Ekonomiści wyraźnie obniżyli oczekiwania dotyczące tempa wzrostu produktu krajowego brutto w najbliższych kwartałach. Trzy miesiące temu spodziewali się, że w drugiej połowie 2016 r. będzie on wyraźnie przekraczał 3,5 proc. Teraz średnia prognoz wskazuje, że w III kwartale możemy liczyć na wynik na poziomie 3,1 proc., a w ostatnich trzech miesiącach roku wzrost gospodarczy wyniesie 3 proc.

Niech się mury pną

Przeszacowanie prognoz analitycy wiążą głównie z inwestycjami. W I półroczu były one największym rozczarowaniem w danych dotyczących wyników gospodarki. Spadły o 3,6 proc. w porównaniu z takim samym okresem 2015 r. Zabrakło przede wszystkim realizacji projektów finansowanych z funduszy unijnych. Dobitnym sygnałem słabości w inwestycjach są wyniki budownictwa – w pierwszych ośmiu miesiącach tego roku obroty tego sektora były realnie o 13,6 proc. mniejsze niż rok wcześniej. Z tym że w samym sierpniu spadek przekraczał 20 proc.

To, czego brakuje w tym roku, powinno jednak pojawić się w 2017 r.

– Zakładam, że wzrost inwestycji w drugiej połowie przyszłego roku roku wyniesie 6,5 proc., przede wszystkim w oparciu o silniejszy napływ środków unijnych – mówi Łukasz Tarnawa, główny ekonomista Banku Ochrony Środowiska. Wynikom inwestycji sprzyjać będzie efekt niskiej bazy. Zdaniem ekonomistów mBanku większe wydatki inwestycyjne ze strony sektora publicznego będą się przekładać również na lepsze wyniki inwestycji firm.

>>> Czytaj też: Europejscy prymusi. Czechy dołączą do ekskluzywnego klubu państw z nadwyżką budżetową

Rodzina plus już nie tak silna

Dzięki nakładom na środki trwałe przyszły rok może stać pod znakiem przyspieszenia dynamiki PKB – średnia prognoz na IV kw. 2017 r. to już 3,5 proc. Tu również widać różnicę w porównaniu z prognozami sprzed trzech miesięcy: wtedy oczekiwano stopniowego hamowania. Tamte prognozy były związane z wygasaniem dopalacza w postaci pieniędzy z programu „Rodzina 500 plus”. Program będzie funkcjonował, ale nie będzie już mocnym czynnikiem wzrostowym. Przekonanie o wygasaniu impulsu wzrostowego ze strony „500 plus” się nie zmieniło, ale efekt wyższych inwestycji będzie miał większe znaczenie.

Bezrobocie w dół

Niższe prognozy PKB nie miały wpływu na przewidywania analityków co do sytuacji na rynku pracy. Średnia prognoz wskazuje, że stopa bezrobocia rejestrowanego w sierpniu–wrześniu przyszłego roku spadnie poniżej 8 proc. (najwięksi optymiści spodziewają się, że może wynieść nawet niewiele ponad 7 proc.) wobec 8,5 proc. w sierpniu tego roku. Specjaliści zaznaczają przy tym, że dane o zarejestrowanych w urzędach pracy nie oddają w pełni faktycznej sytuacji. Z danych Eurostatu, unijnego biura statystycznego, wynika, że w sierpniu stopa bezrobocia w Polsce była na poziomie 5,9 proc.

W czerwcu ekonomiści spodziewali się, że w drugiej połowie roku deflacja będzie się szybko kurczyć, by na przełomie 2016 i 2017 r. zamienić się w minimalną inflację. Te przewidywania sprawdzają się – we wrześniu, według wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego, ceny były już tylko o 0,5 proc. niższe niż rok wcześniej (w sierpniu deflacja wynosiła jeszcze 0,8 proc.). I tu działa efekt bazy: w II półroczu 2015 r. mieliśmy do czynienia z dużymi spadkami cen paliw spowodowanymi taniejącą ropą. Teraz takich obniżek nie ma, a nawet ceny idą do góry, co znajduje odbicie w ogólnej statystyce cen (równocześnie inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i ropy naftowej, czyli wskaźnik pokazujący zmiany tych cen, na które ma wpływ popyt w gospodarce, cały czas jest najniższa w historii: w sierpniu wynosiła -0,4 proc.).

Według Łukasza Tarnawy, prócz paliw dodatkowymi czynnikami, które mogą podnosić inflację w przyszłym roku, będą wzrosty cen żywności przetworzonej, spodziewane podwyżki opłat za wodę, a także możliwy wzrost cen energii. Mimo to inflacja pozostanie niska. Nieliczni analitycy spodziewają się, że w końcu przyszłego roku dojdzie w okolice 2 proc. Przeważający pogląd jest taki, że będzie to raczej 1,5 proc., co odpowiada dolnej granicy odchyleń od celu Rady Polityki Pieniężnej.

>>> Czytaj też: Słabsza waluta już nie pomaga na problemy gospodarcze? Oto najnowsze ustalenia

Będzie podwyżka stóp?

