Coraz więcej rodziców w Australii wykorzystuje niskie stopy procentowe do refinansowania własnych nieruchomości i pomocy swoim dorastającym dzieciom we wspinaniu się po mieszkaniowej „drabinie” w świecie gwałtownie rosnących cen. Z danych Digital Finance Analytics wynika, że liczba Australijczyków kupujących pierwsze M, którzy skorzystali z pomocy rodziców wzrosła o ponad połowę (sześć lat temu wynosiła 3 proc.).

Australijski boom mieszkaniowy faworyzuje przedstawicieli pokolenia baby boomers, natomiast zmarginalizował młodsze roczniki. Wraz ze spadkiem liczby zaciąganych kredytów, średnia wartość pozyskiwanej od rodziców gotówki wzrosła w ciągu 6 lat prawie czterokrotnie.

Kupujący po raz pierwszy mieszkanie zaczęli nabierać przekonania, że zakup nieruchomości to bardziej podkreślenie susu majątkowego, niż zapewnienie sobie lokum do życia. Awersja do zadłużania się wyraźnie wzrosła. Ich podejście zostanie ponownie zweryfikowane, gdy stopy procentowe wzrosną, a ceny nieruchomości spadną z aktualnych nieracjonalnie wysokich poziomów.

Przykładowo, ceny mieszkań w Sydney wzrosły od 2008 roku aż o 90 proc. To najdroższe pod względem cen mieszkań miasto w Australii. Według opracowania firmy UBS Group AG jest także czwartym najbardziej przewartościowanym na świecie.

Ponad dwie trzecie właścicieli, które zdecydowały się na refinansowanie nieruchomości o wartości ponad 750 tys. dolarów australijskich wykorzystało środki uzyskane z niego na inne cele, w tym w dużej mierze na pomoc dzieciom. Od 2010 roku średnia wartość tego typu pomocy wzrosła z 23 do 80 tys. dolarów australijskich.

Kupcy mieszkań mieli o wiele łatwiejszą sytuację dekadę temu, dzięki rządowemu wsparciu, które pomogło im wejść na rynek. Od tamtego czasu zostało ono jednak znacznie ograniczone.