepu, ma być przekazywana do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na cele środowiskowe – komentuje Magdalena Dziczek.

Jednak sieci handlowe rozumieją zapisy ustawy inaczej. Według nich do funduszu mają być przekazywane pieniądze, ale tylko do wysokości opłaty recyklingowej, którą każdego roku określi minister środowiska. To oznacza, że nadwyżka pobrana od klienta przy jej sprzedaży pozostanie w kasie sklepu. Jest jednak pewien problem. Ta opłata recyklingowa może się co roku zmieniać. Zatem sklep, który faktycznie będzie chciał zarabiać na reklamówkach, będzie musiał podnosić ich cenę.

Karol Stec z POHiD zauważa jeszcze inną niedogodność, z powodu której sklepy ostatecznie mogą zrezygnować z foliowych toreb.

– Chodzi o obowiązek sprawozdawczości. Placówki będą musiały prowadzić ewidencję sprzedaży reklamówek i przedstawiać ją w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. To poważne dodatkowe obciążenie – zaznacza.

Projekt ustawy, nad którym pracuje resort środowiska, jest obecnie na etapie konsultacji społecznych. Czeka go jeszcze długa ścieżka, zanim zostanie uchwalony. Tymczasem Polska ma czas na wypracowanie rozwiązań do 27 listopada br. 

>>> Czytaj też: Sieć delikatesów zwolni ponad 1,3 tys. osób. Firma na krawędzi