Władimir Putin przekazał swoją wiadomość przyszłemu prezydentowi USA w poniedziałek, gdy Waszyngton ogłosił, że zawiesza negocjacje z Moskwą ws. Syrii. W dokumencie skierowanym do parlamentu, Putin zagroził zerwaniem rosyjsko-amerykańskiego programu rozbrojeniowego, według którego nadwyżkowy pluton z broni atomowej będzie przetwarzany na paliwo.

Aby tak się nie stało, USA muszą spełnić następujące żądania Putina:

- Zmniejszyć infrastrukturę NATO i zredukować personel Sojuszu do poziomów z września 2000 roku;
- Uchylić tzw. ustawę Magnitskiego, która nakładała sankcje na rosyjskich urzędników odpowiedzialnych za łamanie praw człowieka;
- Uchylić wszystkie sankcje wobec rosyjskich firm i biznesmenów;
- Zrekompensować szkody Rosji, jakie powstały na skutek wprowadzenia sankcji oraz wymuszonych kontrsankcji wprowadzonych przez Rosję;
- Zaprezentować jasny plan nieodwracalnego zniszczenia nadwyżkowego plutonu, jaki jest w posiadaniu USA.

“Zażądał zbyt mało. Powinien poprosić jeszcze o oddanie Alaski, wieczną młodość, Elona Muska i bilet do Disneylandu” – komentował sarkastycznie antyputinowski polityk Leonid Volkov na swoim koncie na Facebooku.

Nawet jeśli amerykańska administracja szybko przygotowałaby projekt zniesienia sankcji nałożonych po rosyjskiej agresji na Ukrainie, to nawet prezydent Donald Trump nie zgodziłby się na bezsensowną i upokarzającą wypłatę rekompensaty. Cięcia w NATO również należą do żądań, których spełnienie nie byłoby możliwe.

Porozumienie o redukcji nadwyżkowego plutonu i tak stało na ostatnich nogach. Dotyczyło ono 34 ton surowca, co stanowi zaledwie ułamek arsenału nuklearnego obu krajów. Administracja Baracka Obamy częściowo zawiesiła wykonywanie programu ze względu na serię nieporozumień w 2014 roku oraz wysoki koszt przekształcania plutonu w paliwo do elektrowni atomowych.

Wybór Putina, aby poruszyć właśnie tę kwestię w swoich żądaniach, nie jest przypadkowy. Rosja bowiem chce zaznaczyć, że ma arsenał nuklearny – w przeciwieństwie do swoich sąsiadów. Ukraiński prezydent Petro Poroszenko gorzko żałuje, że jego kraj wyzbył się broni atomowej w połowie lat 90. XX wieku w zamian za nic nie warte gwarancje ze strony Rosji, USA i Wielkiej Brytanii, że kraj nigdy nie zostanie zaatakowany. Teraz Poroszenko chce przekonać Waszyngton, że Kijów zasługuje na broń.

Władimir Putin chce zakomunikować światu, że teraz Rosja zacznie działać jak równy – bez względu na to, czy za takiego uważają ją USA. To ma przypominać kandydatom na prezydenta USA, że próba pacyfikacji Rosji będzie miała swoją cenę, a pozycja negocjacyjna Rosji w jakichkolwiek negocjacjach będzie arogancko wysoka.

Odchodząca administracja Obamy raczej nie podejmie ważniejszych działań w Syrii. W tym czasie Rosja robi wszystko, aby wojska Bashara al-Assada wygrały decydującą walkę o Aleppo – zanim Amerykanie wybiorą następnego prezydenta. Amerykańska decyzja, aby wycofać się z rozmów o Syrii, niewiele znaczy dla Putina, który tak czy inaczej gra na czas.

Putin ma przy tym świadomość, że jego wojownicze podejście będzie kosztowne. W poniedziałek rosyjskie ministerstwo finansów zasygnalizowało wzrost wydatków na cele wojenne i obronność o ok. 11 mld dol. Krok ten będzie wymagał cięć w innych obszarach i zwiększy deficyt. Prezydent Rosji wie jednak, że Rosjanie są zdolni do znoszenia tego typu wyrzeczeń.

Ciężko określić, w jaki sposób Barack Obama mógłby na poważnie odpowiedzieć na żądania Putina. Niemniej następny prezydent USA będzie musiał podjąć decyzję, co zrobić z nieprzejednaną postawą Rosji. Jedną z możliwości jest wzmocnienie sankcji i czekanie na osłabienie się pozycji Kremla. Takie podjęcie jednak mogłoby przynieść nieprzewidziane skutki na Bliskim Wschodzie oraz w innych miejscach.

>>> Czytaj też: Rosja rozmieściła w Syrii zaawansowany system obrony powietrznej