Uważam, że islam jest "nie tyle religią, co raczej ruchem totalitarnym", który "można porównać do narodowego socjalizmu i który jest nie do pogodzenia z Ustawą Zasadniczą (niemiecką konstytucją)" - powiedział publicysta podczas pierwszego spotkania z prasą.

Publiczne wyznawanie tej - jak się wyraził - "ideologii" powinno zostać zabronione. "Tak jak nie chcę widzieć w przestrzeni publicznej swastyk i innych symboli nazistowskich, tak samo nie chcę tutaj widzieć symboli reprezentujących inne totalitarne ideologie" - tłumaczył dziennikarz.

Jego zdaniem należy zamknąć wszystkie meczety na terenie Niemiec.

Nicolaus Fest jest synem niemieckiego historyka Joachima Festa, nieżyjącego już renomowanego znawcy epoki III Rzeszy i autora biografii Adolfa Hitlera oraz licznych książek o innych hitlerowskich politykach.

Nicolaus Fest był zastępcą redaktora naczelnego gazety "Bild am Sonntag", odszedł jednak w 2014 roku z redakcji po konflikcie wywołanym opublikowaniem tekstu krytycznego wobec islamu.

AfD powstała zaledwie trzy i pół roku temu jako partia przeciwników wspólnej waluty euro i sceptyczna wobec integracji europejskiej. Od zeszłego roku jej głównym hasłem jest walka z polityką migracyjną rządu Angeli Merkel i ograniczenie wpływu islamu w Niemczech. Określane w Niemczech jako "prawicowo-populistyczne" ugrupowanie utrzymuje kontakty z politykami z otoczenia prezydenta Rosji Władimira Putina, opowiada się za likwidacją sankcji wobec Moskwy.

AfD odniosła w minionych miesiącach sukcesy w wyborach do regionalnych parlamentów Saksonii-Anhaltu, Badenii-Wirtembergii i Nadrenii-Palatynatu, a ostatnio powtórzyła je w Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Berlinie. Kluczowe znaczenie dla dobrych wyników tej partii ma niezadowolenie części niemieckiego społeczeństwa z polityki migracyjnej Merkel.

AfD ma swoich przedstawicieli w 10 z 16 parlamentów regionalnych. Z sondaży wynika, że po wyborach na jesieni 2017 roku znajdzie się też w parlamencie ogólnoniemieckim - Bundestagu. (PAP)

>>> Polecamy: Nie będzie specjalnego traktowania Wielkiej Brytanii? Merkel mówi „nein” Londynowi