Niska inflacja w połączeniu ze stosunkowo niewielkim wzrostem gospodarczym będzie miała konsekwencje dla polityki pieniężnej: o ile trzy miesiące temu wśród analityków panowało przekonanie, że pod koniec 2017 r. Rada Polityki Pieniężnej może dokonać pierwszej od maja 2012 r. podwyżki stóp procentowych, to obecnie prawdopodobieństwo takiego ruchu jest już nieco mniejsze. Ci, którzy spodziewają się podwyżki, oceniają, że może do niej dojść najwcześniej w połowie przyszłego roku. Ale ekonomiści mBanku widzą szanse, by RPP zamiast podnieść stopy, zdecydowała się raczej na ich obniżenie. Ich zdaniem prócz argumentów w postaci niskiego wzrostu i utrzymywania się tendencji deflacyjnych dojdzie jeszcze kolejna fala luzowania polityki pieniężnej na świecie.

W takiej sytuacji bez obniżek stóp groziłoby nam nadmierne wzmocnienie złotego, które szkodziłoby konkurencyjności polskiego eksportu. Nadmierne – bo stopniowa aprecjacja naszej waluty to i tak bazowy scenariusz analityków. Są oni zdania, że do końca roku złoty będzie raczej tracił na wartości (i że w grudniu za euro trzeba będzie płacić 4,35 zł – podobne były prognozy sprzed trzech miesięcy, gdy nasza waluta była wyraźnie słabsza), by zyskiwać w 2017 r. Zdaniem specjalistów rynkowych kurs dolara w złotych raczej nie powinien się zmieniać.

W przygotowanej przez DGP ankiecie wzięli udział ekonomiści następujących instytucji: Bank Gospodarstwa Krajowego, Bank Handlowy, Bank Millennium, Bank Ochrony Środowiska, Bank Pekao, Bank Pocztowy, Bank Zachodni WBK, BPS TFI, Credit Agricole Bank Polska, ING Bank Śląski, Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, mBank, PKO BP, Plus Bank, Polityka Insight i Raiffeisen Bank Polska.

>>> Czytaj też: Superminister Morawiecki i polska rewolta przeciw Europie. Co dalej z gospodarką?

Większe wydatki pomogą inwestycjom

Krzysztof Wołowicz, główny ekonomista BPS TFI

Nasza prognoza wzrostu gospodarczego w Polsce na 2017 r. zakłada osiągnięcie dynamiki poziomu wzrostu realnego PKB na poziomie 3,6 proc. Najważniejszym czynnikiem przemawiającym za takimi oczekiwaniami są coraz lepsze perspektywy dla wzrostu konsumpcji prywatnej. Przyszły rok będzie pierwszym pełnym rokiem funkcjonowania programu „Rodzina 500 plus”. Zatem impuls popytowy z tego tytułu powinien być znacznie mocniejszy od obserwowanego w roku bieżącym. Kolejnym elementem będą większe wydatki publiczne stymulujące wzrost inwestycji, czego zapowiedzią jest konsolidacja zarządzania sektorami gospodarczymi w rządzie. W drugiej połowie 2017 r. wyraźnie przyspieszą programy inwestycyjne finansowane ze środków unijnych. Wreszcie spodziewamy się też kontynuacji poprawy dynamiki eksportu dzięki ożywieniu w Niemczech oraz utrzymaniu stabilnego tempa wzrostu w Chinach.

Bliska granica zwiększania zatrudnienia

Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego

W 2017 r. odsetek osób bezrobotnych zapewne znów się obniży, lecz w wolniejszym tempie. Trwały, przyzwoity wzrost gospodarczy przenosi się na rynek pracy i nie inaczej będzie w przyszłym roku. Ale dobra sytuacja na rynku pracy zachęca do wejścia (lub pozostania na nim dłużej), podnosząc stopę aktywności zawodowej i powodując, że taki sam spadek liczby bezrobotnych daje mniejszy spadek stopy bezrobocia. Nie bez znaczenia jest narastające zatrudnianie pracowników zza wschodniej granicy, zwiększające liczbę pracujących, lecz nieograniczające liczby bezrobotnych. Wreszcie wyraźnie widać, że w wielu branżach zbliżamy się do granic zwiększania zatrudnienia – po prostu nie ma kogo zatrudnić, chyba że podkupi się go konkurencji. Jeżeli więc mamy nadal rosnąć w kolejnych latach, to w większym niż ostatnio stopniu za sprawą wzrostu wydajności. To, czy sobie z tym poradzimy, będzie jednym z ważniejszych testów dojrzałości polskiej gospodarki. 

Na horyzoncie inflacja, ale niewielka

Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego

Ostatnie miesiące przynoszą zawężanie się deflacji, choć jest to proces wolniejszy od oczekiwań. Na horyzoncie są czynniki, które każą sądzić, że niedługo pojawi się inflacja i że będzie ona nabierać tempa w kolejnych miesiącach przyszłego roku. Na świecie drożeje m.in. ropa naftowa, w skali globalnej zaczynają powoli odbijać się ceny żywności, w kraju ponadto oczekiwane jest rozkręcanie się popytu konsumpcyjnego w związku z programem „Rodzina 500 plus”. Ale cały czas niepewne jest ożywienie gospodarcze na świecie (m.in. w związku z Brexitem), w kraju spadają inwestycje, a podatek handlowy, który także miał inflację napędzać, został zawieszony. Wydaje się więc, że procesy inflacyjne będą także powolne. Wielkim znakiem zapytania pozostają ceny regulowane. Jeśli np. od nowego roku podwyższone zostałyby drastycznie ceny wody (po przyjęciu ustawy Prawo wodne), możemy mieć do czynienia ze skokiem inflacyjnym.